Valérie - prawie niekończąca się opowieść

"Valérie" - 4. Międzynarodowy Festiwal Sztuk Kon-Teksty

Valérie na podstawie "Valerie - tygodniu cudów" Vitĕzslava Nezvala to historia o młodej dziewczynie, która buja w...obłokach...? Jej wyobraźnia płata figle, przez co widzowie tak naprawdę nie wiedzą czy to realna, ale irracjonalna historia czy tylko sen, który przyśnił się siedemnastoletniej młodziutkiej kobiecie.

To kolejny spektakl, który obejrzeć można było w ramach Festiwalu KON- TEKSTY i kolejne przedstawienie, które narodziło się w Białymstoku. Groteskowe, absurdalne, nadrealistyczne. To historia kobiety, która w dniu swoich siedemnastych urodzin, dowiedziała się tego, iż jest owocem miłości biskupa i siostry zakonnej. To nie wszystko. Dostała również kolczyki po matce, która umarła w dniu porodu. Z biegiem czasu dowiadujemy się także, że ma brata bliźniaka. Dziewczyna żyje z babcią, która chce ją wykorzystać i odzyskać młodość. W całym miasteczku dzieją się dziwne rzeczy. Konstabl ma 104 lata, a wygląda na dużo mniej…choć czasem jego twarz przybiera zwierzęce rysy. Jest długowieczny, gdyż wypija krew z kurczaków …piskląt, które porozwieszane są na sznurach od prania… Valérie żyje w wielkim domu, który wymaga remontu. Babka chce oddać, gdyż zrobi wszystko, by zyskać „tydzień rozkoszy”. O czym jest ten spektakl? O miłości, tym co wieczne, ale i tym, co tracimy. O śmierci i młodości. Dzieło przybiera znamiona baśni gotyckiej, która jest zarówna liryczna jak i przerażająca. Próba przeszczepienia serca Babki i nagłe postarzenie się przyjaciółki Valérie. 

Nie jesteśmy wstanie odpowiedzieć na pytanie nurtujące widzów, mianowicie czy był to sen dziewczyny i cały spektakl osadzony został na podwalinach surrealizmu, gdzie groza przepleciona została z humorem i działy się nieprawdopodobne rzeczy czy może Valérie, siedząc z babką w domu, wymyśliła sobie całą historię. Zakończenie nie jest jasne. W tym przypadku, może zadziałać nasza wyobraźnia.

Scenografia wykonana była całkowicie z papieru. W końcu można było zobaczyć papierowy teatr, który niestety nie jest już tak popularny jak ponad sto lat temu. Nie był też mały…Prócz żywych aktorów oraz niebieskich kolczyków, jakie nosiła Valérie, na scenie nie było niczego innego. Papierowa, biała, płaska scenografia. Białe, ogromne domisko, na którym naszkicowane były schody, zakamarki, okna…zimne, metalowe poręcze. Dom, który zamienił się w kościół. Z budynku, który był zarazem miasteczkiem powiewał chłód nierozwiązanej zagadki, który potęgował dźwięk akordeonu, trzymanego w ręku przez Jurćo. Muzyka przypominająca kompozycje Yanna Tiersena, znane wielu, na przykład z Amelii.

Na scenie można było zobaczyć papierowe, płaskie lalki, które pojawiały się w okienkach i kontynuowały akcję lub takie nieco większe, którymi zasłaniali się aktorzy. Scenografia oraz lalki były nietuzinkowe. Proste, komiczne, ale też przerażające. 

Oby takich spektakli było więcej.

Monika Nawrocka
Dziennik Teatralny
23 listopada 2009

Książka tygodnia

Ale musicale! Złote stulecie 1918-2018
Wydawnictwo Marginesy
Daniel Wyszogrodzki

Trailer tygodnia