Uważaj na sąsiadów swych...

„Sąsiedzi" - reż. Paweł Pitera - Teatr Ludowy w Krakowie

Z czym się kojarzą sąsiedzi? Nasuwa się automatycznie stwierdzenie „sąsiedzka pomoc", „żyć jak pies z kotem", „dobry sąsiad to największy skarb", a mnie się najbardziej kojarzy z filmem „Sami swoi", i tym mistycznym płotem i potłuczonymi garnkami. Z sąsiadami bywa różnie. Niektórzy się mocno przyjaźnią, inni kłócą, jeszcze inni znają tylko z widzenia.

Relacje sąsiedzkie są ciekawym zagadnieniem socjologicznym i dlatego stwarzają fantastyczny zaczyn fabularny. Psychologię tych relacji wziął na warsztat reżyser Andrzej Sadowski, ukazując widzom sceny Teatru Ludowego pewną historię – tragedię, psychologiczny thriller, z elementami humoru i mimo że niektóre partie bawią, czy czujemy ten słowny komizm, to sztuka stoi moim zdaniem z dala od komedii, a wyczuwany humor jest po prostu gorzką ironią, stale obecnym sarkazmem.

Opowieść zatytułowana nie inaczej jak „Sąsiedzi" rozpoczyna się dość sielsko – młode małżeństwo wprowadza się do domku na wsi, urządza swoje nowe gniazdko, zaczyna niejako nowe życie. I tu można by postawić kropkę jeśli o pozytywne zdarzenia chodzi, bo chwilę później, w drugiej scenie atmosfera zaczyna niepokojąco gęstnieć, żeby w kolejnych scenach ciążyć coraz bardziej, aż do wielkiego wybuchu podczas scenicznego katharsis... w ostatniej scenie.

Ola (Katarzyna Galica) i Maciek (Wojciech Leonowicz) to młode małżeństwo, ona pracowała w bibliotece, on na uczelni. Nie mają dzieci z wyboru – jak twierdzą. Żyli w miarę spokojnie, póki w ich codzienność z buciorami nie wszedł Stefan (Jacek Wojciechowski) – sąsiad. I to sąsiad rodem z horroru – alkoholik, złodziej i pieniacz. Stefan kreuje się na biednego samotnego ojca i człowieka, który żadnej pracy się nie boi. W rzeczywistości dostajemy na talerzu pierwszorzędną patologię z przemocą w daniu głównym. Stefan kradnie sąsiadom drewno z lasu, korzysta z ich ujścia wody, nachodzi o różnych porach, bywa wulgarny, agresywny i momentami naprawdę nieobliczalny. Widz ma wrażenie, że jego głównym zajęciem jest obserwowanie sąsiadów, którzy w pewnym sensie są pod jego stałym nadzorem. W scenie drugiej Stefan przychodzi zaprosić sąsiadów na urodziny syna Michała (Ryszard Starosta), chłopca wycofanego, spokojnego, nie wypowiadającego żadnych słów, przygrywającego sobie jedynie na gitarze. Imprezowy wieczór kończy się jednak awanturą – Stefan zauroczony Olą, próbuje się do niej nachalnie zbliżyć, na szczęście alkohol rozkłada go na łopatki.

Maciek niepokoi się coraz mocniej o żonę i coraz bardziej ma dość uciążliwego sąsiada. Na początku małżonkowie tolerują wybryki Stefana, potem Maciek nie wytrzymuje i stawia płot, który to staje się wypowiedzeniem otwartej wojny. Swoja drogą tragicznej w skutkach. Sytuacja komplikuje się mocniej kiedy Ola zbliża się do Michała, próbując go otworzyć, ośmielić, wyedukować. Chłopiec jest nią tak oczarowany i zawstydzony, że zamyka się jeszcze mocniej, żeby ojciec nie odkrył jego fascynacji. Cała sztuka rozgrywa się we wnętrzu chłopaka, który jest tu niejako niemym aktorem, ale zakończenie sztuki należy już w 100% do syna Stefana, który w końcu przemawia donośnym głosem. Mocne zakończenie obnaża wnętrze i silne przeżycia Michała piętrzące się w nim przez lata.

W spektaklu zastosowano ciekawe zabiegi narracyjne, ubogacające formę. Dialogi przeplatane są piosenkami, a o zdarzeniach często informuje narrator zza sceny. Ciekawym rozwiązaniem jeśli chodzi o dźwięk jest przekazanie pałeczki aktorom – sami akompaniowali sobie na gitarach, dźwięk na żywo, prosto ze sceny – to zawsze jest duży atut i ciekawszy odbiór.

Scenografia z kolei jest bardzo prosta i oszczędna. Po lewej kanapa, stolik i statyw z gitarą – mieszkanie Oli i Maćka, po prawej stół, krzesła i dwa statywy z gitarami. Z tyłu drewniana ściana z wyciętymi drzwiami, stół i leżaki. Scenografia jest stała, natomiast całą dynamikę akcji i klimat tworzy umiejętna gra światłem. To miękkie, ciepłe, lekko przygaszone światło nadaje klimat ciepła mieszkaniu młodego małżeństwa, zaś ostre, zimne i jasne tworzy nieprzyjemny klimat chałupy Stefana. Światło też tworzy plany akcji, wyciszając elementy nieistotne w danej scenie, np. eksponuje leżaki i taras w scenie kiedy do Oli na taras przychodzi Stefan. Dostrzec tu można trochę konwencji filmowej i sporej dawki dramatu psychologicznego.

Rozpracowując problematykę spektaklu, oprócz oczywistych relacji sąsiedzkich, wspaniale ukazane mamy studium przemocy i to przemocy wszelkiego kalibru. Przemoc fizyczna i emocjonalna w domu Stefana, przemoc seksualna w relacji Stefana i Oli, przemoc psychiczna w relacjach sąsiedzkich przejawiająca się w śledzeniu, osaczaniu, zastraszaniu, ingerowaniu w przestrzeń prywatną, cielesną...Widać jak na dłoni, że przemoc rodzi przemoc, że kto mieczem wojuje, od miecza ginie... a sprawiedliwość jednak gdzieś tam przemyka i dopełnia dzieła na końcu.

Historia wystawiona na deskach sceny ratuszowej Teatru Ludowego przez Andrzeja Sadowskiego jest o tyle niepokojąca i mocna w przekazie, że jak sam reżyser przyznaje, powstała w dużej mierze na faktach, własnych doświadczeniach, zasłyszanych historiach, które będąc bohaterem surrealistycznego świata scenicznego, miały miejsce również w realnym świecie. Nie bez powodu też spektakl przeznaczony jest tylko dla widzów pełnoletnich – problematyka i sam język, z którego aż kipią wulgaryzmy, przeznaczone raczej dla widza dojrzałego. Sztuka jest trudna, mocna, świetnie zagrana, pozostawiająca widza z roztrzepanym wnętrzem.

Monika Sobieraj-Mikulska
Dziennik Teatralny Kraków
23 lipca 2019
Portrety
Andrzej Sadowski

Książka tygodnia

Wpadnij, to pogadamy...
Wydawnictwo Universitas
Krzysztof Orzechowski, Łukasz Maciejewski

Trailer tygodnia

Roxana Songs
Krystian Lada
Lada wybrał na miejsce nagrania „Roxa...