Walka o siebie

"Stworzenia sceniczne" – reż. Robert Czechowski – Lubuski Teatr w Zielonej Górze

Wydawać by się mogło, że w XXI wieku nikt nie będzie pamiętać o problemach, z którymi musiały mierzyć się XVII-wieczne kobiety, aktorki, dopiero wchodzące na scenę teatralną. Jednak trudności, które musiały pokonać nie różnią się wiele od tych spotykanych teraz. Losy dziewcząt walczących o swoje marzenie doskonale przedstawił Robert Czechowski w spektaklu „Stworzenia sceniczne" w Lubuskim Teatrze w Zielonej Górze.

Cisza i ciemność towarzyszą nam na początku sztuki. Siedząc na widowni, praktycznie nic nie widać. Na scenie znajdują się filary podtrzymujące dach teatru, drewniany podest (który możemy potraktować jako mniejszą scenę), dwie toaletki, parę krzeseł, miednica na stoliczku i skrzynia. Podłoga pokryta jest suchymi liśćmi. Wszystko otoczone jest pajęczynami. Światło dają tylko świece, których możemy zobaczyć kilkanaście. Kilka niezapalonych odpala wchodząca na scenę Doll Common (w tej roli Tatiana Kołodziejska).

Doll rozpoczyna spektakl od monologu, wprowadzającego w temat. Opowiada o początkach teatru, w którym po latach pojawiły się kobiety. Oczywiście tylko na scenie, bo na widowni dalej nie było dla nich miejsca. Tych, którym udało się dotrzeć do garderoby i wcielać w kolejne postacie, było niewiele. Pionierką była Pani Betterton (Elżbieta Donimirska) – żona dyrektora teatru. To ona uczyła młode aktorki gry na scenie. Oprócz niej i Doll zatrudnione były jeszcze dwie dziewczyny – Pani Marshall (Anna Haba) i Pani Farley (Marta Frąckowiak), a do zespołu dołącza Nell Gwyn (Joanna Koc).

Aktorki wcielające się w aktorki grające zarówno postacie damskie, jak i męskie, wykonują fantastyczną robotę, tańcząc na scenie, śpiewając i przebierając się kilkukrotnie. Doskonale oddają czas, w którym odbywa się sztuka. Ubrane w przepiękne, ciężkie suknie z falbanami są zjawiskowe i nieco mroczne (kostiumy: Elżbieta Terlikowska). Szczególną uwagę zwróciła postać Nell, która do teatru dostaje się dzięki sprytowi i wielkim chęciom. Jej debiut na scenie to niezwykłe widowisko, trudne do zapomnienia.

Każda z kobiet w tej sztuce ma do pokonania pewne trudności – zbyt młody wiek, zbyt dojrzały wiek, problem z zatrudnieniem. Ponadto niskie zarobki, brak stabilizacji zatrudnienia, niechciana ciąża, która jest natychmiastowym zwolnieniem z pracy. Zmagają się też z powtarzalnością ról, brakiem możliwości decydowania o sobie, uzależnieniem od woli mężczyzn. Zadajmy sobie pytanie, czy dzisiaj, w XXI wieku kobiety nie mają takich samych problemów? Z pewnością jest ich więcej niż nam się wydaje. Patriarchat w XVII-wiecznej Anglii niewiele się różni od tego obecnego dzisiaj w Polsce i na świecie. A jednak spektakl daje nam jakąś nadzieję na lepsze jutro. Pokazuje, że nawet garstka może wprowadzić olbrzymią zmianę. Przecież tych pięć niezwykle zdolnych aktorek to doskonały przykład tego, że kobiety mogą grać w teatrze i robią to fenomenalnie.

Mimo wszystko wychodząc z Lubuskiego Teatru trudno powiedzieć, że ten spektakl nam się podobał. Był przepiękny – to fakt. Był poruszający – prawda. Był widowiskowy, ale przede wszystkim był bardzo refleksyjny, dający impuls do namysłu.

Podobne odczucia daje nam dramat w reżyserii Marii Scharder z 2022 roku pt. „Jednym głosem", gdzie również kobiety biorą losy w swoje ręce i walczą o siebie nawzajem, czy film fantasyMarvela wyreżyserowany przez Ryana Cooglera pt. „Czarna Pantera: Wakanda na zawsze w moim sercu", w którym także pokazano siłę walczących kobiet.

Zarówno te filmowe produkcje, jak i spektakl w reżyserii Roberta Czechowskiego, skłaniają nas do refleksji, do niepoddawania się w walce o swoje marzenia oraz do wiary w damską siłę. Pokazanie współczesnych problemów w XVII-wiecznych realiach tylko wzmacnia odczucia, że świat dalej wymaga zmian i wszystko jest w naszych rękach.

Joanna Nawlicka
Dziennik Teatralny Zielona Góra
6 maja 2023

Książka tygodnia

Utalentowani jak Nardelli
Sekcja Krytyków Teatralnych ZASP
red.: Anita Nowak, Krystyna Piaseczna, Piotr Rudzki

Trailer tygodnia