W Wenecji, nieopodal placu św. Marka jest uliczka

"Maskarada" - reż. Nikołaj Kolada - Teatr im. Słowackiego w Krakowie

W Wenecji, nieopodal placu św. Marka jest uliczka, na której sprzedaje się wyłącznie maski. Ciasno przyklejone do siebie sklepiki, a w każdym feeria barw i kształtów sztucznych twarzy, które powodują, że choć na chwilę stajemy się kimś innym, albo tylko nam się tak wydaje. Nałożenie maski Arlekina sprawia, że aż chce się podskoczyć. Natomiast skrycie się za obliczem starego rogacza Pantalone, przywołuje niezbyt dobre myśli.

W owych sklepach panie mają znacznie większy wybór, jakby producenci posiedli wiedzę o przewrotnej naturze kobiet, które uwielbiają prowokować wciąż nowym obliczem. Dlatego na damskich maskach mienią się kryształki Swarovskiego, brokat walczy ze złoceniami, a na dodatek kolory są w stanie przyprawić o poważne kompleksy niejedną papugę. Nie ukrywam, że w owych sklepach spędziłam dużo czasu, a wyciągnięcie mnie z nich kosztowała moich bliskich niemal fortunę.

Pewnie, gdyby dziś organizowano prawdziwe bale maskowe, biegłabym na nie jak na skrzydłach. Bo bycie przez chwilę kimś innym, to kuszące przeżycie. Wiedzą o tym aktorzy, którzy co wieczór zmieniają maski, raz wchodząc w skórę Leara, by kolejnego wieczoru stać się racjonalnie myślącym, współczesnym bohaterem.

W "Maskaradzie" Lermontowa, która otworzyła nowy sezon w Teatrze im. J. Słowackiego, każdy kryje się za sztucznym obliczem. Aktorzy nakładają groteskowe maski, na które składają się tu przyklejone uśmiechy, przerysowane gesty, nienaturalne głosy. Tańczą w nich swój taniec życia, w którym istotną role odgrywa intryga, plotka, oszczerstwo. Reżyser przedstawienia Nikołaj Kolada swoim bohaterom maski każe ściągać dopiero w domu.

Arbienin dopiero w sypialni pokazuje swoją prawdziwą twarz. To twarz potwora, który żadną miarą nie jest w stanie wybaczyć zdrady niewinnej tak naprawdę żonie i którego urażona duma prowadzi do tragedii. Grający Arbienina Radosław Krzyżowski choć tak naprawdę nie nosi żadnej maski, jest przejmujący, kiedy zaczyna być szczery w swoich uczuciach.

To znakomity spektakl, w którym reżyser stawia na piękne obrazy. Żongluje nimi niczym perfekcyjny cyrkowiec, skrywając pod atrakcyjną formą poważniejsze przesłanie. Aktorzy Teatru Słowackiego okazali się dla Kolady świetnymi partnerami, którzy fantastycznie podążają za pomysłami reżysera, scenografa Justyny Łagowskiej i choreografa Macko Prusaka. Widocznie im też sprawia przyjemność nakładanie masek, choć bywają one fałszywe i okrutne. Ale za to jakie piękne.

Magda Huzarska-Szumiec
Polska Gazea Krakowska
21 września 2013

Książka tygodnia

Ksiuty z Melpomeną
vis-a-vis
Stefan Wiechecki

Trailer tygodnia