W teatrze, czyli na ulicy

1. Festiwal Teatrów Wędrujących

Trzeci dzień Festiwalu Teatrów Wędrujących przyniósł ze sobą różnorodność zarówno pod względem treści, jak i formy. Mogliśmy, między innymi, podziwiać akrobatyczno-zręcznościowe popisy, wziąć udział w happeningu o lekkim zabarwieniu polityczno-historycznym, posłuchać koncertu a capella czy też zobaczyć widowiskowy spektakl plenerowy

Na początek jednak – jak już tradycja nakazuje – odbył się spektakl adresowany dla najmłodszej publiczności: tutejszy Zdrojowy Teatr Animacji pokazał, popularną ostatnio na polskich scenach, sztukę Ulricha Huba „O ósmej na Arce” traktujący o trójce niesfornych pingwinów, które w sprytny sposób wpakowują się na Arkę Noego (w trójkę!). Przedstawienie odbyło się na podwyższonej scenie i raczej nie miało charakteru plenerowego. Było za to jednak kawałkiem dobrego teatru lalek, gdyż to właśnie animowane przedmioty (a dokładniej – pacynki) były głównymi bohaterami: trójka rzeczonych pingwinów oraz zabawny gołąb. Do tego kilka niezbędnych rekwizytów – tutaj walizek, które tworząc (symbolicznie oczywiście) oblicze Arki były jednocześnie metaforą podróży, czyli ciągłego doświadczania zjawisk i rzeczy. Równie ważną rolę co pacynki i rekwizyty pełniła również muzyka wykonywana na żywo i piosenki wykonywane przez aktorów. Szkoda tylko że spektakl obejrzało stosunkowo niewielu widzów – z powodu deszczu przybyło ich o wiele mniej niż poprzedniego popołudnia. 

Na szczęście wraz z końcem spektaklu pogoda przestała krzyżować plany występów, dzięki czemu w miejscu drugiej prezentacji – Bramy Wojanowskiej zebrał się niemały tłumek chętny uczestniczyć w paradzie-happeningu w wykonaniu czeskiego teatru Divadlo Kvelb. „Inwazja”, bo tak – nieprzypadkowo i dwuznacznie – został nazwany projekt odnosiła się do pewnego historycznego zdarzenia z roku 1968, kiedy to siły Układu Warszawskiego najechały na Czechosłowację pod przykrywką reform. Nie obyło się bez ofiar śmiertelnych, bijatyk, rannych, emigracji, represji. Akcja czeskich artystów swobodnie nawiązuje do tamtego wydarzenia. Oni też dokonują inwazji na miasto. Zanim na ulice wyjedzie czołg jesteśmy zobligowani do przećwiczenia entuzjastycznych okrzyków oraz machania chorągwiami. Drugim punktem inwazji jest wysłuchanie przemówienia partyjnych władz – jak zwykle mówią o niczym (z głośników wydobywa się bełkot, bez żadnych treści). Następnie na ulicę wyjeżdża biało-czerwony, rozklekotany ‘czołg’ z dowódcą w środku. Zaczyna się głośna parada – najście na miasto, w trakcie której artyści, również w biało-czerwonych wdziankach, prowadzą interakcje z przechodniami. Po drodze trupa rozstawia rożne znaki: zakazujące czegoś (na przykład zakaz uprawiania muzyki) lub uprzejmie o czymś donoszą (na przykład o niezdrowej wodzie). W trakcie pojawiają się kolejni bohaterowi, którzy toczą walkę z czołgiem, który osadzony zostaje w przytulnym więzieniu. Czeska grupa zaprezentowała interesującą formalnie akcję, która jednak niekoniecznie mogła nasunąć publiczności skojarzenia z tamtym okresem.

Sporym wydarzeniem był ostatni tego wieczoru spektakl „Orland” powstały dzięki kooperacji niemiecko-włoskich artystów. Sens tego widowiska powstaje na styku dwóch połączonych ze sobą rzeczywistości: fikcyjnej, czyli „Orlanda Szalonego” Ludovico Ariosto oraz realnej, będącej parodią współczesnego świata mediów, środowiska filmowców, artystów kina i telewizji. Spektakl rozpoczyna się bardzo atrakcyjnym pod względem wizualnym pochodem bohaterów przy dźwiękach muzyki. Jest to pierwsza ze scen „Orlanda” – na wozie drabiniastym zaopatrzonym w płonące pochodnie umieszczona zostaje Angelika, dziewica poświęcona Bestii. Zostaje przywiązana do skał i pozostawiona na pożarcie potworowi. Na szczęście na czas przybywa Orlando i ratuje dziewczynę. Tyle, jeśli chodzi o nawiązania do książki Ariosto, która stała się jedynie pretekstem do pokazania mechanizmów rządzących współczesnym światem.

Gwoździem programu był jednak występ niemieckiej grupy Die Artistokraten z pokazem „Show Baroque” – bardzo swobodnym i bezpretensjonalnym, polegającym przede wszystkim na rozśmieszaniu publiczności oraz zaprezentowaniu jej umiejętności akrobatycznych wybranych członków zespołu. I tak – byliśmy świadkami przepięknego tańca na linach, zapierającego dech w piersiach; potem mieliśmy okazję zobaczyć niezwykle sprawną żonglerkę oraz ekwilibrystyczny popis stania na rękach. Te świetne, precyzyjne i estetycznie wysmakowane numery, tzw. gwoździe programu przeplatane były prostymi, komicznymi scenkami – najwięcej śmiechu dostarczyły nam chyba etiuda z nieporadnym magikiem oraz pantomima o kocie i psie. Nic dziwnego, że sceny akrobatyczne budziły nasz podziw a komiczne powodowały salwy śmiechu – wszak aktorzy występujący w tym oryginalnym show wywodzą się z Berlińskiej Szkoły Artystycznej – są więc profesjonalistami w każdym calu. Podsumowując – był to jeden z najbardziej zabawnych i jednocześnie precyzyjnych występów podczas Festiwalu!

Na koniec należy jeszcze dodać, iż organizatorzy zadbali również o stronę muzyczną Festiwalu – pomiędzy kolejnymi występami mogliśmy wysłuchać koncertu Tercji Pikardyjskiej, popularnej ukraińskiej grupy wokalnej, wykonującej utwory muzyczne (bardzo różnorodne – od ukraińskich pieśni po kawałki Beatlesów!) a capella.

Marta Odziomek
Dziennik Teatralny
10 sierpnia 2011

Książka tygodnia

Bauhaus - nauczanie/nowy człowiek
Wydawnictwo Uniwersytetu Łódzkiego
red. Małgorzata Leyko

Trailer tygodnia