W oczekiwaniu na Boską

"Aktorzy prowincjonalni. Sobowtór"- reż. Michał Borczuch - Teatr w Krakowie

Aktorzy prowincjonalni Michała Borczucha to projekt złożony, obejmujący dwa niezależne od siebie, ale połączone i dopełniające się spektakle: "Aktorzy prowincjonalni.Sobowtór" w Krakowie i "Aktorzy prowincjonalni" we Wrocławiu

Autobiografie z wrocławskiego Teatru Polskiego w Podziemiu oraz Aktorzy prowincjonalni. Sobowtór z krakowskiego Teatru Starego. Proces kształtowania się obu realizacji rozpoczął się od umieszczenia kamery na stacji benzynowej w połowie drogi między Wrocławiem a Krakowem. Zarejestrowany materiał (dwa tysiące godzin wideo) posłużył jako kanwa dla aktorskich improwizacji, które stanowią podstawę przedstawień- nagrana rzeczywistość została poddana artystycznej obróbce i osobistej interpretacji.

Tematami przewodnimi projektu są stosunek twórcy do dzieła, aktora do roli, zespołu aktorskiego do reżysera, reżysera do zespołu. Teatr dzieje się w teatrze. Symboliczne spotkanie dwóch zespołów teatralnych- aktorów Teatru Polskiego w Podziemiu i Teatru Starego- nie jest przypadkowe. Oba te teatry jeszcze niedawno musiały zmierzyć się z próbą odebrania im artystycznej niezależności i pozbawienia twórczej sprawczości. Teraz o tej sprawczości mogą opowiedzieć.

Spektakl Aktorzy prowincjonalni. Sobowtór składa się w większości z krótkich etiud, w których aktorzy (w nierzadko dowcipny sposób) rozliczają się z własnym zawodem. Tematy i nastroje scen są różne: wahają się od humorystycznych, przez balansujące na granicy abstrakcji, aż do filozoficznych rozważań o szczęściu i istocie własnego ja. Aktorzy odciskają na historiach własny charyzmat, czasem poruszając wprost wątki autobiograficzne, jak w zabawnej (nawet jeśli traktującej o ciężkich przeżyciach) historii dostawania się do szkoły teatralnej w wykonaniu Bogdana Brzyskiego. Historii zakończonej zresztą dobitną i wcale nie zabawną puentą, która spina spektakl i wyraża obecne nastroje nie tylko artystów, ale wielu Polaków w ogóle.

Jako widzowie nie wiemy, ile w końcowym scenariuszu zostało z aktorskich improwizacji, a na ile realizowana jest wizja reżysera; dla odbiorcy przedstawienia granica pomiędzy tym, ile daje postaci sam grający, a tym ile zostało mu narzucone, zaciera się. Aktorzy... z Teatru Starego poruszają także tę kwestię, w ironicznej kreacji Marty Ojrzyńskiej, która wchodzi w dialog z ideą reżysera panującego nad spektaklem, by chwilę później wejść w jego rolę. Wątek wielowymiarowości świata odgrywanego widać zresztą już na poziomie rozwiązań scenograficznych. Przestrzenna rekonstrukcja obrazu Benzyna Edwarda Hoppera jest nie tylko tłem dla rozgrywających się historii, ale staje się punktem wyjścia do refleksji nad naturą teatru, niejako przenosząc początek procesu twórczego aż na deski sceny. Fragment stacji benzynowej uchwycony na służących za inspirację do pracy materiałach wideo ewoluuje, przeobraża się w dzieło sztuki, oddane przez Dorotę Nawrot na Dużej Scenie (a także na scenie Teatru Polskiego w Podziemiu, ponieważ scenografia Sobowtóra i Autobiografii nie różni się od siebie). Całości dopełniają projekcje, symultanicznie przedstawiające aktorów grających swoje role, ale w innych warunkach, być może próbujących dopiero pewnych rozwiązań scenicznych.

Ciężko oceniać dzieło niepełne. Aktorzy prowincjonalni Michała Borczucha składać powinni się z dwóch spektakli, uzupełniających się i stanowiących swoje "energetyczne dopełnienia", niczym "yin i yang, ego i cień, anima i animus, osoba i dybuk" (jak głosi opis wydarzenia). Do spotkania obu zespołów i połączeniu Aktorów... w całość, dojdzie na Festiwalu Boska Komedia- do tego czasu, zwłaszcza przy aktualnej sytuacji epidemiologicznej w Polsce, większość widzów zobaczy tylko jedną z części projektu. A krakowska część nie broni się sama. Być może do oceny potrzebny jest szerszy kontekst, który zapewni dopiero grudniowy festiwal. Być może wrocławski spektakl rzeczywiście uzupełni brakujące znaczenia.

Być może, by docenić sobowtóra, potrzebna jest oryginalna postać. O tym mam nadzieję przekonamy się już niedługo, na razie jednak Sobowtór nie porusza. Nawet jeśli poszczególne etiudy (a przynajmniej większość z nich) są udane, całość wydaje się zbyt chaotyczna i nie zgrana ze sobą- tak, jakby faktyczny rezultat pracy twórczej zagubił się w rozważaniu nad nią. Autoironia przeradza się w nużący autotematyzm. Wszystko to sprawia, że spektakl Michała Borczucha, który początkowo ciekawi i zastanawia, pod koniec jedynie już męczy.

Czekam na Boską Komedię, która może zmienić moje zdanie.

Zofia Lorek
Dziennik Teatralny Kraków
2 listopada 2020
Portrety
Michał Borczuch

Książka tygodnia

Zero zahamowań
Wydawnictwo: Agora
Michał Rusinek

Trailer tygodnia

8. Festiwal Teatru Ukr...
Nadiia Moroz-Olshanska
Sztuka jest niezbędną częścią życia...