Walka walce nierówna

"Popiełuszko" - reż. Jan Nowara - Teatr Dramatyczny w Białymstoku

Zacznę od końca. Oglądałam spektakl dla szkół. Zgaduję, że dla gimnazjów. Nastolatek to wymagający widz. Jest przyzwyczajony do zawrotnego tempa akcji, trudno mu się rozstać z telefonem, albo nie śmiać się w najmniej odpowiednim momencie, jeśli akurat koledzy się śmieją.

Z taką młodą publicznością musiał się zmierzyć Jakub Lasota, grający gościnnie główną rolę oraz zespół Teatru Dramatycznego w Białymstoku w spektaklu "Popiełuszko". Najlepszą sceną Lasoty jest scena finałowa. Kiedy spektakl pozornie się kończy, aktor zapowiada "na biało" (w domyśle: już poza rolą), że chciałby coś jeszcze powiedzieć. Schodzi na proscenium, stając na poziomie oświetlonej widowni i wypowiada tekst przygotowany jakby specjalnie na tę okazję: "A wy, drodzy przyjaciele, musicie mieć w sobie coś z orłów. Musicie ducha hartować i wznosić wysoko. [] Jednak, czy będziecie mogli być jak orły, zależy przede wszystkim od tego, komu pozwolicie rzeźbić w waszej duszy i w waszym umyśle, pamiętając, że obywateli prawych nie produkuje się w fabrykach, ale pod sercem matek i pod okiem prawdziwych wychowawców, którzy wzór dobrego nauczyciela biorą z Jezusa Chrystusa". I co się dzieje na widowni? Szepty, uśmieszki, nagrywanie komórkami? Nie, cisza. Ta cisza i te patetyczne z pozoru słowa wypowiedziane bardzo zwyczajnie przekonały mnie, że mimo pewnych słabości dramaturgicznych i przewidywalnej inscenizacji "Popiełuszko" znajdzie swoją publiczność.

Autorzy, z których jeden, Jan Nowara, wyreżyserował spektakl, czerpią z materiałów dokumentalnych i przedstawiają je na scenie. Wydarzenia bazują raczej na prawdzie historycznej, niż "dają złudzenie prawdy", jak w dramacie "Popiełuszko. Czarna msza" Małgorzaty Sikorskiej-Miszczuk, za który autorka dostała Gdyńską Nagrodę Dramaturgiczną w roku 2012. Są to biegunowo różne utwory. U Sikorskiej-Miszczuk dominantami były: alegoria, polityka (kościoła), anty-pomnikowość. Trio Szczebiot/Żukiewicz/Nowara skoncentrowało siły na: faktografii, mocy wiary, apoteozie.

Protest-spektakli o tym, jacy to Polacy są beznadziejni, nie brakuje. Również o rozchwianiu emocjonalnym, płynności seksualnej i walce politycznej mówi się (a nawet krzyczy się) sporo. Za to spektakli pokazujących pozytywne wartości albo wzorce postępowania jest jak na lekarstwo. O wiele łatwiej zobaczyć przedstawienie, w którym ojciec molestuje seksualnie swoją córkę, niż takie, w którym syn okazuje czułość matce. "Popiełuszko" trafia więc w przestrzeń niezagospodarowaną i żyzną. Od strony aktorskiej także widzimy tradycyjny warsztat, zamiast typowej dziś sytuacji, gdy reżyserzy poza koncepcją ofiarowują wykonawcom podręczny zestaw podpórek (mikrofon, papieros, kamera). Na tym tle "Popiełuszko" prezentuje się jak zabytek archeologiczny. Jako spektakl biograficzny, hagiograficzny lub nawet pasyjny (kapłan składający ofiarę z własnego życia) w prostych słowach opowiada o wierze, odpowiedzialności i rodzinie. Doceniam więc autorów tekstu, Konrada Szczebiota, Janinę Żukiewicz i Jana Nowarę, za wybór tematu. Zdecydowali się opowiedzieć historię życia księdza Jerzego Popiełuszki od narodzin do śmierci. Wykorzystali fragmenty kazań kardynała Stefana Wyszyńskiego oraz samego Popiełuszki. Pokazali, w jaki sposób ksiądz Jerzy zjednywał sobie rzesze wiernych, jak rozwijał się jako duchowny i umacniał jako człowiek. Nie ustrzegli się przy tym kilku zawodnych rozwiązań, które obniżają dynamikę akcji i wydają się raczej wytrychami, niż pomysłami. Należy do nich wprowadzenie postaci dziennikarki, której opowiada o swoich perypetiach sam ksiądz Jerzy oraz osoby, które spotkał na swojej drodze. Takie rozwiązanie wydaje się zbyt łatwe, pozwala połączyć w trakcie jednego dialogu pań pijących kawę - studentki, pielęgniarki, zakonnicy - odległe wątki i sytuacje, nie buduje jednak żadnego napięcia, nie niesie emocji.

Dużym wytchnieniem w epoce internetowej zajadłości i prób ośmieszania się wzajemnie, niezależnie od racji, a nawet szacunku należnego drugiemu człowiekowi, było dla mnie usłyszenie ze sceny słów: "Każdy przejaw przemocy dowodzi moralnej niższości. Najwspanialsze i najtrwalsze walki, jakie zna historia to walki ludzkiej myśli; najnędzniejsze i najkrótsze to walki przemocą".

Kamila Łapicka
e-teatr.pl
7 lutego 2018

Książka tygodnia

Kryptonim Dziady: Teatr Narodowy 1967-1968
Wydawnictwo Bellona
Janusz Majcherek, Tomasz Mościcki

Trailer tygodnia

2. Teatroteka Fest - 2018
„Sprawa Rity G." Jolanty Janiczak w r...