W świecie wariatów

"Beckomberga" - reż. Anna Augustynowicz - Teatr Współczesny w Szczecinie

Nowy sezon artystyczny w Teatrze Współczesnym w Szczecinie rozpoczęła zaległa premiera - "Beckomberga". Spektakl w reżyserii Anny Augustynowiczprzenosi nas w świat, który tylko pozornie wydaje nam się odległy, ale do którego granica jest bardzo bliska.

"Beckomberga" to najdłużej oczekiwana premiera poprzedniego sezonu. Rzeczywistość zmusiała ekipę pracującą przy spektaklu do zaprezentowania go na VOD w styczniu tego roku. Premiera spektaklu nie mogła się odbyć w teatrze na żywo i w konfrontacji z widzami. Taką możliwość mieliśmy dopiero teraz, w miniony weekend.

Zarejestrowane przedstawienie daje zupełnie inne wrażenia, pozwala zobaczyć to, co byłoby niemożliwe do zobaczenia na scenie w teatrze. A w przypadku tej sztuki każdy szczegół, każdy grymas na twarzy aktora jest ważny. Jednak spektakl na żywo daje dużo więcej możliwości zarówno twórcom, jak i widzom. Nieporównanie więcej. I to jest przewaga teatru nad filmem.

W każdej społeczności spotykamy podobne typy, które grają podobne role. "Beckomberga" pokazuje nasz świat w zamkniętej mikrospołeczności, w której każdy z nas znajduje coś bliskiego.

Sztuka Sary Stridsberg, najczęściej obecnie granej szwedzkiej dramatopisarki, opiera się na historii rodzinnej samej autorki. Głównym bohaterem dramatu jest tytułowa Beckomberga – opustoszały szpital psychiatryczny nieopodal Sztokholmu, do którego pacjenci powracają po latach. Przyciągani niezwykłą siłą tego miejsca bohaterowie wędrują w przeszłość.

Widzimy bohaterów siedzących na widowni, na której brakuje kilku krzeseł. Bohaterowie przesiadają się, krążą po tej klaustrofobicznej przestrzeni, która jednak imituje rozległe korytarze szpitala, w którym bohaterowie spotykają się w podgrupach. Pozorny chaos jest jednak porządkiem, w którym funkcjonują bohaterowie. Wracają do dawnych wydarzeń, wspominają, marzą, dyskutują, krążą. Kiedy bohaterowie siedzą na krzesłach w rzędach, wyglądają jak w szkolnych ławkach. Patrzymy na nich i mamy wrażenie uczestnictwa w jakiejś terapii grupowej, prowadzonej przez niewidocznego tajemniczego terapeutę.

Anna Augustynowicz zawsze stawia na dobre aktorstwo przy minimalistycznej scenografii, którą tradycyjnie zaprojektował Marek Braun. Tak jest i tym razem. Nie ma tu kreacji aktorskiej, wobec której widz pozostaje obojętnym.

Olof (Paweł Niczewski) jest przyjazny, ale na jego twarzy maluje się zagubienie, niepewność i strach. Olof, z trudem, bo z trudem, nauczył się funkcjonować w szpitalu i nie wie, co go czeka po wyjściu. Tu czuje się pewnie, a za murami jest jedna wielka niepewność. I największy problem: czy będą go tam lubić? Paweł Niczewski, głównie twarzą, wygrywa doskonale każdą emocję Olofa. Delikatne drgnienie w kąciku ust i już wiemy, co przeżywa Olof.

Podobnie jest z Konradem Pawickim, chociaż jego Ojciec to zupełnie inny typ. Nieudane relacje z żoną i córką czynią z niego człowieka zgorzkniałego, nieciekawego typa, którego raczej nie polubimy. A tacy, zazwyczaj, próbują trzymać fason głupimi zachowaniami. Nie wzbudza sympatii, ani współczucia. Właściwie to chyba niczego nie przemyślał i nie zamierza się zmieniać. Na zewnątrz nikt na niego nie czeka. Żona ma swoje sprawy, córka, która w niego wierzyła, też ma go dość. Pozostaje mu tylko wspomnienie szpitalnego zauroczenia.

Joanna Matuszak, jako Córka, gra głównie spojrzeniem i głosem oraz sylwetką, lekko przygarbioną, wycofaną, jak każda zagubiona nastolatka. Odwiedza ojca, bo, jak większość dzieci, wierzy, że rodzice jeszcze mogą być razem. Sama potrzebuje pomocy, bo nie radzi sobie z życiem. Ale żadne z rodziców tego nie widzi albo nie chce widzieć. Sama nadaje się na pacjentkę szpitala.

Sabina (Barbara Lewandowska) to zupełnie inny typ. Szpitalna "cwaniaczka", która wie, jak się ustawić, jak co załatwić. W każdej społeczności spotykamy kogoś takiego, ale nie zawsze zdajemy sobie sprawę, co się za tym kryje. Sabina jest zimna, jakby pozbawiona emocji, mówi na jednym tonie. Okazuje wyższość innym, bo wydaje jej się, że wszystko kontroluje.

Świetna jest Krystyna Maksynowicz jako Olga. Najbardziej naturalna w grze. Jest tak naiwna w swojej chorobie, tak bezpośrednia, że zaczynamy wierzyć nawet w to, że Roy Orbison był ojcem jej dziecka.

Przy kostiumach pracował projektant mody Tomasz Armada. I jest to jeden z pierwszych spektakli Anny Augustynowicz, w których pojawia się tyle koloru. Czarno - biała tonacja pozostała na VOD. Na żywo mamy kolorowo ubranych bohaterów, jak w życiu.

Cały ten świat nas wciąga i mamy wrażenie przebywania w nierealnej rzeczywistości, nieokreślonej przeszłości, a wszystkie postaci są trochę zjawami z dziwnego snu. I jak to we śnie, widzimy odbicie własnego życia, własnych tragedii i własnych obaw.

"Beckomberga" - przekład Dominika Górecka, reżyseria Anna Augustynowicz, scenografia Marek Braun, kostiumy Tomasz Armada, muzyka Jacek Wierzchowski, reżyseria światła Krzysztof Sendke, asystenci reżyserki Barbara Lewandowska, Adam Kuzycz-Berezowski oraz Ewa Galica ( studentka III roku Wydziału Reżyserii Akademii Teatralnej im. A. Zelwerowicza w Warszawie), asystentka scenografa Karolina Babińska, asystentka kostiumografa Julia Kremplewska, zdjęcia Piotr Nykowski.

Obsada: Olga - Krystyna Maksymowicz, Bird - Anna Januszewska, Olof - Paweł Niczewski, Edvard - Paweł Adamski, Córka - Joanna Matuszak, Matka - Magdalena Myszkiewicz, Sabina - Barbara Lewandowska, Henning - Jacek Piątkowski, Harriet - Ewa Sobiech, Ojciec - Konrad Pawicki, Bernard - Marian Dworakowski, Paul - Przemysław Walich, Anna, Grażyna Madej oraz Adrianna Janowska-Moniuszko, Iwona Kowalska, Ewa Sobczak, Wiesław Orłowski.
Premiera 25 września 2021.

Małgorzata Klimczak
Dziennik Teatralny Szczecin
1 października 2021

Książka tygodnia

Niebieska Księga z Nebo
Wydawnictwo Pauza w Warszawie
Manon Steffan Ros

Trailer tygodnia