W roli głównej...

32. Toruńskie Spotkania Teatrów Jednego Aktora

Bortkiewicz nakręcił obraz świadomy utrzymujący estetykę kina amatorskiego. Dowodzą tego zarówno sceny wzięte z różnych kultowych filmów odgrywane w mieszkaniu przez babcię głównego bohatera czy fakt, że wszystko rejestrowane jest prosto z trzymanej w rękach kamery.

Baj Pomorski przy okazji festiwalu oraz spektaklu Marcina Bortkiewicza Satana zorganizował pokaz filmu w reżyserii tegoż aktora. Krótki, niespełna półgodzinny film przedstawia przeciętną polska rodzinę składającą się z: Marka, głównego bohatera, nierozstającego się ze świeżo otrzymaną kamerą, jego samotnej matki oraz babci. Bohater rejestruje na kamerze stopniowo rosnący dramat rodziny, gdy babcia (Irena Jun) popada w chorobę Alzheimera. Rozpoczyna się walka matki i syna ze swymi słabościami, lękami, cierpliwością, coraz bardziej zszarganymi nerwami. Muszą pogodzić się z coraz to dziwniejszym zachowaniem starszej, chorej kobiety, która zaczyna tracić orientację, ma problemy z pamięcią, myli fakty, staje się trudna w obyciu.

Stale włączona kamera prowadzi nas po poszczególnych pomieszczeniach domu. Pokazuje zapłakaną matkę, próbującą schować się, choć na chwilę przed światem i jego problemami w łazience. Widzimy babcię, zachowującą się niekiedy jak dziecko; która nie słucha córki, robi jej na przekór, jest awanturnicza. Również sam Marek, w momencie, gdy z funkcji reżysera przechodzi do aktora i staje przed kamerą, okazuje mocje, irytację. Choroba starszej kobiety oddziałuje na wszystkich domowników aż do momentu, gdy wyczerpani z sił oddają ją do domu starców.

Reżyser przedstawił nam dwa punkty patrzenia na postać Ireny Jun. Z jednej strony widzimy ją „współpracującą" z wnukiem przy amatorskich filmach kręconych w mieszkaniu. Kobieta chętnie odtwarza takie filmowe postacie jak Nosferatu czy Norman Bates. Widzimy przy tym, że jest w pełni świadoma tego, co robi. Dyskutuje z wnukiem, jak ma grać, jak się poruszać. Z drugiej zaś oglądamy kobietę chorą, zatracającą własną tożsamość.

Myślę, że osobom nastawionym na niezależne, artystyczne kino obraz ten może się spodobać. Przez zastosowanie amatorskich, wręcz minimalistycznych technik kręcenia i gry aktorskiej, otrzymujemy dzieło do bólu autentyczne, bardzo prawdziwe. Pojawiają się w nim niedopowiedzenia, nie wszystko zostaje wyjaśnione, ostatnia scena jest symboliczna i niesie wiele znaczeń. Portret z pamięci da się odczytać na wiele sposobów.

Paweł Kostrzewa
Forum Młodych Krytyków DT
25 listopada 2017

Książka tygodnia

Polski teatr po upadku komunizmu. Lupa, Warlikowski, Klata
Wydawnictwo Naukowe PWN SA
Olga Śmiechowicz

Trailer tygodnia