W dobrym towarzystwie nie ma się czego bać

Wojnę było czuć w powietrzu, ale nikt nie spodziewał się, że wybuchnie tak szybko. 1-go września weszliśmy w okres wojny.

Walka aż do zwycięstwa. „Halo, halo tu mówi Warszawa", to wrzesień '39 roku oczyma pracowników Polskiego Radia. Jaką rolę w tym trudnym czasie ma pełnić muzyka, literatura i przede wszystkim informacja? Jak wygląda organizacja pracy rozgłośni w czasach kiedy muzyka w radio grana jest na żywo?

Dzięki tekstowi Iwony Rusek wyreżyserowanemu przez Ewę Małecki dostaliśmy tego obraz w Teatrze Telewizji. Warto wspomnieć, że panie spotkały się już przy wspólnej pracy dla Teatru Polskiego Radia – w 2018 roku powstał „Warszawski wrzesień" a „Ostatni list" w 2020 r.

Spektakl „Halo, ..." to niby tylko jeden wątek – wojna, krótki czas – kilka dni września, jedno miejsce – siedziba Polskiego Radia w Warszawie a ileż płaszczyzn interpretacji.
Obraz nieudolności władzy i jej układów na przekładzie ówczesnych dyrektorów rozgłośni. Bezwzględność działań wojennych, ale nie tylko. Pełna mobilizacja – i wojsk, i radiowców w słusznej sprawie. Radość, a może tylko jej pozory z przystąpienia do wojny kolejnych krajów. I jeszcze, wprost z licealnych lekcji języka polskiego „rola literatury w okresie okupacji i walk o niepodległość".

Dla mnie, dziecka przełomu wieków czasy wojny są odległe i nie do końca wyobrażalne. Dylematy, które trapiły ludzi żyjących w czasach niemieckiej okupacji, są mi na szczęście obce, nie do końca je umiem pojąć. Jednak obrazy takie właśnie jak „Halo, halo tu mówi Warszawa" uzmysławiają nam, jak trudne to były decyzje i obyśmy nigdy już nie musieli stawać przed podobnymi wyborami.

Jednocześnie jest w tym obrazie pokazana namiastka normalności, prozy życia jaką próbowali żyć bohaterowie. Jest muzyka, jest radość a nawet nuta humoru, który potem rozwinął wspaniały duet Starszych Panów, Jeremi Przybora i Jerzy Wasowski. Nie ma niepotrzebnych łez i smutku.

Klimat i obraz ówczesnych czasów został osiągnięty dzięki bardzo udanym zdjęciom Wojciecha Suleżyckiego, scenografii Arkadiusza Kośmidera oraz kostiumom Agnieszki Kaczyńskiej.

Nie ma tu zbędnych elementów, niepotrzebnych słów i gestów. Każdy z aktorów jest na swoim, bardzo wyjątkowym i dobrze obsadzonym miejscu. Nic ponad to co potrzebne, by spektakl oddawał dramatyzm, ulotność i nieobliczalność czasu. Jest przejmująco, jest zadumanie, jest odniesienie.

Bo wiadomo – Polskie Radio to duch całego narodu! I okno na świat dla narodu.

A jak mówi jedna z bohaterek: „Naród nie zawiedzie, ale co z władzą?"

Anna Kłapcińska
Dziennik Teatralny Kraków
10 października 2020
Portrety
Ewa Małecki

Książka tygodnia

Nice, cosie i duchy. Eseje o sztuce
Pewne Wydawnictwo
Michał Krawczyk

Trailer tygodnia

"Powrót" - reż. Michał...
Michał Zdunik
Bywa tak, że odwiedzamy dom rodzinny ...