Uwodzi widzów piosenką i słowem

Rozmowa z Małgorzatą Krzysicą

Chociaż z powodzeniem występuje na deskach Teatru Ludowego, nieustannie ciągnie ją na estradę. Śpiewała przedwojenne szlagiery, dawne przeboje Anny German, a teraz stawia na własne piosenki.

Małgorzata Krzysica dała się poznać jako jedna z najbardziej charakterystycznych aktorek i wokalistek wyrosłych z krakowskiego środowiska teatralnego. W najbliższą niedzielę wieczorem będzie w Piwnicy pod Baranami świętować swój jubileusz. - Tak naprawdę to będą moje urodziny, bo w tym roku obchodzę okrągłą rocznicę tego wydarzenia. Jak przystało na kobietę, nie powiem jednak, ile lat kończę. Jest to jednocześnie jubileusz mojej działalności artystycznej, ponieważ z tego co mi wiadomo, śpiewam od urodzenia - żartobliwie zapowiada artystka nadchodzące wydarzenie.

Paweł Gzyl: Jak przystało na urodziny, nie zabraknie niespodzianek. Bohaterka wieczoru postanowiła jednak zdradzić nam kilka szczegółów.

Małgorzata Krzysica: - Zaśpiewam na jednej scenie z samymi mężczyznami. Moje zaproszenie do duetów przyjęli już Andrzej Sikorowski, Janusz Radek, Leszek Wojtowicz oraz Marcin Tytko, niepełnosprawny wokalista, którego szkolę muzycznie od trzynastego roku życia. Koncert poprowadzi również mężczyzna - Mieczysław Czuma - powiedziała nam Małgorzata Krzysica.

Podczas niedzielnego wieczoru zabrzmią piosenki z trzech płyt, które krakowska artystka nagrała do tej pory. "A jednak miłość" zawiera piosenki przed- i powojenne, zaśpiewane solo i w duetach, choćby z Muńkiem Staszczykiem. "Eurydyki" są hołdem dla dawnych przebojów Anny German. Z kolei ostatnia - "Yavmir" - to w pełni autorski materiał, zawierający specjalnie dla aktorki stworzone utwory.

- Do tej pory poruszałam się w różnych gatunkach muzycznych z racji swego zawodu. Aktor przecież musi być wszechstronny. Dlatego postanowiłam spróbować, w którym gatunku poczuję się najlepiej, śpiewając autorskie piosenki. W efekcie nikt się tym materiałem nie znudzi i każdy znajdzie w nim coś dla siebie - wyjaśnia nam aktorka.

Chociaż Małgorzata Krzysica od dziecka rwała się do śpiewania, kiedy była w liceum, wszyscy zwrócili uwagę na jej piękne recytacje rodzimej poezji. Nic więc dziwnego, że postanowiła połączyć pasję wokalną z aktorską - i zdała do krakowskiej szkoły teatralnej.

- Należałam do pokolenia studentów, które miało szczęście spotkać się jeszcze z profesorami starej przedwojennej szkoły, równocześnie będąc pod skrzydłami młodszych indywidualności, takich jak Jerzy Trela, Jerzy Stuhr, Jan Peszek, czy Krzysztof Globisz. Moim ukochanym przedmiotem na studiach była jednak piosenka - wspomina artystka.

Nic więc dziwnego, że chociaż najpierw trafiła do Teatru im. Juliusza Słowackiego, a potem do Teatru Bagatela i Teatru Ludowego, zawsze ciągnęło ją na estradę. I właśnie dopiero tam znalazła spełnienie, wykonując swe ulubione utwory z klasyki rodzimej piosenki.

- Wychowałam się na polskiej muzyce i ją kocham najbardziej. Dlatego na swoich koncertach sięgałam zawsze po nasze rodzime przeboje. Wielokrotnie pytano mnie dlaczego nie śpiewam zagranicznych coverów. A to dlatego, że mamy tak dobrych kompozytorów i tekściarzy, że to właśnie ich chciałam promować -podkreśla.

Piosenki Małgorzaty Krzysicy są takie, jak ona sama - ogniste, pełne wdzięku i humoru, ale też nie stronią od refleksji i zadumy.

Paweł Gzyl
Gazeta Krakowska
27 listopada 2015

Książka tygodnia

Wpadnij, to pogadamy...
Wydawnictwo Universitas
Krzysztof Orzechowski, Łukasz Maciejewski

Trailer tygodnia