W stadium przejścia

"Kobiety bez znaczenia" - reż. Grzegorz Chrapkiewicz - Teatr Dramatyczny m.st. Warszawy

Bohaterkami spektaklu "Kobiety bez znaczenia" są dwie panie. Nikogo nie kochają i same nie są przez nikogo kochane. Cierpią na samotność, ale każda tę samotność inaczej przeżywa i inaczej ją w sobie zagłusza. Jedna tworzy w swojej wyobraźni iluzoryczną sytuację ważności własnej osoby, bez której firma nie mogłaby funkcjonować. Druga zaś próbuje zwrócić uwagę na siebie, pisząc do urzędów skargi na różne osoby.

Każda w swoim stylu próbuje powiedzieć, że nie jest osobą bez znaczenia. Jakby chciała oznajmić wszystkim: ja przecież jestem, żyję, funkcjonuję i nie jestem nieważna. Mimo iż żyję samotnie i nikt na mnie w domu nie czeka.

Dwa światy

Te dwa następujące po sobie monodramy mogłyby stanowić dwa oddzielne przedstawienia, bo są całkowicie autonomicznymi bytami, niezależnymi od siebie. Reżyser zbudował spektakl, łącząc monologi na zasadzie kontrastu charakterologicznego bohaterek utworów, ich postrzegania świata, a nawet różnic światopoglądowych. Różnice dotyczą nie tylko postaci spektaklu, ale też aktorek. Każda prezentuje przecież inny typ aktorstwa. Są to diametralnie różne osobowości artystyczne i ludzkie oraz temperamenty, a także odmienne sposoby użycia środków wyrazu.

Margaret Schofield Haliny Łabonarskiej jest osobą łagodną, spolegliwą, uczynną. Boi się jednak nowych sytuacji, z którymi nie jest oswojona. Nie ma rodziny, nikogo bliskiego. Pracuje w firmie korporacyjnej, zajmuje się obsługą kserokopiarki. Centrum jej życia towarzyskiego jest stołówka. Zawsze siada przy tym samym stoliku, w tym samym towarzystwie koleżanek z pracy. Tu zna wszystkich, każdy ma swoje stałe miejsce. Ma wrażenie, że ci ludzie to jej przyjaciele. Ale gdy pewnego dnia musi usiąść przy innym stoliku, bo jej miejsce jest zajęte, nagle zaczyna burzyć się jej misternie zbudowany świat. Traci pewność siebie, zachowuje się inaczej, jest rozkojarzona, zjada inne menu niż dotąd, w konsekwencji cierpi na dolegliwości gastryczne. Dalej wizyta u lekarza, hospitalizacja i nagła zmiana rytmu życia. A kiedy okazuje się, że choroba jest śmiertelna i nie ma odwrotu, dokonuje racjonalnej oceny swojego życia i przekonuje się, że żyła w iluzji, że nie ma przyjaciół i że jej nieobecność w pracy nie jest odczuwalna, firma bez niej funkcjonuje nadal, a jej stanowisko przy kserokopiarce zostało już zlikwidowane. Gdy odwiedza ją w szpitalu koleżanka z pracy, panna Brunskill, i przynosi jej zrobione przez siebie wdzianko (za które musi zapłacić), Margaret mówi: "Strój jest, ale pójść nie ma gdzie". Ma świadomość rychłego odejścia i wie, że nikt za nią nie zatęskni i nikt nie zapłacze. Jedyną jej przyjaciółką jest mucha, która wpada tu codziennie przez okno i którą, odchodząc, trzyma w dłoni.

Do zobaczenia

Halina Łabonarska mistrzowsko prowadzi postać panny Schofield. Wzorcowo pokazuje metamorfozę postaci: od radosnej, wręcz pełnej dynamiki i aktywności, poprzez zaskoczenie chorobą, wyciszenie, załamanie (krótki dialog z Panem Bogiem), aż po pogodzenie się z sytuacją odejścia. Aktorka wchodzi głęboko w psychikę swojej bohaterki, starając się zrozumieć jej motywy postępowania. Wnika w jej świat wewnętrzny, duchowy i tworzy bogaty psychologicznie, duchowo i emocjonalnie wizerunek postaci. Swoją rolę buduje na detalach, na niuansach, na geście, mimice, tonacji głosu, na sposobie poruszania się. Jest na scenie sama, ale mamy wrażenie, że widzimy te wszystkie osoby i zdarzenia, o których opowiada. Wystarczy dyskretny uśmiech aktorki wsparty czytelnym spojrzeniem i delikatnym gestem, by widz zobaczył i usłyszał gwarną stołówkę czy żeby odczytał przestrzeń świata wewnętrznego panny Schofield: jej ból, lęk, smutek, ale i nadzieję, że przecież to tylko etap, stadium przejścia do innego życia.

Piękna i przejmująca jest scena, kiedy Margaret Schofield układa w kostkę pościel na łóżku. Nie kładzie się na nim, lecz siada, pragnie z godnością i w pełni świadomie przejść na drugą stronę. Mówi: "Do widzenia", a po chwili, patrząc na nas, dodaje: "Do zobaczenia". Jest spokojna, jej twarz wypełniona nadzieją rozjaśnia się. Odchodzi przygotowana na Wielkie Spotkanie.

Wybitna rola wybitnej aktorki. Aby tak doskonale, w pełni wiarygodnie ukazać świat przeżyć duchowych i odchodzenie człowieka, nie wystarczy mistrzowsko opanować technikę użycia środków wyrazu, ale trzeba samemu być w tym świecie mocno zanurzonym i szczerze, głęboko wierzyć w owo Wielkie Spotkanie u kresu naszej ziemskiej drogi. Ta rola, prócz wyjątkowego artyzmu, jest także świadectwem wiary Haliny Łabonarskiej i pokazuje, że teatr, sztuka może być wspaniałym katharsis dla widzów. Nie dziwi zatem wielkie wzruszenie na widowni.

Kobieta szczęśliwa

Drugi monodram wprowadza widza w diametralnie inny nastrój, skłaniający do śmiechu. Bohaterka Małgorzaty Niemirskiej jest osobą o trudnym charakterze, uprzykrzającą życie sąsiadom. Podglądając przez lornetkę innych, strofując, kogo się da i pisząc skargi do różnych władz, w swoiście pojmowanym naprawianiu świata i wymyślonych argumentach bywa zabawna. Nie jest osobą szczęśliwą, spełnioną. Tym, co robi, zabija swoją samotność. Jednak za kłamliwe listy znajdzie się w więzieniu i tu, paradoksalnie, poczuje się szczęśliwa, bo znajdzie przyjaciół i straci poczucie samotności.

Małgorzata Niemirska znakomicie, wyraziście rysuje portret swojej bohaterki. Aktorka ze wspaniałym poczuciem humoru prowadzi rolę w większości w kierunku komediowym. Chwilami zaskakuje widza nagłym zwrotem sytuacyjnym, zmienia klimaty, napięcia, celowo wprowadza nadekspresję, by za chwilę diametralnie zmienić tempo, budując w ten sposób dramaturgię postaci, którą gra.

Wewnętrzne portrety bohaterek wzbogaca interesująca muzyka Piotra Łabonarskiego, znakomicie wpisująca się w narrację spektaklu. Natomiast zgrzytem są projekcje niesłużące spektaklowi i denerwujące widza.

Temida Stankiewicz-Podhorecka
Nasz Dziennik
7 marca 2016

Książka tygodnia

Utalentowani jak Nardelli
Sekcja Krytyków Teatralnych ZASP
red.: Anita Nowak, Krystyna Piaseczna, Piotr Rudzki

Trailer tygodnia