Wachlarz możliwości

Jak odnowić commedie dell'arte u schyłku jej popularności?

Jak przekonać przyzwyczajonych do typowych postaci i schematów zarówno aktorów jak i widzów w osiemnastowiecznym teatrze? Oto postaci, które stworzyły Goldoniemu wachlarz możliwości - piękna hrabina odwzajemniająca uczucie, dwóch kochanków wiodących spór o jej serce, bogata i roztropna wdowa, bezpośrednia służąca, niedyskretna handlarka i hrabia safanduła.

Jak zachęcić współczesnego widza do spędzenia dwóch godzin na śledzeniu intrygi miłosnej i nie odstraszyć kostiumami czy barokowym językiem? Zdaje się, że udało się to Maciejowi Englertowi, w Teatrze Współczesnym w Warszawie. Reżyser znalazł klucz do dzieł Goldoniego, bowiem "Wachlarz" nie jest pierwszym spektaklem weneckiego adwokata wystawionych na deskach Teatru Współczesnego.

Tytułowy rekwizyt już na początku spektaklu sprawia, że widz szybko orientuje się jakiej komedii omyłek będzie świadkiem. Zakochany w Kandydzie Ewaryst, w lęku przed jej ciotką, starą i protekcjonalną wdową, obmyśla plan przekazania wybrance serca wachlarz - oznakę dozgonnej miłości. Przedmiot trafia w ręce żywiołowej i prostolinijnej wieśniaczki, która ma przekazać go Kandydzie, a jest skłonna to zrobić, ponieważ zależy sama chce poślubić ukochanego szewca i uwolnić się tym samym od brata, który uknuł za jej plecami zgoła inną wizję przyszłości, młoda dziewczyna liczy więc na pomoc majętnej przyjaciółki. Wydaje się to dość proste, lecz z rąk żywiołowej wieśniaczki wachlarz zamiast w ręce zakochanej Kandydy, trafia na języki małego miasteczka. I choć widz podskórnie przeczuwa pozytywne zakończenie to jednak autor nic sobie z pragnienia widza nie robi i zaprasza go na dwugodzinną obserwację słabostek i przywar głównych bohaterów tej żywej komedii intryg. Nieporozumienie zakochanych będzie starał się rozwikłać niezdarny hrabia, skłonna do plotkowania i knucia handlarka, zainteresowany piękną Kandydą baron co wielokrotnie wywoła śmiech na widowni. Hrabia żyje w złudzeniami i przeświadczony o swojej wielkości, wielkim majątku i nobilitującym pochodzeniu zdaje się nie zauważać, że całe miasteczko ma świadomość jego niewypłacalności i nieporadności.

Na uwagę zasługuje postać Hrabiego, który żyjąc złudzeniami o byciu wielką, wybitną, godną największego szacunku osobą, nie zdaje sobie sprawy z tego, że całe miasteczko wie, że lepiej nie wchodzić z nim w interesy, ponieważ jest niewypłacalny. Wielobarwna jest także handlarka, pełna niezgody na życie w tak nudnym i małym miasteczku, kolorując szarą codzienność drobnymi intrygami i plotkami. A ponieważ zna każdego mieszkańca nic nie stoi jej na przeszkodzie, aby to życie trochę pokolorować drobnymi intrygami. Pełna życia i przykuwająca uwagę jest także Giannina, wieśniaczka, kochająca szewca, dążąca do wyzwolenia się spod władzy brata.

Pewne szablony postaci w uprawianym przez dramaturgów gatunku, jakim była commedia dell'arte, były gwarantem dobrej zabawy na widowni, nic przecież tak nie bawi jak żołnierz samochwał, para zakochanych nie mogących być razem, błazen, nieporadny lekarz, nieudolny prawnik, zdradzany baron czy sprytne i obrotne kobiety knujące przeciw sobie intrygi. Goldoni, dobrze znając te formę teatralną poszedł krok dalej - zrezygnował z ciasnej konwencji i bliźniaczych postaci, napełnił marionetkowe postaci realizmem, nie odbierając werwy akcji opartej na ludzkich słabościach i wadach.

Wspaniałym dodatkiem do tak odnowionej formy przez Goldoniego jest powrót do commedii dell'arte w choreografii. Commedia zakładała bowiem ekspresję ruchu. Najistotniejszą rzeczą był gest, ekspresja całego ciała, skłonność do błazeńskich popisów. W obejrzanym przeze mnie spektaklu przesadna ekspresja, gesty, skłonność do błazeńskich popisów świetnie kontrastuje z poważnymi wyznaniami i monologami bohaterów. Zapewne trudną dla aktorów choreografię, mająca oddać porywistość bójek, intymność wyznań czy próby wydostania się z opałów, ja odbieram jako bardzo przemyślaną i lekką. Choreografia jest tak skonstruowana, że niejednokrotnie miałam wrażenie jakby bohaterowie byli marionetkami, w rękach sprawnego, przekornego, ale i czułego na ich los lalkarza, a zastyganie w ruchu na zwieńczenie pierwszego aktu i spektaklu dodało bajkowości całemu przedstawieniu i pogłębiło przekonanie, że lada moment nastąpi zmiana marionetek, scenografii i zobaczę kolejną opowieść.

"Wachlarz" Goldoniego jest spektaklem, który ogląda się bardzo przyjemnie. Choć różnice w pracy nad impostacją głosu w zespole są słyszalne, to jednak nie przeszkadza tak bardzo w odbiorze, ponieważ cały zespół jest bardzo zaangażowany. Szczególnie uwagę przyciąga Sławomir Orzechowski jako Hrabia przyjmujący z gracją każdą kolejną porażkę, Przemysław Kowalski wcielający się w postać Ewarysta, jego sposób na komiczne przedstawienie rozdzierającej serce niepewności rozbawi najpoważniejszego widza na sali. Nie sposób nie wymienić także Moniki Pawlickiej, która przykuwa widza swoją charyzmą, którą podzieliła się z graną postacią.

Katarzyna Zimoląg
Dziennik Teatralny Kraków
20 stycznia 2022
Portrety
Maciej Englert

Książka tygodnia

Sztuka aktorska Aleksandry Śląskiej
Uniwersytet Gdański
Marta Cebera

Trailer tygodnia