W sercach i umysłach

17. Międzynarodowy Festiwal Sztuki Mimu

Zakończony niedawno w Warszawie Międzynarodowy Festiwal Sztuki Mimu potwierdza sens istnienia tego przeglądu, a zwłaszcza potwierdza potrzebę istnienia tego typu sztuki teatru. Chodzi nie tylko o zainteresowanie widzów, bo rokrocznie wypełniona po brzegi widownia tego dowodzi, ale przede wszystkim o to, że pantomima jest dziś jednym z tych wyjątkowych gatunków sztuki, gdzie wulgaryzm słowny właściwie nie istnieje. Wszak klasyczny mim nie mówi, milczy.

Sztuka mimu jest chyba najbardziej delikatnym i czułym gatunkiem w dziedzinie teatru. Używa się czasem zwrotu "niewysłowione piękno" w odniesieniu do czegoś, co nas zachwyca. W teatrze dramatycznym, mówionym, w sztukach wizualnych, w kinie i w ogóle w obecnej kulturze, termin ten nie ma już chyba zastosowania. Nie mówię tu o paru wyjątkach, bo one nie zmieniają obrazu współczesnej kultury, z której piękno już co najmniej kilkanaście lat temu uleciało i nie powraca.

Natomiast teatr pantomimy owo piękno kultywuje (oczywiście, pomijam niechlubne wyjątki, bo takowe, niestety i tutaj są). Rokrocznie odbywający się latem w Warszawie festiwal pantomimy tego dowodzi. Raz z lepszym, raz z gorszym skutkiem. Ostatnimi laty publiczność niejednokrotnie miała wielką ucztę estetyczną i duchową, oglądając wiele interesujących spektakli pantomimicznych, a niektóre były wprost zachwycające. W każdym razie było w czym wybierać.

W tym roku podczas rozpoczęcia festiwalu jego dyrektor, Bartłomiej Ostapczuk, życzył publiczności, by prezentowane spektakle pozostały w ich sercach i umysłach. Dokładnie w takiej kolejności: w sercach i umysłach. Podkreślam ten fakt dlatego, że w dzisiejszym teatrze mało który dyrektor czy reżyser wie, co to znaczy, by sztuka zaistniała w sercu odbiorcy. Najczęściej to, co oglądamy na scenach teatralnych - stwierdzam z ubolewaniem - ma związek z zupełnie innymi częściami ludzkiego ciała aniżeli serce. Wulgaryzacja nie tylko słowa, obrazu, ale i relacji międzyludzkich jest dziś w teatrach zjawiskiem powszednim. Właściwie prawie nie ma już przedstawień bez użycia wulgaryzmów. I to takich rynsztokowych.

Pantomima należy do gatunku teatru dramatycznego. Ale przychodzi jak gdyby zupełnie z innego porządku rzeczy. Nie bazuje na skandalizowaniu, szokowaniu i bezsensownym prowokowaniu do zła. W większości swoją sztukę buduje na wartościach. Toteż słowa Bartłomieja Ostapczuka o spektaklach pozostających w sercach widzów mają swoje uzasadnienie. Tym bardziej że Bartłomiej Ostapczuk to artysta wyjątkowy, nie tylko z uwagi na wspaniały talent mimiczny (dał temu dowód wielokrotnie jako aktor, także w obecnym festiwalu), ale również ze względu na interesującą wizję teatru, w którym artyzm budowany jest właśnie na fundamencie wartości podstawowych i w centrum ustawiony jest człowiek z jego losem, przestrzenią emocjonalną i duchową.

W obecnej XVII już edycji festiwalu ze względu na ograniczony budżet wystąpiło mniej zespołów, ale nie zabrakło hitu, czyli niemiecko-francuskiego duetu Bodecker & Neander Compagnie. To najlepsze i bezkonkurencyjne przedstawienie festiwalu. Artyści, czyli Aleksander Neander i Wolfram von Bodecker, zaprezentowali spektakl "Światła miasta" [na zdjęciu] w reżyserii Lionela Ménarda. To właśnie ci artyści kultywują na najwyższym poziomie artystycznym tradycyjny, superczysty gatunek pantomimy. Wyspecjalizowali się w zbudowanych z różnych tematów etiudach składających się na przedstawienie. Tak więc w jednym spektaklu mamy podpatrzoną całą gamę rozmaitych ludzkich zachowań wywołanych określoną sytuacją życiową. Mistrzowskie, świadome operowanie gestem, mimiką, całym ciałem, połączenie zabawnych scen, smutnej refleksji i wspaniałego poczucia humoru artystów, czytelnie poprowadzona myśl w każdej etiudzie i wynikające z niej istotne przesłanie, budują całość tych znakomitych spektakli.

Spośród zaprezentowanych spektakli dużym powodzeniem - jak co roku - cieszył się "Wieczór współczesnej pantomimy" w międzynarodowej obsadzie, gdzie artyści z różnych krajów prezentują w swoich etiudach rozmaite estetyki. To zderzenie tradycji ze współczesnością. Natomiast szkoda, że Wrocławski Teatr Pantomimy wciąż jakoś nie może odnaleźć swojej tożsamości.

Wielu artystów biorących udział w festiwalu pokazało, iż rozumie, co znaczy umiejętność artystycznego wykorzystania swego ciała i jak ważne jest czytelne ukazanie głębi myśli zawartej w przesłaniu oprawionym w piękną estetykę.

Temida Stankiewicz-Podhorecka
Nasz Dziennik
3 lipca 2017

Książka tygodnia

Pomarli
Wydawnictwo Czarne
Waldemar Bawołek

Trailer tygodnia