W obronie dzieci

W "Dwóch teatrach", sztuce autorstwa Jerzego Szaniawskiego znajduje się scena rozmowy dyrektora teatru z artystą, piszącym interesujące, ale trudne do wystawienia sztuki. Jedną z nich jest sztuka pt.: "Krucjata dziecięca" o której dyrektor wyraża się w następujący sposób: "To, co pan ostatnio przyniósł, ta "Krucjata dziecięca". Cóż... idą tam, idą dzieci, jak przed wiekami (...) w oczach niosą jakąś tęsknotę, jakąś chęć czynu, a nie wiedzą, że idą na zagładę. Ten obraz widzi się jeszcze po przeczytaniu. - Ale cóż? Sam pan rozumie, że to nie jest teatr"*.
No cóż - dyrektor "Małego Zwierciadła" zbyt wielki pragmatyk nie porwał się na tak karkołomne manowce, bo musiałby odtwarzać wszystko zgodnie z realistyczną manierą. Co innego Dyrektor Teatru Rampa - Jan Prochyra, który nie dostrzegł w tematyce wypraw krzyżowych zadania niewykonalnego i ponad siły teatru. W związku z tym postanowiono zaadaptować na potrzeby sceny niezwykle niegdyś popularną książkę bardzo znanej polskiej pisarki Zofii Kossak "Bez oręża". Uczynił to, w niezwykle prosty, klarowny, ale i poetycki sposób Stanisław Jastrzębski. Skondensowanie długiej powieści do godzinnego spektaklu jest niewątpliwie jednym z sukcesów przedstawienia. Sztukę podjął się wyreżyserować Cezary Domagała (również współautor adaptacji) - reżyser od lat współpracujący z dziećmi i młodzieżą. Bo, trzeba nam wiedzieć, że w warszawskiej "Krucjacie" występują sami młodzi aktorzy-amatorzy od lat ośmiu do lat szesnastu (Papież i Kardynał - dwoje dorosłych, występuje na zasadzie komputerowej projekcji ich postaci na białym tle). Zjawiskiem godnym uwagi jest błyskotliwe aktorstwo całego młodego zespołu. Poprawna dykcja, akcentowanie poszczególnych słów, miła aparycja, wyprostowana postawa bez zarzutu, wyraźny, ale nie przesadzony gest, nadanie postaciom piętna tragizmu - te wszystkie cechy sprawiły, że "Krucjatę" oglądało się z wielką przyjemnością, a historia siódemki bohaterów, mimo że dobrze każdemu znana, wciągała i wzbudzała zainteresowanie do samego końca. Zapewne wiele w tym zasługi reżysera, który w "Krucjacie" pokazał swój "pedagogiczny pazur" - cenną, rzadką i dającą znakomite efekty umiejętność pracy z najmłodszymi. Z okazji owej niezwykłej premiery Teatr Rampa postanowił otworzyć kolejną scenę. Ta czwarta (!) już scena raczej do dużych nie należy - zmieści się tam bodajże kilkadziesiąt widzów albo nawet mniej, ale chyba nie o to dyrekcji chodzi. Ta scena ma być z zamierzenia takim swoistym schronieniem dla nietypowych, eksperymentalnych przedstawień, które zainicjowała właśnie "Krucjata". W przypadku tego spektaklu akcja dzieje się właściwie na wyciągnięcie ręki. Dwa rzędy widzów ma przed swoimi oczyma jezioro (a właściwie malutkie jeziorko) okolone dookoła surowymi, drewnianymi kładkami i podestami. Równie surowe są kostiumy dzieci - niby takie same, ale jednak różniące się jakimś detalem białe koszule w parze z brązowymi getrami - coś musi znamionować, że żyły osiem stuleci temu. Każde z dzieci ma jakiś indywidualny rys: jedno kulawe - Laurenty, drugie garbate - Balbina, trzecie umuzykalnione - Beppo, czwarte krnąbrne i zadziorne - Walter, piąte niewinne i wystraszone - Beatrycze, szóste zakochane - Tina, siódme odważne i rozsądne - Robert. Wydarzenie sprzed wieków stało się dla reżysera pretekstem do ukazania dziecięcej niedoli w bardzo szerokim kontekście. Dlatego też w trakcie spektaklu wyświetlane są slajdy, obrazujące okrucieństwo każdej wojny, biedy, poniżania i braku miłości - plag, z powodu których najczęściej cierpią właśnie dzieci. Domagała nie pragnie jedynie odwołać się do naszej wiedzy na temat historii dziecięcej krucjaty sprzed ośmiu wieków, lecz zależy mu na tym, aby spektakl stał się przyczynkiem do refleksji nad statusem dziecka w dzisiejszym, podobno "cywilizowanym" świecie. Nie ma w tym przedstawieniu wielkich scen - przemarszów, bitew, gromkiego nawoływania czy tysięcy rozdzierających okrzyków, zawiadamiających o klęsce. Jest za to bardzo kameralny spektakl ze znakomitą, czasem groźną czasem refleksyjną muzyką Krzysztofa Pendereckiego, sugestywnymi przeźroczami, migoczącymi w lustrzanej tafli jeziora, skromnymi, cichymi i symbolicznymi scenami przygotowania, pielgrzymowania, a w końcu zagłady bohaterów. Ta cisza potem dźwięczy nam w uszach. Chyba ma przypominać o niemym krzyku tysięcy dziecięcych ofiar, które przecież - tak jak to w starym porzekadle stoi - głosu nie mają. Najwyższa pora, aby to zmienić. *cytat zaczerpnięty z książki J. Szaniawski: "Dwa teatry". W: Idem: "Dramaty wybrane". Kraków 1987, s. 222. Teatr Rampa w Warszawie "Krucjata" na motywach powieści Zofii Kossak "Bez oręża" adaptacja: Cezary Domagała, Stanisław Jastrzębski reżyseria: Cezary Domagała muzyka: Krzysztof Penderecki scenografia i kostiumy: Natalia Horak asystent reżysera: Lidia Grzędzińska kierownictwo produkcji: Eliza Parol światło: Andrzej Kulesza, Dawid Witek dźwięk: Marcin Pawłot, Mikołaj Skalski przygotowanie ścieżki dźwiękowej: Bartek Piasecki współpraca techniczna: Krystian Drywa Obsada: Tina-Natalia Berlińska / Dorota Zielińska, Balbina-Aleksandra Filipek / Kamila Parol, Beatrycze-Marysia Sarnacka / Karina Zawadzka , Robert-Filip Grudziński , Walter-Adam Kądziela, Beppo-Jakub Hebda / Maksymilian Roman, Laurenty-Mariusz Misiak, Papież Innocenty III-Marek Frąckowiak, Kardynał Pelagiusz-Marek Urbański Premiera: 9.04.2008r.
Marta Odziomek
Dziennik Teatralny Katowice
2 maja 2008

Książka tygodnia

Carroll, Baum, Barrie. (Mito)biografie i (mikro)historie
Wydawnictwo Universitas
Maciej Skowera

Trailer tygodnia

14. Międzynarodowy Fes...
14 Międzynarodowy Festiwal Teatrów La...