W cieniu olśnienia

"Baba chanel" - reż. Nikołaj Kolada - Teatr im. S. Jaracza w Łodzi

Poznajcie je, członkinie rosyjskiego amatorskiego zespołu Olśnienie, które świętują dziesięciolecie swojej kariery scenicznej, każda z nich jest świetnym materiałem na szaloną ciotkę, o której przez następne pokolenie rodzina opowiada legendy.

Prym wiedzie rozwścieczona Kapitalina Pietrowna (świetna Barbara Marszałek), której zaniki pamięci nie pozwalają poprawnie śpiewać, ale nie przeszkadzają w znajdywaniu trafnych przysłów na każdą okazję. Uwodzi rozpoetyzowana Sara Abramowna (cudownie groteskowa Milena Lisiecka), zatrute grzybki serwuje nam Iralda Siemionowna (Zofia Uzelac), Nina Andriejewna (wzruszająca Bogusława Pawelec), do śpiewania zaprasza nas  gorliwa starościna Tamara Iwanowna (Dorota Kiełkowicz). Żyją zespołem, śpiew jest dla nich remedium na wszelkie życiowe niepowodzenia, choć ich umiejętności wokalne są wątpliwe. Działają przy związku inwalidów, występują na państwowych imprezach i w prowincjonalnych ośrodkach sztuki czyni ich  to postaciami na uboczu, bez prawa do głosu. Zyskują godność w niebieskich strojach ludowych z kokosznikami na głowie, z wymalowanymi na czerwono policzkami są parodią samych siebie, echem minionej epoki. Wspominają z sentymentem swoją młodość w Rosji radzieckiej, tę Rosję za Breżniewa, kiedy było swojsko i bezpiecznie.

Dziś, mimo czasów „demokracji" wciąż mówią o sobie jako o kolektywie, który z pieśnią na ustach musi trzymać się razem. One jako jednostki żyłyby na marginesie społeczeństwa, są stare, otoczenie nimi gardzi, nawet nie mają odwagi przejrzeć się w lustrze. Nawzajem się obrażają, wyszydzają, przy tym śpiewają wesołe pieśni, pija wódki i przygryzają śledzia. Kieruje nimi Siergiej (Mariusz Ostrowski), niespełniony artysta, który swoje podopieczne na przemian traktuje jak najbliższe przyjaciółki i świadectwo jego nieudanego życia. Przyprowadza wypacykowaną i do bólu tandentną Rozę, wczoraj sekretarkę, dziś ochroniarkę ( świetna i wyrazista Ewa Audykowska-Wiśniewska), która chcę wprowadzić do zespołu i uczynić główną solistką. Rozą, tytułowa Babą Channel, pochodzi dokładnie z tego samego przeciętnego jak one świata, posiada jednak wyraźną przewagę – jest młodsza i może używać swojej seksualności do realizacji własnych celów. Niedawno przeszła na emeryturę, ale właśnie w porównaniu zresztą zespołu jest młoda i stanowi dla nich realne zagrożenie, przeniesienie „daleko, kędy koczują mgły".

Jej pojawienie się zmusza członkinie zespołu Olśnienie do konfrontacji z własną tożsamością i zastanowieniem się nad starością jako taką, ponieważ na pytanie kiedy zaczyna się starość, wciąż trudno uzyskać odpowiedź. Jubileusz ma miejsce w wystawnej sali kolumnowej, dekoracje rodem z siermiężnej Rosji, żyrandol z wielką czerwoną gwiazdą mówi nam w jakim mentalnie systemie politycznym wciąż żyją nasze bohaterki. Spektakl ma jednak wymowę uniwersalną, po groteskowym pierwszym akcie, następuje czas na dekonstrukcję starości, kiedy w drugim akcie bohaterki zdejmą swoje kokoszniki i przestaną mówić Achmatową, komunistyczną nowomową  czy przysłowiami, okazują się normalnymi kobietami, które bez względu na system polityczny przeżywają problem uciekającego piękna, nieuchronności śmierci czy głębokiej samotności. Jedną z nich mówi: "starego psa na smyczy nie utrzymasz." Potrzeba beztroskiej zabawy, seksualnej rozkoszy, która wbrew pozorom nie umiera wraz z wiekiem. Wciąż chcą coś znaczyć, o czyś decydować. Zespół staje się ostatnią deską ratunku przed zupełna rozpaczą; egzystencjalnej pustki nie wypełniają ani współczesny erzac internet, ani "Moda na sukces" ani wycieczki do Izraela, ani konfitury w piwnicy.  Wokalistki są świadome, że ich czas przeminął, co oznacza odejście w cień. Światło skierowane jest już ku ponętnej Rozie, która dla zdobycia pozycji bezpardonowo dekonspiruje ich naciąganą niepełnosprawność i przywary.

Jednakowoż nie rezygnują z walki o własną godność, choć nawzajem mają siebie dość, odnajdują sens we wspólnocie, która chroni ich przed wykluczeniem. Communitas "Olśnienie" dzięki woli walki zyskuje siłę jak nigdy przedtem. Chcą wspólnie śpiewać o zielonym jabłuszku, nawet jeśli nikt nie słucha. Tworzenie iluzji wspólnoty jest jedynym sposobem by przetrwać i ochronić się przed poniżeniem. Traktując walkę o miejsce na scenie symbolicznie, otrzymamy obraz starości broniącą się przed domami opieki, szpitalami i hospicjami.  Baba Channel Kolady jest interesującym tragikomicznym stadium o postępującej starości, którą w społecznym odbiorze pozbawia się prawa do miłości, niezależności i spełnienia. Bez zbędnej ckliwości ukazuje dramat starzejących się kobiet, dla których współczesny świat nie przewiduje godnego miejsca.

Wyświechtany już zwrot "kult młodości" urzeczywistnia się, przez co człowiek stary staje się antropologicznym "obcym", kimś kompletnie niezrozumiałym, choć przecież jeszcze do niedawna był po drugiej stronie barykady.  Dlatego łzy płyną im po policzkach, ale wciąż słychać śmiech;  śpiewają i tańczą, bo ich koncert nadal trwa, a kokoszniki stoją na sztorc.

Olga Żukowicz
Dziennik Teatralny Łódź
18 marca 2013

Książka tygodnia

Ze szczytów Alp…Dramat i teatr szwajcarski w XX i XXI wieku
Wydawnictwo Uniwerystetu Łódzkiego
Karolina Sidowska, Monika Wąsik

Trailer tygodnia

Kto ukradł jutro?
Olga Ptak
Dlaczego wydałam tę książkę? Bo do ...