Uwielbiam tę postać

Rozmowa z Adrianną Maliszewską

W teatrze najważniejsze jest aktorstwo. Aktorzy powodują, że nasze wrażenia, odczucia i doznania podczas spektaklu wirują z ogromną szybkością. Teatr Arlekin ma w swoim składzie wielu wspaniałych aktorów, a jedną z gwiazd jest Adrianna Maliszewska, która od 2016 roku wystąpiła w wielu przedstawieniach.

Z  Adrianną Maliszewską - aktotką Teatru Arlekin w Łodzi, o spektaklu "Wędrówka Nabu" w reż. Przemysława Jaszczaka w Teatrze Arlekin w Łodzi - rozmawia Arkadiusz Kubicki z Dziennika Teatralnego.

Arkadiusz Kubicki: Jest pani miłośniczką gry na ukulele, czy ma Pani jakiś ulubiony rodzaj tego instrumentu?

- Ulubionego nie mam. Zawsze marzyłam, żeby grać na jakimś instrumencie. Jako dziecko grałam na gitarze, na studiach trochę na pianinie, ale przez ilość prób i zajęć w szkole teatralnej, w którymś momencie musiałam z tego zrezygnować. Podczas pandemii zatęskniłam za graniem na instrumencie. Kupiłam ukulele sopranowe. Gra na ukulele jest dość łatwa i sprawia mi dużo radości. W wolnych chwilach gram, ale zdecydowanie częściej uczę się hiszpańskiego. Uwielbiam ten język i mimo różnych zajętości udaje mi pracować nad polepszeniem mojego hiszpańskiego regularnie.

Kim jest Nabu?

- Nabu jest dziewczynką, która razem z rodzicami i bratem mieszkała w „pięknym i ciepłym domu". Pewnego dnia jej rodzinę spotyka coś okropnego- ich dom zostaje spalony. Dziewczynka w jednej chwili jest zmuszona dorosnąć i musi odpowiedzieć sobie na pytanie: co dalej? Czy jest na tyle odważna, by pomóc rodzinie? Rusza w świat, idzie tam, „gdzie nie palą się domy", by zmierzyć się ze swoimi lękami i znaleźć bezpieczne miejsce, w którym będzie mogła zamieszkać z rodziną. Nabu jest też symbolem wszystkich ludzi, których dotyka temat przymusowej migracji. Symbolizuje wszystkich tych, którzy spotyka niewyobrażalna tragedia, którzy z dnia na dzień walczą o godne życie, szukając swojej bezpiecznej wyspy. Miejsca, w którym nie będą wytykani palcami.

Przedstawienie wydaje mi się takie trochę smutne, myśli Pani, że ten mrok na sali, te straszne zdarzenia to jest coś odpowiedniego dla dzieci?

- Powiem Panu tak... Uważam, że dzieci i w domach i w szkole bardzo długo są pod pewnym kloszem. Przychodzi jednak taki moment, kiedy okazuje się, że życie jest trudniejsze niż nam się wydaje. Nie chodzi mi o to, by odbierać dzieciom radość życia, ani aby udowadniać im, że życie nie jest piękne. Na pewno w każdym wieku, jeśli pomyśli się o tym, że życie każdego wygląda inaczej, że różne sytuacje mogą nas spotkać i zaskoczyć, będzie to rozwijające i cenne doświadczenie. „Wędrówka Nabu" otwiera pole do dyskusji. Powinniśmy z dziećmi rozmawiać, również na tematy trudne.

Zauważyłem, że widowisko wszyscy chwalą, a jak Pani myśli, co o tym spektaklu myślą dzieci?

- Jest różnie, na pewno. Dla niektórych dzieci część scen może być za mroczna, ale szukają w spektaklu czegoś pozytywnego, czegoś, czego mogą się złapać. Myślę, że spektakl daje też nadzieję. Jak jesteśmy odważni, jak razem zbudujemy ten „wymarzony dom", to może się udać. Są też dzieci, które się nie boją, a kibicują małej Nabu. Mamy jednego takiego sześcioletniego widza, który uwielbia ten spektakl i widział go już wielokrotnie. Nabu w jakiś sposób go inspiruje, on się z nią utożsamia. Opowiadał mi o tym, że jak jest mu ciężko w życiu, jest smutny, to przypomina sobie o Nabu, która nie bała się, poradziła sobie z wilkami, przepłynęła morze. Myślę, że taka mała bohaterka może dzieciom dodawać siły i energii.

Wydaje mi się, że to przedstawienie jest jakby niedokończone...

- Może się tak wydawać. To uniwersalna opowieść. Właściwie w każdym momencie historii znajdziemy takie miejsce, w którym ludzie przeżywają podobne rzeczy co Nabu. Brak tolerancji, empatii i tutaj pozostaje otwarte zakończenie i pytanie jak my byśmy się zachowali. Czy chcemy i potrafilibyśmy pomóc często obcym nam ludziom?

Czy rola Nabu wpłynęła jakoś na Pani życie?

- Może to zabrzmi mało profesjonalnie, ale ten spektakl porusza mnie cały czas. Wielokrotnie podczas spektaklu napływają mi do oczu łzy i muszę nad tym zapanować. Wydarzenia, które teraz mają miejsce w Ukrainie na pewno jeszcze bardziej uwrażliwiają mnie, kiedy wcielam się w postać Nabu. Uwielbiam tę postać, a granie tego spektaklu sprawia mi ogromną radość i choć wywołuje on we mnie wiele pozytywnych emocji, to ciężar wydarzeń, które spotykają Nabu jeszcze przez jakiś czas ze sobą noszę.

Czy rysunki, które dzieci tworzą na początku przedstawienia wpływają w jakiś sposób na spektakl?

- Na pewno. Podczas pierwszej piosenki, przejmujemy rysunki dzieci i mamy okazję się im przyjrzeć. Niektóre dzieci rysują piękne, wymarzone domy, inne piszą, że dla nich dom to rodzina, bezpieczeństwo, odpoczynek. Ładunek emocjonalny, który bije z dziecięcych prac niesiemy ze sobą przez cały spektakl. Pod koniec przedstawienia rysunki dzieci pojawiają się na scenie i wszystkie tworzą jeden wspólny dom, który pojawia się we śnie Nabu. Te wspólne wyobrażenia, marzenia zderzają się ze sobą i łączą. Nabu też chciałaby mieć własny dom, chociażby taki, który stworzyli nam dzięki swoim rysunkom nasi widzowie. Niestety Nabu może póki co tylko o nim śnić.

__

Adrianna Maliszewska - aktorka lalkarka Teatru Arlekin im.Henryka Ryla w Łodzi Ma na swoim koncie takie osiągnięcia jak Srebrny Pierścień dla Najlepszego Aktora roku 2020 w Łodzi, czy dyplom honorowy ZASP za kreację aktorską w dziedzinie animacji lalkowej na V Festiwalu Małych Prapremier za rolę Nabu w spektaklu „Wędrówka Nabu" w reż. Przemysława Jaszczaka.

Arkadiusz Kubicki
Dziennik Teatralny Łódź
28 października 2022

Książka tygodnia

Bieg po linie
Wydawnictwo MANDO
Maria Malatyńska, Jerzy Stuhr

Trailer tygodnia