W prywatnej klinice

"Prywatna klinika" - reż: Stefan Szaciłowski - Teatr Polski w Szczecinie

Na spektakl wybrałem się praktycznie w biegu. Mimo, że odbywał się wieczorem, wpadłem do teatru na ostatnią chwilę. Wciąż z żywymi wrażeniami ostatnich godzin zasiadłem na widowni znając jedynie ogólny zarys sztuki i obsadę. Zgasły światła. Na scenie pojawiła się Olga Adamska (Harriet) i Zbigniew Filary (Gordon). Parę minut później doszedłem do wniosku, że John Chapman i Dave Freeman, autorzy sztuki, z tytułem trafili w dziesiątkę. Stres całego minionego tygodnia zszedł ze mnie po drugiej salwie śmiechu, a kolejne szybko doprowadziły mnie do bólu brzucha.

W sztuce tej, której reżyserem jest Stefan Szaciłowski znaleźć można wszystko co jest potrzebne do nieskrępowanego dowcipu. Poligamiczny romans (ona jedna- ich dwóch), konspiracja, zazdrość, kłamstwo, intryga, plus jeszcze mamusia, ryba, jajka i butelka wódki. Mógłbym teraz przytoczyć fabułę tej opowieści, ale z jednej strony nie chcę psuć zabawy tym, którzy na spektakl się wybierają, z drugiej jest ona tak zawiła, że na pewno bym się pogubił. Po trzecie dochodzi północ i nie uśmiecha mi się wyklikać na komputerze całej historii.  

Dlaczego warto iść na ten spektakl? Ponieważ takiej dawki dobrej zabawy pochodzącej zarówno z tekstu scenariusza jak i z samej gry aktorskiej dawno nie doznałem. Genialność żartów, gagów, intrygi pochodzi z ich prostoty i świetnie poprowadzonego biegu wydarzeń. Kobieta mająca dwóch kochanków którzy nie wiedzą o sobie, jej mąż, przyjaciółka i żony wspomnianych panów zabrane w trzypokojowym mieszkaniu to aż nadto, by wypełnić dwie godziny świetną zabawą. A każdy znajdzie tu coś dla siebie. Jest wulgarny humor portowy, feministyczny dowcip mieszczański, kabaret z serii „mówi żona do męża”, cięty sarkazm którego nie powstydziłby się dr House, a to wszystko polane lekkostrawną angielską manierą. Uczta dla ducha w najlepszym wydaniu. W tym miejscu pragnę zaznaczyć, że wspomniany ból brzucha wywołany śmiechem to zasługa Katarzyny Bieschke, której rola Anny, a zwłaszcza jej genialne riposty były mistrzowskim pokazem szermierki słownej.

Cóż mogę więcej dodać? Chyba jedynie to, że na wspomnienie wieczoru w Teatrze Polskim mimowolnie się uśmiecham.

Domicjan Maraszkiewicz
Dziennik Teatralny Szczecin
15 lutego 2010

Książka tygodnia

Osobliwy dom pani Peregrine. Tom 4. Mapa dni
Wydawnictwo Media Rodzina
Ransom Riggs

Trailer tygodnia

„Viva La Mamma" - reż....
Roberto Skolmowski