Wasilewska: postać tragiczna

Rozmowa z Aleksandrą Skorupą

Polityka zawładnęła i zniszczyła jej życie prywatne. Idee, którym hołdowała, zostały wypaczone przez system totalitarny. Myślę, że dziś Wasilewska mogłaby do nas przyjść z przestrogą przed tym, do czego prowadzą utopijne ideologie.

Z Aleksandrą Skorupą, studentką III roku dramaturgii PWST w Krakowie, rozmawia Jakub Wydrzyński z Dziennika Teatralnego.

Jakub Wydrzyński: W czerwcu na PWST w Krakowie zaprezentowałaś napisany i wyreżyserowany przez siebie monodram pt. „Wanda Wasilewska". Skąd pomysł na Wasilewską? Przedmiot o postaciach historycznych, temat narzucony przez wykładowcę?

Aleksandra Skorupa: Przedmiot, na którym zrealizowałam „Wasilewską..." nazywa się Praca nad tekstem własnym. Opiekę pedagogiczną sprawowały Iga Gańczarczyk i Maria Spiss. Temat zajęć brzmiał: Kobieta, pokolenie, biografia. Mieliśmy wybrać i połączyć dwa z tych trzech komponentów, czyli np. „kobieta, biografia" albo „pokolenie, biografia" i napisać własny tekst. Ja stwierdziłam, że nie chcę tylko pisać tekstu ale od razu zacznę myśleć o wystawieniu go.

Wybrałaś „kobieta" i „biografia" i do tego postać tak wciąż kontrowersyjną, jak Wanda Wasilewska. Dlaczego?

Tak, to jest ciekawe, bo ta Wasilewska siedzi mi w głowie od jakiś dziesięciu lat. To postać, która bardzo mnie nurtuje. Kiedy o niej czytałam, myślałam sobie: „Nie, to nie tak. Ona nie może być taka z gruntu zła". Ja w ogóle nie wierzę, że ktoś może być po prostu z gruntu zły. Jeśli poza lekcjami historii Wanda Wasilewska w ogóle się jakoś pojawia w naszej obecnej świadomości, to zwykle w takich hasłach i sloganach jak „Wanda Wasilewska – kochanka Stalina", „Wasilewska – zdrajczyni ojczyzny" i przez to myśli się głównie o jej wojennych kolaboracjach i tym, co działo się z nią po wojnie, czyli o jej kontaktach z władzą, Stalinem, Chruszczonej i jej powiązania polityczne. A mnie ona od dawna ciekawiła mnie jako ona, człowiek. Nie miałam pojęcia o jej prywatnej nieoficjalnej biografii. Podejrzewałam, że tam musi być coś ciekawego. Zaczęłam zbierać materiały i dotarłam do książki „Wanda Wasilewska". To jest rzecz wydana jeszcze w czasach PRL, więc ma taki bardzo propagandowy wstęp, natomiast resztę stanowią bardzo ciekawe artykuły, wypowiedzi siostry Wasilewskiej, teksty źródłowe, takie jak korespondencja Wasilewskiej i to korespondencja prowadzona od dzieciństwa, listy nastolatki piszącej do ojca, listy dorosłej Wasilewskiej pisane do mężów. Dzięki tej książce zrozumiałam, że to jest mega dziwna postać. W monodramie próbuję dotrzeć do jej nieoficjalnej biografii, jej relacji z matką, relacji z ojcem, która była bardzo dziwna, relacji z mężami. Przecież jej drugiego męża zabił prawdopodobnie jej trzeci mąż. I poza tym wszystkim jest sama Wasilewska, która nie okazuje emocji na zewnątrz. Według relacji jej bliskiej przyjaciółki Janiny Broniewskiej Wanda była bardzo cierpiąca, ale bardzo wewnątrz. Swój ból wylewała tylko w listach, albo książkach, które choć utrzymane w stylu socjalistycznym, cechowała duża emocjonalność. W związku z tym tekst, który napisałam ma trzy płaszczyzny czasowe. Z jednej strony mamy Wasilewską, która przychodzi do nas, współczesnych w 52 lata po swojej śmierci i z tego oddalenia mówi trochę autoironicznie o sobie a trochę o obecnej sytuacji Polski. Z drugiej strony mamy jej dzieciństwo. Z trzeciej strony mamy relacje Wasilewskiej z władzą i jej związki prywatne.

Na życie Wasilewskiej i na nią jako postać można by patrzeć z dwóch perspektyw: przedwojennej i powojennej. Ludzie, którzy znali ją przed II wojną światową, jak np. Marek Edelman, wspominali ją jako społeczniczkę z krwi i kości, człowieka idei. Bardzo zaangażowaną w socjalizm jako idealny porządek społeczny. I nagle ta dziewczyna wpada w samo centrum najczarniejszej totalitarnej historii XX wieku. Czy w twoim monodramie ona też ma takie dwa oblicza?

Częściowo. Mnie najbardziej zainteresowało jak to się właśnie stało, że ona znalazła się w towarzystwie wielkich komunistycznych przywódców i że w pewnym momencie ona sama była „na topie". Tu wiele wnoszące są wypowiedzi jej córki, która w filmie dokumentalnym sprzed kilku lat opowiadała, że Wasilewskiej fascynacja i zawierzenie Stalinowi było bliskie wręcz religijnej adoracji. Czyli nie działała jak chłodna karierowiczka. Autentycznie wierzyła, że gdy wszyscy ludzie będą zjednani przez Związek Radziecki, to czeka ich świetlana przyszłość, szklane domy i high-life. Pokładała wielkie nadzieje w Stalinie i gdy Stalin umarł, Wasilewska wpadła w autentyczną rozpacz. Tak, jakby odebrano jej cząstkę jej samej. Co więcej, według relacji córki, Wanda nie wiedziała lub nie chciała wierzyć, że Katyń był radziecką zbrodnią. Ewa Wasilewska mówiła wręcz: „Gdyby moja matka dowiedziała się, że Katyń to na pewno zbrodnia Rosjan, to nie przeżyła by tego".

No właśnie. Przecież wielu ludzi ideologicznie zaangażowanych i wierzących w komunizm, odchodziło z PZPR widząc zwyrodnienie systemu. Tadeusz Łomnicki choć z socjalista z przekonania, był akurat prawie całe życie artystą „partyjnym" i bardzo długo zasiadał w Komitecie Centralnym partii, ale np. Mazowiecki i Kuroń byli w partii ale potem przeszli do opozycji, gdy zorientowali się, co się naprawdę dzieje.

Wasilewska umarła w latach 60. Ostatnie pięć lat życia spędziła opiekując się wnukiem. Wówczas była już odsunięta i zmarginalizowana w ruchu komunistycznym. Czyli najpierw tuż po wojnie była na topie, jeszcze na XX zjeździe partii z Chruszczowem była w pełni blasku i chwały, ale już po XX zjeździe przestała w ogóle istnieć jako polityk. Zatem „budowała socjalizm" głównie w czasie wojny, przygotowywała paczki dla więźniów, wydawała utwory młodych komunistów, promowała ich twórczość. Zaczęłam myśleć o niej myśleć w kontekście współczesnej Polski z perspektywy takich fanatycznie wyznawanych ideologii. Do czego może prowadzić bezkrytyczne, ślepe podejście do pewnych wizji oraz idei. I z czego ono wynika. To właśnie było moje pytanie podczas pracy nad tekstem: „Z czego wynika taka ślepa wiara?" Oczywiście, można to uznać za takie typowe psychoanalityczne wątki, kiedy odnoszę się do jej relacji z ojcem, matką, tymi ich trudnymi relacjami. W jednym ze swoich listów około piętnastoletnia Wasilewska pisze: ,,Gdyby tatuś tu był, to może i ja byłabym inna". Jak na nastolatkę to były dość dojrzałe przemyślenia. Jako dziecko żyła we własnym fantastycznym świecie, wymyślała własne postaci Złotowłosego i Czarnookiego, którzy żyli w jej pałacu. Była to kobieta o bogatym życiu wewnętrznym a jednocześnie bardzo unieszczęśliwiana przez mężczyzn, poza wyjątkiem zamordowanego Marianem Bogatko. Chyba on był jej najbliższy, to wspólnie z Bogatką jeździła na wiece, organizowała te paczki. W pewnym momencie on powiedział, że chce wracać do Polski, chce się już odciąć od ZSRR. Wtedy właśnie Bogatko został zamordowany. Chruszczow zlecił jego zabójstwo Aleksandrowi Kornijczukowi, który potem został mężem Wasilewskiej. Córka Wandy mówiła, że przez lata był to w rodzinie temat tabu. Oficjalna propaganda głosiła, że Bogatkę zabili ukraińscy nacjonaliści. Wanda miała sama w to początkowo wierzyć aż do momentu kiedy sam Chruszczow przyznał, że faktycznie zabili go Rosjanie, ale „przez przypadek". Zatem była to jej bolesna tajemnica i trauma, z którą żyła przez całe życie.

Zastanawia mnie skąd w Twoim pokoleniu zainteresowanie taką postacią. Może wy macie do niej większy dystans, bo wychowaliście bez pewnych skojarzeń i stereotypów. Mnie starsze pokolenie opisywało ją jako stalinowskiego upiora. Pamiętam Stanisławę Celińską parodiującą styl Wasilewskiej w piosence „Uśmiechnij się" na Przeglądzie Piosenki Aktorskiej. Czy miałaś w głowie takie stereotypy, które chciałaś pokonać w tym monodramie?

Urodziłam się w latach dziewięćdziesiątych, kiedy trwał jeszcze solidarnościowy „boom". Pamiętam też, że w mojej rodzinie kult ,Solidarności" był ogromny i przejawiał się nienawiścią do komuny. A jednocześnie wtedy pojawiło się często powtarzane hasło „Komuno wróć". Moja rodzina się oburzała, że ktoś może w ogóle za czymś takim tęsknić. Ja też wyrastałam w tym solidarnościowym duchu, ale jednocześnie w duchu pełna podejrzliwości. To wszystko wydawało mi się za proste, że historię dzieli się tak, że do 1989 r. są komuniści i oni nie są fajni, a po 1989 są ci fajni. W 2004 SLD odeszło od władzy, bo wybory wygrali politycy PiS i PO. Z jednej strony powtarzali, że wywodzą się z ducha „Solidarności" a potem nagle się okazało, że sami w tym jednym obozie są tak bardzo skłóceni i „niesolidarni". Wtedy zaczęłam się tym bardziej interesować i rozumieć, że dawna opozycja to wcale nie jest jednolita grupa, a w strukturach opozycyjnych byli też ludzie o bardzo różnych poglądach. I to wtedy w 2004 stało się tak bardzo widoczne. Więc pomyślałam, że może należałoby też patrzeć trochę mniej jednoznacznie na postaci tych komunistów z krwi i kości. Bo wydaje mi się, że kim innym byli Wasilewska i Gomułka – tacy wielcy ideolodzy, a kim innym Gierek i Jaruzelski, czyli już typowi karierowicze, więc trzeba myśleć, kto co wówczas robił i z jakich pobudek. Natomiast jeśli chodzi o moje pokolenie, to myślę, że problemem nie jest wcale stosunek do Wandy Wasilewskiej, ale to, że chyba jakieś 90% ludzi z mojego pokolenia w ogóle nie ma pojęcia kto to był. Wydaje mi się, że mamy podstawowe braki w wiedzy historycznej. O ile jeszcze na lekcjach ten Gomółka, Gierek i Jaruzelski gdzieś się pojawiają, to już inni prominentni politycy okresu 1945-89 już są niezauważani.

I ta Wasilewska mówi o sobie sama w Twoim monodramie.

Ten monodram to właściwie „collage", zlepek różnych sytuacji z różnych czasów. Nie jest to linearna historia z klasycznym rozpoczęciem, punktem kulminacyjny i zakończeniem.

Linearny przebieg tak niejasnej i skomplikowanej biografii byłby chyba nie do zrealizowania w jednym przedstawieniu, a twoja etiuda ma 50 min. Z jakiej więc perspektywy patrzysz na Wasilewską? W jakim jest wieku, gdy mówi o sobie?

Na początku spektaklu jest kimś, kto przychodzi do nas w 2016 roku, w 52 lata od swojej śmierci, potem jest ona jako dziecko, potem jako nastolatka...

Czyli takie wywoływanie ducha...

No, trochę tak. Trochę taki duch, który tu przyłazi. Ale on się upostaciawia w różnych czasach, jako 7-latka, 16-latka, itd. Mówi o swoich relacjach z mężczyznami, słyszymy jej wystąpienia publiczne, wypowiedzi o działalności społecznej, o tym, co dają jej ludzie, jest też poruszony wątek Wasilewskiej jako literatki. Ale to wszystko splata się z tym czasem obecnym, z naszym „tu i teraz". Ona sama zastanawia się co może powiedzieć współczesnym.

Właśnie. A co ty sama myślisz? Co Wasilewska mogłaby dziś nam powiedzieć?

Ona tak trochę przychodzi do nas z „czerwoną lampą". Analizowałam dużo przemówień Wasilewskiej, ale też wiele tekstów współczesnych przemówień politycznych. Zastanawiałam się do czego te współczesne nawoływania mogą prowadzić. Kult jednostki czy jakikolwiek ekstremalny przejaw kultu. Ona miała Stalina. Dziś Kościół pełni w pewnym sensie podobną rolę. Mnie bardzo w tym kontekście intrygują wystąpienia Rodziny Radia Maryja. To już bardzo kojarzy mi się z latami 50-tymi, z atmosferą tamtych wieców, na których tłumy skandowały: „Stalin! Stalin!". Dziś tłumy radiomaryjne krzyczą: „Jezus Królem Polski!". Myślę, że ten fenomen i mechanizm jest bardzo podobny. Dlatego myślę, że Wasilewska mogłaby do nas przyjść z ostrzeżeniem, z przestrogą przed tym, do czego prowadzą właśnie takie zjawiska społeczne.

Czyli Wasilewska – postać tragiczna.

Dla mnie tak. Tragiczna.

A jak rozumiesz ten tragizm: czy on się rozegrał bardziej w jej życiu osobistym i zniszczył ją jako „żonę, matkę" czy bardziej zniszczyło w niej człowieka idei?

Myślę, że była postacią tragiczną w każdym wymiarze. Prywatnie była kompletnie zrujnowana. Chyba dopiero pod koniec życia, gdy urodził się jej wnuk, to uzyskała wreszcie jakiś spokój wewnętrzny. Chociaż podobno do końca życia czuła tęsknotę za Polską. W listach do Broniewskiej ciągle pisała, że chciałaby wrócić do ojczyzny, ale była już totalnie steranym człowiekiem, była bardzo chora. Ostatecznie zmarła na zawał, ale od dziecka była bardzo wątłego zdrowia. Przy tym paliła ogromne ilości papierosów. Nawet na zdjęciach ciągle widać ją z papierosem. Jako człowiek idei też przegrała. Mimo że była bardzo bliską wspólpracownicą Stalina i Chruszczowa, to właśnie oni wydali wyrok śmierci na jej męża. Czyli polityka zawładnęła jej życiem prywatnym niszcząc je. A idee, którym hołdowała, zostały wypaczone przez system totalitarny. Dziś już wiemy to na pewno.

Jak odbierasz ten cały motyw bycia poza ojczyzną? Czy myślisz, że ona nie wracała, bo bała się, że ta Polska Ludowa nie jest taka, o jakiej marzyła. Czy po prostu była już zbyt chora by wracać i zaczynać życie od nowa.

Ona z tym powrotem miała problem ideologiczny. Powiedziała kiedyś, że chciałaby wrócić do Polski, ale pod warunkiem, że Polska byłaby częścią Związku Radzieckiego. Bo tak naprawdę, to ona żyła w radzieckiej republice ukraińskiej, a nie w samej Rosji radzieckiej. Ale odbierała to jako radziecką wspólnotowość, a Polska jako państwo satelickie wymykała się z tej wspólnoty. Chyba to ją najbardziej mierziło i dlatego już podczas wojny zdecydowała, ze nie wróci do Polski. W jej późniejszych listach czuć było nostalgię, ale to był raczej wyraz sentymentu do kraju dzieciństwa.

Czy myślisz, że ten monodram można traktować jako teatr zaangażowany, społeczno-polityczny, jak np. sztuka Demirskiego o Wałęsie? Wokół Wałęsy też nagromadziło się wiele kontrowersji i pojawiły się nawet, tak jak w przypadku Wasilewskiej, hasła zdrady ojczyzny. Czy Wasilewska mogłaby się dziś stać np. bohaterką „Krytyki Politycznej"?

No właśnie, kiedy dziś czyta się artykuły o Wandzie, to 70% procent z tego, co się pisze, to są to bardzo krytyczne materiały publikowane w mediach prawicowych, ale to, co pisała o Wasilewskiej właśnie „Krytyka Polityczna" jest bliskie temu, o czym ja mówię. Właśnie w „Krytyce..." ukazał się materiał, w którym autor pisał, że Wasilewska była utopistką i naprawdę wierzyła w komunizm. Tylko, że mój spektakl, oprócz tego, że traktuje o polityce, to ma taki wymiar „psychologizujący" postać Wandy. Czyli, że nie napisałam tego z pozycji dystansu wobec bohaterki, ale starałam się ją „uczłowieczyć". Choć ta psychologia jest porwana, nie ma w niej linearnego ciągu rozwoju bohatera, od dzieciństwa po śmierć. Ale zdecydowanie prywatność Wasilewskiej jest w tym tekście ważna.

Czyli wolałabyś jej nie oceniać jednoznacznie.

Nie. Nie chciałabym kreować jej na wielką bohaterkę, ale nie chciałabym też aby pozostała taką stereotypową figurą, kimś karykaturalnym.

Na pewno „latwiej" jest pisać sztukę o postaciach odbieranych jednoznacznie pozytywnie, jak Rotmistrz Pilecki, niż o komunistce Wasilewskiej. Jakie widziałaś problemy przy pracy nad tym scenariuszem?

Przede wszystkim zupełnie inaczej pracuje się nad tzw. pozytywnym bohaterem. Wtedy zazwyczaj są dwie drogi, czyli albo robi się laurkę, akademię na cześć, albo próbuje się tego bohatera demitologizować. Ale to jest w sumie mało ciekawe. Bo, gdy bierzesz na warsztat osobę, która na już przyklejoną jakąś łatę i mówi się o niej: „zła", „zdrajczyni" itd. , to o wiele ciekawiej jest dobierać się do jej newralgicznych punktów. W przypadku Wasilewskiej pierwszą trudnością był wybór wątków. Co mogłoby być ciekawe dla odbiorcy. Czego ludzie zazwyczaj nie wiedzą, a mogliby się dowiedzieć z tego monodramu. Jej życie wydało mi się takie ciekawe, bo ono samo w sobie jest dobrym materiałem na film. Jest w nim tyle wątków, punktów zwrotnych, dramatów. Ale z takiej ilości atrakcji też mogłaby wyjść jakaś biograficzna patetyczna wydmuszka. Dlatego starałam się to jakoś zafiksować, znaleźć nie sztampową perspektywę, coś, co ty określiłeś właśnie jako „wywoływanie duchów". To miało sprawić, by bohaterka mogła mówić do nas współczesnych, żeby nie była taką Wandą zakonserwowaną w 1950 roku, tylko Wanda przychodząca do nas i patrząca na nas w roku 2016. Jakaś taka moja fantazja na ten temat.

Czemu nie. W USA w środowiskach lewicowych intelektualistów znów popularna staje się Róża Luksemburg. Czy myślisz, że kobiety komunistki z tego rewolucyjnego okresu mogą być atrakcyjne, bo to były „wojowniczki", więc dziś można ich biografie odczytać w kluczu feministycznym?

Tak, to jest ciekawe, bo tu jeszcze wybija temat ciała. I o tym też mówimy w tym monodramie. Jaką rolę odgrywa fakt, że Wasilewska jest ubrana w mundur, czy marynarkę, które zasłaniają jej cielesność? Mówiono o niej „babochłop". Więc pytamy się: „Gdzie jest kobiecość Wandy w Wandzie?" Być może jej kobiecość rozwinęła się i rozkwitła dopiero wówczas, gdy niańczyła swojego wnuka. Podobno kiedy się urodził, to ona absolutnie zwariowała na jego punkcie i wręcz powiedziała, że dzieci są zdecydowanie przeznaczone dla babek a nie dla matek. Dopiero gdy jest się babką, to wie się, co to znaczy mieć dziecko. Z drugiej strony, skoro przez lata ciągnął się za nią ten mit „kochanki Stalina", to ona funkcjonowała w zbiorowej świadomości, jako ktoś, kto „ofiarowuje swoje ciało" dla polityki, idei. Pojawiło się więc pytanie jaki to miało wpływ na jej kobiecość.

Czy sądzisz, że ona się tak specjalnie „umundurowała", bo czuła, że nawet w strukturach komunistycznych zawsze będzie traktowana mniej poważnie niż mężczyźni?

Myślę, że tak, zwłaszcza że wszystkie te hasła „kobiety na traktory" też były tylko mydleniem oczu. Za komuny od kobiet wciąż wymagano pełnienia tradycyjnych ról i również w świecie polityki nie było mowy o faktycznym równouprawnieniu. Były działaczki, ale sekretarzami i przywódcami zawsze byli mężczyźni. Wasilewska była tego świadoma i celowo wybrała męski wizerunek i męską narrację.

Dziękuję za rozmowę.

Również dziękuję.

Jakub Wydrzyński
Dziennik Teatralny Kraków
16 czerwca 2016

Książka tygodnia

Rzecz w teatrze Jana Klaty
Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego
Michalina Lubaszewska

Trailer tygodnia