Uwaga! Ryzykant na dachu

"Skrzypek na dachu" - reż. Jan Szurmiej - Teatr Żydowski w Warszawie

Silne więzi społeczne i bliskie relacje międzyludzkie to tylko niektóre aspekty życia, które możemy dostrzec w "Skrzypku na dachu" w reżyserii Jana Szurmieja. Przenosząc się do małej Anatewki, widzimy jak na dłoni obraz ludzi blisko związanych ze sobą. "Skrzypek na dachu" pokazuje społeczność żydowską silnie zżytą z tradycją. Autorzy sztuki, Jerry Bock i Sheldon Harnick, w oparciu o opowiadania Szołema Alejchema, nie szczędzą specyficznego humoru tej hermetycznej społeczności, ukazując przy tym jej charakterystykę

Sztuka, która na pierwszy rzut oka serwuje dużą dawkę humoru, ma tak naprawdę drugie dno. Główny bohater, człowiek który całe życie wierzył w tradycję (swoją religię i jej słuszność), nagle zderza się z rzeczywistością przynoszącą radykalne zmiany.

Po kilkunastu scenach wyśmienitych żartów i niecodziennego humoru widz nagle orientuje się, że - tak naprawdę - ludzie z tego miasteczka przeżywają coś zupełnie niewesołego. Odbiorca powoli dostrzega problemy mieszkańców Anatewki, aż w końcu okazuje się, że Żydzi z miasteczka zostają wysiedleni i muszą radzić sobie sami. W jednej chwili zostają pozbawieni rodzinnego domu, w którym wychowywały się pokolenia ich rodzin. Jednak i w tej sytuacji tli się kaganek nadziei - jest nim duch społeczności, która nie daje za wygraną. Uosobieniem tego jest tytułowy skrzypek na dachu, który co dzień naraża życie, grając na swoich skrzypcach.

Reżyser Jan Szurmiej od momentu podniesienia kurtyny oczarowuje widza scena po scenie, stwarzając piękną inscenizację. Już pierwsza ze scen zapiera dech. Stojący na dachu skrzypek został wyeksponowany przez światło skierowane tylko na niego, dzięki czemu widz koncentruje się tylko na muzyku i jego melodii. Następne sceny estetyką nie odbiegają od pierwszej, która wysoko zawiesiła poprzeczkę. Kostiumy aktorów były dopracowane, dzięki czemu spektakl jest jeszcze przyjemniejszy dla oka. Kostiumem, który najbardziej zwracał uwagę, a właściwie częścią kostiumu, był długi, zielony płaszcz tytułowego skrzypka.

Sceny typu rozmowa Gołdy (żony głównego bohatera) ze Swatką, czy ślub najstarszej córki Tewiego z krawcem Moclem to niezwykłe obrazy humoru żydowskiego. Ciekawym rozwiązaniem były przemyślenia głównego bohatera w scenach zbiorowych: Tewie wychodził na przód sceny, a \'tło\' znajdujące się za nim (czyli ludzie), zamierało. Dodatkowym atutem była bardzo sugestywna, tworząca niezwykły klimat gra świateł. Zreztą - wszystkie sceny są bardzo udane. Warto poświęcić zdanie scenie rozmowy głównego bohatera z Lejzerem Wolfem jak i samemu odtwórcy roli Lejzera, Janowi Prochyrze, który rewelacyjnie oddał charakter granej przez siebie postaci. Każda z postaci jest charakterystyczna i na pewno nie grozi jej zapomnienie przez widza. Kreacje aktorów były autentyczne, zespół zagrał na wysokim, równym poziomie.

Dzięki Wojciechowi Jankowiakowi, autorowi scenografii, spektakl pozostał świeży i dynamiczny. Jego innowacyjne rozwiązanie aranżacji budynków, które zaistniały w spektaklu (fronty budynków znajdowały się z dwóch stron i były odwracane między scenami) było pomysłowe i bardzo ciekawe. Dzięki temu spektakl umożliwił widzowi wrażenie pobytu w Anatewce i przeżywanie wszystkiego wraz z bohaterami. Warto wspomnieć także o oprawie taneczno-muzycznej "Skrzypka.." - widowiskowość scen tanecznych oraz wysoki poziom wykonywanych pieśni sprawiły, że spektakl znacznie zyskał na wartości.

Spektakl porusza kilka kwestii bliskich nam, współczesnym widzom m.in.: konflikt na linii rodzice - dzieci, pozorność porozumienia międzykulturowego i jego rozpad na przykładzie Żydów i Rosjan, kłopotliwe czasem relacje z sąsiadami czy rozterki uczuciowe młodych ludzi. I tak naprawdę akcja nie rozgrywa się w małej Anatewce, lecz wszędzie. Dlatego „Skrzypek na dachu” to wartościowa sztuka, która nie traci nic na swej wartości wraz z upływem lat, a wręcz przeciwnie - zyskuje nasz podziw za ukazanie blasków i cieniów życia człowieka.

Spektakl wart jest polecenia, szczególnie młodym widzom.

Katarzyna Prędotka
Dziennik Teatralny Warszawa
5 grudnia 2011

Książka tygodnia

Banialuka Bielsko-Biała 70 lat
Teatr Lalek Banialuka, Bielsko-Biała 2017
Lucyna Kozień - koncepcja i redakcja

Trailer tygodnia