We wspólnym modrzewiowym domu

"Straszny dwór" - reż. Natalia Babińska - Opera Nova w Bydgoszczy

Chwytająca za serce muzyka. Brawurowo zaśpiewane arie, fantastyczna choreografia, urzekająca scenografia i kostiumy. Stanisławie Moniuszko, kochamy Cię od pokoleń!
A także i za to, że nadal można Twoje dzieła odkrywać na nowo.

Przesłanie spektaklu „Straszny dwór" odczytujemy w reżyserskiej koncepcji Natalii Babińskiej nasyconej potężną symboliką, a także w inteligentnej choreografii. Nici ludzkiego żywota symbolizowane przez moniuszkowskie prządki, nasycone polskimi ludowymi wierzeniami i wzbogacone o mitologię, tak splatają zaplanowane z góry losy ludzkie, że wszelkie intrygi, mające zakłócić ich przebieg i pozbawić szczęścia, nie są w stanie im przeszkodzić. A rozpuszczone włosy prządek nie tylko są znakiem przędzy pozyskiwanej w czasie Godów, ale także są symbolem mocy i wolności. Przesłanie to wspomaga makieta imitująca nici, z których wykonane są ludowe serwetki. Sygnalizujące świat kobiet, pełen czystych intencji i działań, takich jak biel nitek, z których zostały wykonane. Jak pragnienie o wspólnym, pełnym zgody, domu.

Warto przyjść na „Straszny dwór" do Opery Nova w Bydgoszczy, by podziwiać nie tylko oryginalny reżyserski koncept, ale także, by dostrzegać jego detale budujące jego klimat. A jest on szczególny, bowiem Natalia Babińska umieszcza świat sceniczny w muzycznej pozytywce i w starym zegarze. Tej pierwszej przypisuje się moc przenoszenia w czasie i ożywiania postaci. I taką formułę przybiera przepiękna plastycznie scenografia autorstwa Diany Marszałek oraz Julii Skrzyneckiej. Wieko pozytywki niczym półkula wyznacza ramy świata. W nim funkcjonują postaci, tutaj kumulują się ich działania, emocje; tutaj centruje się światło. Podstawą tej scenicznej pozytywki jest obrotowa scena w kształcie koła jak krąg życia, ze środkiem, który w noc sylwestrową staje się miejscem wróżb. Ale jest i druga pozytywka, nieco mniejsza, ustawiona na stoliku na proscenium, przy którym zasiada przywołany sam kompozytor Stanisław Moniuszko. To on przywołuje muzykę, którą stworzył oraz inicjuje akcję sceniczną, puszczając w ruch pozytywkę. I obserwuje kolejną inscenizację swego dzieła.

A stary zegar? Nie tylko odmierzający czas swym równym rytmem, ale także mający w sobie dużo symboliki. Czas uwalnia z siebie demony. Ale i jego egzemplifikacja jest niezwykła plastycznie. Bo oto, komnata z portretami prababek raz to kojarzy się z wnętrzem bardzo starego zegara, innym znów ze zrujnowanym dworem, który z kolei też niesie jednoznaczną symbolikę. Bardzo to ciekawe rozwiązania reżyserskie i scenograficzne. Ale jest ich znacznie więcej. Bo obok postaci Stanisława Moniuszki pojawia się Rycerz, którego orężem nie jest miecz lecz anielskie skrzydła. Tomasz Gruszecki i Agnieszka Błaszczyk jako Rusałka, postaci ze świata baśni i legend, są zgodnie z ludowymi wierzeniami, obecni wśród ludzi podczas przełomowej nocy starego i nowego roku. Mało tego. Jest także i Zły Duch, w roli którego występuje Jakub Zarębski, snujący się w ziemskiej rzeczywistości. Jest i Śmierć, przypominająca o sobie w scenie finałowej. Ale już znacznie wcześniej, kiedy Stefan śpiewa swą arię, zegar przywołuje z przeszłości inną jej personifikację w postaci grupy kobiet i dzieci; sierot po powstańcach styczniowych.

Warto także zauważyć, w jak wspaniały sposób Diana Marszałek oraz Julia Skrzynecka, skonstruowały scenę z elementów i motywów pochodzących z polskiej sztuki ludowej. Dzięki nim, powstał wielobarwny plastycznie obraz urzekający swym kolorytem. Spadający jak z nieba ludowy pająk z wielobarwnych tęczowych pasów, rozpościera się podczas powitania chlebem i solą nad powracającymi do domu braćmi. Nie byłoby tego klimatu bez kostiumów Martyny Kander. Te mistrzowsko zaprojektowane kreacje, stylizowane na modę XIX wieku, tworzą też kontrasty pomiędzy postaciami. Na przykład, ostre, gorące i dynamiczne barwy stroju Cześnikowej idealnie określają jej charakter skłonny do dominacji, snucia intryg i manipulowania cudzym życiem. Podobnie jest i z kostiumem Damazego, w roli którego wystąpił Szymon Rona, sytuującego go w pobliżu fredrowskiego Papkina.

Ogromne znaczenie dla reżyserskiej wizji „Starego dworu" ma choreografia Anny Hop, obrazująca nie tylko jej interesującą inwencję środków wyrazu, ale przede wszystkim wspaniały zmysł wyobrażeniowy układów tanecznych. Świeżością swoich pomysłów porwała za sobą zespół baletowy Opery Nova, który z ogromną fantazją, niezwykle precyzyjną techniką oraz niesłychaną ekspresją, to znów delikatnością i wrażliwością, po prostu urzekł widzów. Scena noworocznych wróżb pośrodku koła, w której ciała tancerzy wyrażały treść przepowiedni, to jedna z piękniejszych scen baletowych! Światło dodawało magii tej chwili za sprawą reżyserii Macieja Igielskiego.

Jednak opera głosami śpiewaków stoi i tak jest i w tym spektaklu. Bez wątpienia gwiazdą wieczoru był Łukasz Załęski jako Stefan. Swą niezwykłą artystyczną wrażliwość oraz szlachetną barwą głosu wprost zaczarował publiczność. W arii „Cisza dokoła, noc jasna, czyste niebo" zabrzmiał liryzm, tęsknota, poczucie utraty bezpieczeństwa, a przede wszystkim miłość do matki. Była to chwila, podczas której muzyka zjednoczyła się z głosem i emocjami. Nie do zapomnienia. Z kolei Janusz Żak jako Zbigniew uosabia mężczyznę o silnym, zdecydowanym usposobieniu, i aktorsko znakomicie kontrastuje charaktery obu braci. Kreowaną postać buduje przede wszystkim głosem, zachwycając publiczność jego barwą, pięknem oraz skalą.
Równie ciekawie prezentują się na scenie obie siostry Hanna i Jadwiga, córki Miecznika. Julia Pruszak jako Hanna doskonale przedstawia się wokalnie i aktorsko w partiach solowych oraz w duetach. Barwa jej sopranu urzekała swą dźwięcznością. Dorota Sobczak umiejętnie wykorzystała interesujące brzmienie swego mezzosopranu do wykreowania bardzo wyrazistej w postępowaniu Jadwigi.
A Skołuba? Osobliwie ciekawie skonstruowana to postać. Łukasz Jakubczak cudownie balansuje pomiędzy zachowaniem powagi a poczuciem humoru. Tworzy postać, głównie barwą swego wyjątkowego basu. Konstruuje nim prawdziwą siatkę emocji, na której nie tylko osadza siebie samego, ale łapie w nią Macieja, w którego wciela się Bartłomiej Kłos. Łukasz Jakubczak tworzy zupełnie nową oryginalną wizję postaci Skołuby. Aria „Ten zegar stary" to prawdziwa perełka wokalno-aktorska pełna krotochwili, powstała również dzięki Bartłomiejowi Kłosowi. Artysta stworzył obraz dzielnego żołnierza, jednocześnie „bojącego się duchów" warunkami głosowymi i wykonawczymi. Jego reakcje idealnie współgrają z tym, o czym śpiewa Skołuba.
Pełnym blaskiem zajaśniał również wokalnie mistrz Leszek Skrla jako Miecznik. Małgorzata Ratajczak w roli Cześnikowej wyśpiewała i stworzyła postać nie pozbawioną elementów komediowych. Także i Aleksandra Pliszka, śpiewając słynne „ciężko wam przy igle" cudownie obniża głos, przydając kontrastu.

I finałowy mazur. Ten polski taniec narodowy, tym razem został nie wytańczony w szalonym dynamicznym tempie, lecz jego żywiołowość została „wygrana" przez orkiestrę i „wyśpiewana" przez Chór. I to z jakim natężeniem i emocjami! Cały ciężar tej słynnej kończącej „Straszny dwór" sceny, przejęła muzyka i śpiew i to one porwały za sobą widzów. Wielkie brawa dla maestro Piotra Wajraka i mocy wykonawczej Chóru Opery Nova! Usytuowani zaś w wyznaczonym kole miejsca i czasu tancerki i tancerze wytańczyli mazura w spowolnionym tempie, kojarzącym się marazmem, z niemożnością wykrzesania z siebie ognistych dynamicznych kroków.

Czy zatem łatwo było mistrzowi Stanisławowi Moniuszce opuścić Operę Nova po obejrzeniu takiej realizacji jego dzieła? Mam wrażenie, że przysłana z jego czasów tajemnicza Niewiasta, kolejna egzemplifikacja Śmierci, której podał ramię, przeprowadziła go przez most na Brdzie, do czasów, kiedy stworzył „Straszny dwór".

Ilona Słojewska
Dziennik Teatralny Bydgoszcz
29 kwietnia 2019

Książka tygodnia

Ksiuty z Melpomeną
vis-a-vis
Stefan Wiechecki

Trailer tygodnia