Urzędnicza paranoja

o teatrze publicznym w Polsce

Sytuacja teatru publicznego w Polsce unaocznia związek, jaki zachodzi pomiędzy wypaczaniem roli kultury a zagrożeniem demokracji. Cenzura ekonomiczna staje się zjawiskiem coraz bardziej powszechnym i niebezpiecznie akceptowanym przez władze. A przecież rolą teatru publicznego nie jest wypracowywanie zysku ekonomicznego. Rezultatem naszej pracy ma być zysk społeczny, estetyczny, kulturalny, a w rezultacie także polityczny.

Polska racja stanu 

Przypomnijmy myśl José Ortegi y Gasseta z roku 1947: "Rzeczywistość ludzka jest nieustannym przeistaczaniem się, zmianą i polega zawsze na ruchu od tego, co było, ku temu, co nastąpi. Ludzkość to nie rodzaj, ale tradycja. Być człowiekiem jest czymś innym, niż być kamieniem, zwierzęciem i Bogiem, gdyż znaczy być w tradycji, czyli w przestrzeni kultury. To obojętne, czy ktoś uważa się za tradycjonalistę, czy rewolucjonistę. I jeden, i drugi, chcąc nie chcąc, należą do tradycji. Istotą życia ludzkiego jest zatem to, że każda forma wywodzi się z innej i w tym sensie jednostka tkwi w tradycji. A poza nią jest niczym".

Teatr jest taką formą, o której pisze hiszpański filozof. Odwołując się do tradycji, kreuje jednocześnie obraz teraźniejszości i przyszłości. Tworzy strefę wolności, która jest nieustannie weryfikowana przez dialog z odbiorcą. Innymi słowy - tradycja nieweryfikowana przestaje służyć teraźniejszości i zubaża współczesność, blokując możliwość rozwoju społeczeństwa.

Polski teatr jest zjawiskiem unikatowym w skali światowej. I jest taki w konsekwencji pielęgnowania wyjątkowej i oryginalnej tradycji. Polski teatr to polska racja stanu. Kolejne pokolenia twórców, zaczynając od Bogusławskiego, poprzez Osterwę, Wiercińskiego, Schillera, Axera, Dejmka, Skuszankę i Krasowskiego, Hanuszkiewicza, Jarockiego, Grotowskiego, Kantora, Tomaszewskiego, Swinarskiego, Hübnera, Wajdę, Grzegorzewskiego, Lupę, Warlikowskiego, Jarzynę, Kleczewską, Pęcikiewicz, Klatę, Strzępkę, Zadarę, Wysocką, na najmłodszych, Garbaczewskim i Świątku kończąc, budują go na napięciu pomiędzy tym, co było, a tym, co jest, dołączając do konstrukcji świadomości europejskiej polską kulturę i tym samym podnosząc jej rangę, także poza granicami naszego kraju. Kapitał kulturowy wypracowywany przez polskich twórców, umiejętnie łączących w swoich dziełach tradycję i nowoczesność, jest bowiem dokładnie tą wartością europejskiej tradycji, o jakiej mówi Ortega y Gasset. Ważne jest to zwłaszcza w dobie mechanizmów globalizacji, redukujących sztukę do wartości komercyjnych. Praca polskich twórców buduje ogromny zysk społeczny, bez którego zysk ekonomiczny nie jest możliwy.

Narzędziem w walce z tradycją, zawężania jej "odpowiedzialności za świat", jest biurokracja. W sytuacjach skrajnych przyjmowała ona formy totalitarne. I również obecnie jest poważnym zagrożeniem dla demokracji. Państwo demokratyczne przestało chronić podstawowe wartości kultury. Systematycznie uchyla się od odpowiedzialności za instytucje artystyczne (teatry, opery, filharmonie, muzea), osaczając je niezgodnymi z ich specyfiką przepisami i uregulowaniami, a także odbierając im prawo do autonomii twórczej. Siłą kultury państwa są silne instytucje artystyczne. Odpowiednio i odpowiedzialnie finansowane z zagwarantowaną autonomią programową i organizacyjną. Bieda-teatry, bieda-opery, bieda-muzea czy bieda-filharmonie są nikomu niepotrzebne.

De Gaulle nie rozstawał się ze swoim ministrem kultury André Malraux i dopingował go do pracy, podobnie François Mitterand nie wyobrażał sobie państwa bez istotnej roli kultury, stąd ważna pozycja Jacka Langa w jego rządzie. Mądre państwo wie, że chroniąc kulturę, chroni siebie i tożsamość narodową, będąc jednocześnie "Europą" i współtworząc europejski system wartości. Niemcy rozumieją to od lat. W podobnym duchu działa Francja. Niedoinwestowane instytucje kultury działają wręcz na szkodę sztuki, do której uprawiania są powołane. Zaś teatr został powołany do uprawiania sztuki, a nie do obsługi urzędów i surrealistycznej biurokracji. Tymczasem wybitnym artystom pracującym w publicznych teatrach zagraża biurokracja, która nie rozumiejąc reguł pracy twórczej, próbuje narzucić swoje oderwane od rzeczywistości zasady, co wraz z niedostatecznym finansowaniem zagraża wolności wypowiedzi.

"Artysta powinien być zapłacony" - mówił Gustaw Holoubek. Ale też reżyser, tancerz, dramaturg, scenograf, autor tekstu. Wymieniam tylko niektóre zawody, ale teatr publiczny nie może istnieć bez rzemieślników, akustyków, elektryków, inspicjentów, rekwizytorów czy administracji. Cały ten sztab ludzi cierpliwie i z pasją pracuje na przedstawienie. Podkreślam: pracuje. Najwyższy już czas bowiem pracę w kulturze uznać za pracę i godziwie opłacać. Jak pracę urzędników, żołnierzy, górników, piłkarzy, śledczych z IPN-u i pracowników CBŚ.

Ziemia-Powietrze-Mickiewicz

Teatr Polski we Wrocławiu, odnoszący spektakularne sukcesy w Polsce i za granicą, od lat otrzymuje trzy miliony poniżej kosztów utrzymania (czynsze, media, pensje, podatki etc.). Biorąc pod uwagę rachunek ekonomiczny, powinniśmy zaprzestać produkcji jakichkolwiek przedstawień, zaprzestać grania obecnych w repertuarze tytułów i dzieje się tak mimo największych w historii przychodów własnych (stanowią one 4,4 mln zł dotacji podstawowej). Tylko że teatr według znowelizowanej ustawy jest instytucją artystyczną. Powinien więc działać i pracować według reguł, które narzucają zasady szeroko rozumianej twórczości. Przygotowanie przedstawienia jest czymś zgoła innym, niż wyprodukowanie nawet najbardziej wyrafinowanej rakiety ziemia-powietrze, trafiającej w cel z odległości kilku tysięcy kilometrów z dokładnością 10 centymetrów. Boję się wypieszczonych w zakładach zbrojeniowych rakiet. O ile wiem, teatr nie zabija, a jest celniejszy niż rakieta. Praca w teatrze to misja i odpowiedzialność, wobec społeczeństwa i wobec tradycji. Bronią, którą produkujemy jest więc to, że gramy Mickiewicza, Szekspira, Słowackiego, Goethego, Moliera, Krasińskiego, Różewicza, Mrożka, Demirskiego, czy Masłowską.

Teatr Polski we Wrocławiu właśnie rozpoczął wspólny projekt z Staatsschauspiel w Dreźnie. Przygotowujemy polsko-niemiecką inscenizację Szekspirowskiego "Tytusa Andronikusa" w reżyserii Jana Klaty. Zderzenie z niemiecką instytucją kultury jeszcze boleśniej pokazuje, w jak rozpaczliwej jesteśmy sytuacji. Przepaść statutowa i finansowa między naszymi teatrami jest gigantyczna. Tego nie usprawiedliwiają zaklęcia w stylu: "Niemcy to bogaty kraj z tradycjami kulturalnymi". Tak jakbyśmy my byli tej tradycji pozbawieni. Budżet sztandarowego teatru Dolnej Saksonii (17,5 mln euro dotacji podstawowej) ponad siedmiokrotnie wyższy od budżetu Teatru Polskiego (9,4 mln złotych dotacji podstawowej) - sztandarowego teatru Dolnego Śląska - jest rezultatem celowego i skutecznego procesu inwestowania w rozwój przez niemiecki rząd. Rozwój kulturalny, gospodarczy, psychologiczny, narodowy. Każdy. To świadoma strategia umacniania państwa i regionu.

Tymczasem my marnujemy coraz więcej czasu na lawinowo rosnącą sprawozdawczość i wypełnianie arbitralnych poleceń urzędów. Powołane do ochrony instytucji kultury urzędy już nie współpracują, a wyłącznie kontrolują. Organizatorzy instytucji kultury nie rozumieją ani społecznej roli teatrów, ani potrzeb artystów. Dla nich jedynym kryterium zasadności funkcjonowania tych placówek stał się wynik finansowy. Przecież sztuka teatru rządzi się swoimi prawami i innymi rządzić się nie będzie. Nie przystaje do sztywnych ustaw, uchwał, rozporządzeń. Akt twórczy jest egoistyczny i bezwzględny. Kieruje się zasadą wolności i nieprzewidywalności. Jest, jak każda przestrzeń sztuki, strefą kontrolowanej anarchii. Nie rozumieją tego liczne kontrole w teatrach, które zastanawiają się, dlaczego aktor ma trzy kostiumy w jednym przedstawieniu i czy nie narusza to dyscypliny budżetowej. Czy sztuka w umowie zatytułowana "W stronę Jelinek", zmieniona na "X-peryment" w kolejnej, by na afiszu stać się "Poczekalnią.0", to jest ta sama sztuka, a może trzy różne, i dlaczego artysta pracował dłużej i czy nie należy mu w związku z tym cofnąć zaliczki? Sprawa wyjątkowo podejrzana, dlatego przedstawienie poddawane jest kolejnej wnikliwej kontroli. Kserujemy więc ponownie niezliczone ilości dokumentów i kwitów na koszt teatru oczywiście, nie urzędu. Innym przykładem, ilustrującym absurd wynikający z paranoi ustawodawczej, jest konieczność ogłaszania postępowań w sprawie zamówień publicznych na przedstawienia zapraszane przez festiwale, jeśli koszt wyjazdu spektaklu przekracza 14 tys. euro. Festiwale ogłaszają więc takie postępowania, wymieniając w specyfikacji tytuł spektaklu, obsadę, autora tekstu, reżysera, kompozytora, scenografa etc. Poważni ludzie z pełną powagą przygotowują poważne dokumenty i w napięciu czekają, czy gdzieś nie pojawiła się przypadkiem bliźniacza, tańsza realizacja. Przykłady utrudnień tego typu można mnożyć. A lekceważyć ich nie można. Instytucje kultury poddawane są skrupulatnym kontrolom, podczas gdy polskie prawo nie nakłada żadnej odpowiedzialności wobec urzędników za niedoszacowanie i niedoinwestowanie instytucji kultury, którymi zarządzają. Nie przewiduje także żadnych sankcji za obcięcie deklarowanych wcześniej funduszy w momencie realizacji projektów.

Kto wymyśla i dekretuje utrudniające obywatelom prawo? Kto stoi za tysiącem przepisów, rozporządzeń, procedur, uregulowań do rozporządzeń, aneksów do przepisów i przepisów do interpretacji przepisów? Donald Tusk ogłosił walkę z biurokracją. Przegrywamy wszyscy. Włącznie z premierem. Zastępowanie odpowiedzialności sztucznie tworzonym prawem prowadzi do odebrania pracownikom ich podmiotowości. Paraliżuje kreatywność i ryzyko poszukiwań. Przekonanie, że za każdą decyzją musi stać przepis i kwit, jest urzędniczą utopią. Strach przed utratą posady staje się główną motywacją aktywności zawodowej, prowadzi do zniewolenia jednostki i zahamowania rozwoju. Unia Europejska nie może stać się imperium biurokratów. Zygmunt Bauman proponuje powrót do wartości podstawowych, bez których nie ma społeczeństwa: odpowiedzialność, solidarność i zaufanie.

Propozycje zmian

Napisałem, że polski teatr to polska racja stanu. To tylko część prawdy. W zekonomizowanej i zbiurokratyzowanej Europie kultura - ale również edukacja i wyższe szkolnictwo - są prawdziwą polską racją stanu. Trzeba w końcu to zrozumieć, uwierzyć i zainwestować. Niezbędne są więc reformy. Na początek należałoby powołać wicepremiera z teką ministra kultury, któremu podlegałyby edukacja i szkolnictwo wyższe.

Duże teatry-instytucje powinny być finansowane z trzech źródeł: ministerstwa, województwa i miasta. Należy stworzyć hierarchiczny system, czyli poddać teatry kategoryzacji. Jedne uznać za strategiczne, wyznaczające tendencje i kierunek poszukiwań artystycznych, czyli narodowe i samorządowe dotowane z publicznych pieniędzy, ważne z punktu widzenia polityki kulturalnej państwa; inne za teatry rozrywkowe, grające komercję i lekki repertuar. Niezbędne wydają się ustawa teatralna i ustawa o sponsoringu, umożliwienie odpisu w wysokości 1% z podatku CIT, zmniejszenie podatku na PFRON, wprowadzenie dostatecznej gwarantowanej kwoty minimalnej dotacji, uwzględnienie w poziomie dotacji dynamiki rynku, oddzielne finansowania działalności inwestycyjnej i merytorycznej w kulturze, uelastycznienie relacji między ministerstwami, zwłaszcza Ministerstwem Finansów a Ministerstwem Kultury i Dziedzictwa Narodowego, współpraca pomiędzy poszczególnymi szczeblami samorządów. Po prostu konieczne jest pilne dostosowanie ustaw do praktyki teatrów.

W czasach komercjalizacji kultury trzeba chronić sztukę przed bezwzględnymi prawami rynku. Jeśli się jej poddamy, znajdziemy się w bezdusznym świecie kultury masowej, przed którym nie tylko Adorno, ale i Witkacy ostrzegał kilkadziesiąt lat temu. Musimy odpowiedzieć sobie na pytanie o sens demokracji i naszą przyszłość.

***

"Teatr nie jest produktem, widz nie jest klientem"

Protest, który połączył w marcu ponad cztery tysiące ludzi teatru, skierowany jest przeciwko złym praktykom władz i komercjalizacji scen publicznych.

W czwartek 28 czerwca w Instytucie Teatralnym im. Zbigniewa Raszewskiego w Warszawie odbyło się spotkanie sygnatariuszy listu, podczas którego omówione zostały ostatnie działania samorządów oraz Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego względem teatrów publicznych. Dyskutowano także na temat dalszych działań ruchu i współpracy z już istniejącymi organizacjami.

krzysztof Mieszkowski
Dwutygodnik. Strona Kultury
9 lipca 2012

Książka tygodnia

Historia męskości
Wydawnictwo słowo/obraz terytoria Sp. z o.o.
Praca zbiorowa

Trailer tygodnia