W imię Wielkiego El-Kujawy

"Szajba" - reż: Jan Klata - Teatr Polski we Wrocławiu

Poprzez groteskową sztukę o islamskich separatystach z Kujaw, Jan Klata pokazuje, że nie ma złudzeń co do wzajemnych relacji polityki i historii...

W premierę "Szajby", najnowszego spektaklu Jana Klaty, wpisane było duże ryzyko. To przedstawienie, które łatwo odrzucić - bowiem przyglądając mu się powierzchownie i bezrefleksyjnie, można je sprowadzić do poziomu kabaretowej zgrywy, zwariowanej komedii, na której publiczność zarykuje się ze śmiechu, a aktorzy szarżują jak oszalali. Fakt: "Szajba" jest zwariowaną, absurdalną czarną komedią - ale w takim sensie, w jakim określenie to przysługuje tekstom Witkacego czy Mrożka; z kabaretem łączy ją bezczelne poruszanie bardzo drażliwych aktualnych kwestii i stawianie niepoprawnych politycznie tez; aktorzy grają grubo i, co więcej, ewidentnie świetnie się przy tym bawią; tak głośno i żywiołowo reagującej publiczności nie słyszałam w polskim teatrze od lat. To wszystko prawda - na poziomie teatralnych konkretów. Ale zarazem tylko mała część szerszej prawdy - na poziomie idei. 

Sztuka Małgorzaty Sikorskiej-Miszczuk to ulepiona z klisz kulturowych, popkulturowych i społecznych groteskowa fantazja, tekst wręcz idealny dla Klaty. W cieplarni pełnej kwitnącego rzepaku żyją sobie, wymieniając kwestie rodem z telenoweli, prasy kobiecej i ulotek wyborczych - Mister Ble (Wojciech Ziemiański), dożywotni premier Polski, całym sobą oddany sprawom bezpieczeństwa, czystości i piękna sielskiej ojczyzny, oraz jego żona Wiktoria (Kinga Preis), hoża dziewoja z warkoczem koloru zboża. Zaniedbywana kobieta śni o młodym, męskim i zdecydowanym na wszystko terroryście, który zabije ją lub odbije staremu mężowi. 

Jej życzenie spełni się w sposób tyleż nieoczekiwany, co bardzo konkretny: islamscy separatyści z Kujaw wypowiadają Kartoflożernym Niewiernym świętą wojnę. Odziani w białe diszdasze i ciemne raybany szachidzi, pląsający niczym w teledysku "Rock the Casbah" The Clash, deklarują chęć zniszczenia za pomocą bomb Polski i USA oraz gotowość do męczeńskiej śmierci w imię Wielkiego El-Kujawy. Wiktoria zostaje kochanką przywódcy terrorystów, 99 Groszy (Marcin Czarnik), Mister Ble wraz z nierozgarniętym aspirantem Teofilem Gumą usiłują ratować ojczyznę, pojawiają się Osama (głosem) i Profesor Bralczyk (ciałem), który udziela językoznawczych rad terrorystom usiłującym znaleźć poprawne językowo słowiańskie odpowiedniki arabskich terminów ("Święta Rozpierducha" zamiast "męczeńskiej operacji", "mękujaw" lub "kujater" zamiast szachida). Absurd i makabra narastają, plączą się wątki, sypią się wydłubane oczy i porozrywane na strzępy ciała. 


Cały ten teatr okrucieństwa nie jest jednak tylko pochodną teatralnej żonglerki stereotypami. Groteskowe spełnienie ukrytych marzeń sfrustrowanej pani premierowej to zarazem spełnienie wstydliwych, podświadomych pragnień Polaków, którzy czuli się rozczarowani faktem, że żadna z organizacji terrorystycznych nie uznała nas za godnych ataku. Z drugiej strony pojawiają się w spektaklu sceny, podczas których śmiech staje się coraz bardziej niestosowny. 

Chociażby tortury, jakie Teofil Guma stosuje wobec podejrzanych o terroryzm trzech duchów nawiedzających Wiktorię - coraz bardziej przerażeni faktem, że nie potrafią udowodnić swojej polskiej tożsamości, wygrzebują wreszcie z otchłani pamięci kościelne Godzinki. Albo "Męczeńska Dobranocka", czyli wieczorynka-instruktaż dla kujawskich dzieci, które jako mali szachidzi przecierać będą szlak przez zaminowane granice. Przy dźwiękach skocznej muzyki cała grupa maluchów w wesoło uśmiechniętych maskach wybiega na scenę, podskakuje i pada, a kilka scen później terroryści, trzymając w rękach zawiniątka ze szczątkami i odczytując testamenty, celebrują pogrzeb małych "bohaterskich kujaterów". 

Egzotyczny i absurdalny, choć niepozbawiony nuty bardzo serio wątek islamsko-kujawskiego separatyzmu spotyka się w spektaklu z wątkiem odkłamywania i zakłamywania historii polsko-niemieckiej. U Mistera Ble pojawia się Hans (Marian Czerski), "świadek historii", który "jak większość Niemców" był przeciwny polityce Hitlera, współczuł bratniemu narodowi polskiemu, który "tak sprawnie pokonali w dwa tygodnie" oraz sympatyzował ze "starszymi braćmi w wierze". Opiekając nad ogniskiem kiełbaski (w ogniu z palącej się Tory, wrzuconej tam, by w należycie sugestywny sposób "przypomnieć bestialstwa historii"), Hans tłumaczy: "My, Niemcy, też mieliśmy tego dosyć. Organizowaliśmy pikiety protestacyjne przed siedzibą gestapo w Warszawie. Krzyczeliśmy Hitler kaput!, Zakończyć okupację Polski, Otworzyć synagogi!. Demonstracje brutalnie rozpraszano. Rozbiegaliśmy się wtedy po okolicznych gościnnych domach polskich, gdzie ukrywano nas, częstowano bigosem, schabowymi ze szmuglu i dobrym polskim bimbrem, kupowanym od Ruskich w Brześciu. Na początku manifestacje liczyły około 100 tysięcy osób, ale wkrótce liczba Dobrych Niemców wzrosła. Obecnie szacuje się, że Polacy z narażeniem życia ukrywali ponad milion Niemców podczas II wojny światowej!". 

Ten wątek, rozwinięty w scenie, w której Mister Ble i Hans wzajemnie przebaczają sobie wojenne postępki Polaków i Niemców, mocno koresponduje z innym, krańcowo odmiennym formalnie spektaklem Klaty - pamiętnym "Transferem!". Tam perspektywa odkłamania historii, autentycznego przebaczenia i nadania sensu wojennym tragediom była otwarta. Starszy o kilka lat i o takie wydarzenia jak roszczenia Związku Wypędzonych Jan Klata wydaje się już nie mieć idealistycznych złudzeń co do wzajemnych relacji polityki i historii czy możliwości pojednania opartego na sprawiedliwych i mądrych zasadach. Mimo to finał jego spektaklu ma wydźwięk dziwnie jasny: na scenie pojawia się staruszka-Polska, która poprowadzi radosny korowód zmartwychwstałych, pogodzonych po śmierci ofiar Świętej Rozpierduchy. I wtedy po raz pierwszy publiczność śmieje się nie z aktorów, ale razem z aktorami. Bardzo długo i głośno.

Anna R. Burzyńska
Tygodnik Powszechny
28 maja 2009

Książka tygodnia

Sześć opowieści o tym, jak godnie przeżyć życie
Agencja Dramatu i Teatru "Adit"
Tomasz Kaczorowski

Trailer tygodnia