Węgrzy bez barier, lwy i diabeł

1. Międzynarodowy Festiwal Sztuk „Trans/Misje"

Węgierski spektakl sztuki „Drzwi" Magdy Szabo w reżyserii Evy Naszlady z Teatru im. Mihaly Csokonaiego w Debreczynie dowiódł przekonywująco, że jeśli czytelna realizacja i świetne aktorstwo w konsekwencji sprzyjają przejrzystości bariera językowa w przypadku Węgier w zasadzie nie do pokonania w rzeczywistości nie jest wielkim problemem.

Węgierska opowieść z przesłaniem o ludzkiej samotności, zarazem wsparciu i współistnieniu w potrzebie bez oporów trafiała do polskich widzów otwierając ich emocjonalnie i skłaniając do refleksji. Co w teatrze było, jest i będzie najistotniejsze. Tak uważam, nie będąc oryginalnym, że bez emocji i refleksji, nie ma sztuki, w tym sztuki teatru. Sztuki, teatru bez refleksji i emocji sobie nie wyobrażam. A zatem, niech żyją Węgrzy i węgierski teatr! Darowując mu całą jego dosłowność w formie i monumentalizm bez cienia próby szukania nowoczesnych środków wyrazowych i formalnych. Może Węgrzy szukają ich w innych przestrzeniach, gdzie indziej, w innych teatrach.

Widowiskiem „Diabeł łańcucki" sygnowanym przez Teatr im. Wandy Siemaszkowej w Rzeszowie Lech Raczak wyprowadził publiczność w przestrzeń plenerową nad rzeką Wisłok z wiszącym nad nim mostem. Temat zaczerpnięty z dziejów pobliskiego Łańcuta, przywołanie kontrowersyjnej postaci szesnastowiecznego szaławiły Stanisława Stadnickiego, zwanego nie bez powodu „Diabłem łańcuckiem" dobrze służyło przypomnieniu nadal obecnych w niektórych z nas groźnych przywar wynikających trochę z zagubienia, trochę z prostactwa. Czego wolno było się spodziewać Raczak finezyjnie ograł plenery scenografią zdominowaną przez nadnaturalnej wielkości rozświetlone sylwetki koni, na których aktorzy dominując na stojącą i wędrującą za końmi publicznością wygłaszali swoje kwestie będące jakby ku przestrodze, że „Diabeł łańcucki" bynajmniej nie zginął i po trosze siedzi w wielu współczesnych Polakach. Takiemu przesłaniu świetnie służyła zwartość przedstawienia, skrótowość, nie przeciąganie poszczególnych scen, lapidarność wypowiadanych kwestii. A wszystko to bajecznie kolorowe, rozświetlone, to znowu otulone mrokiem, jakby było o duszy na przemian jasnej i mrocznej.

Spektakl Katarzyny Szyngiery „Lwów nie oddamy" także z marką Teatru im. Wandy Siemaszkowej i zamknięty w przestrzeni sceny mógł rzeszowskiej publiczności zabrzmieć cokolwiek eksperymentalnie. W tytule, co istotne, nie chodzi o miasto Lwów, lecz słynne kamienne lwy. Utrzymany w formule teatralnej publicystyki, która od jakiegoś czasu faworyzowana w polskich teatrach ma przeciwników i zwolenników, w Rzeszowie jeśli nie liczyć przykładów z zewnątrz na Festiwalach Nowego Teatru zaistniał jako zjawisko poniekąd nowe. Nowe, i od razu ambitnie wykorzystujące dobitnie i ekspansywnie współczesne polskie relacje z Ukrainą, nabrzmiałe od zaprzeszłych bolączek i współczesnych nadwrażliwości. Szyngiera stworzyła spektakl wyrazisty, ocierający się o współczesną politykę dopuszczając modny dziś na scenach aktorski ekshibicjonizm - aktorzy przerywają akcję sceniczną, wyrażają własne poglądy w sprawie i poniekąd stają się stroną konfliktu co może się podobać, ale i budzić sprzeciw, skoro teatr jest sztuką, nawet emanacją i skupieniem wielu gatunków sztuk, a nie jeszcze jedną instytucja publiczną. Niemniej spektakl Szyngiery ma prawo się podobać i nawet może spełnić ważną rolę w projekcji relacji polsko - ukraińskich. Ponadto jest zrealizowany czytelnie, dynamicznie, odważnie i jest świetny aktorsko.

Trwający od 25 do 31 sierpnia w Rzeszowie 1. Międzynarodowy Festiwal Sztuk TransMisje z hasłem „1918. Koniec i początek" będzie miał swoje kolejne edycje cyklicznie pod innymi hasłami w miastach i siedzibach współpartnerów teatralnych z Koszyc, Ostrawy, Debreczyna, Lwowa i Troków. Te ośrodki łączy z Rzeszowem w jedynym przypadku polityczne, w pozostałych jedynie kulturowe przygranicze sprzyjające wzajemnemu przenikaniu kultur.

Projekt koncentruje się na prezentacji form teatralnych, jak off, teatr tańca, lalkowy, opera, performance oraz muzyki, tańca, malarstwa, fotografii i filmu. Tego roku w Rzeszowie można oglądać malarstwo artystów z Trok oraz prace Josefa Nadja urodzonego w węgierskiej enklawie w Serbii. Obrazy nawiązujące do dramatu roku 1956 na Węgrzech pokazali goście z Debreczyna. Także obrazy nawiązujące do walk sprzed kilkuset lat. - Jedyne co możemy zrobić by się nie skłócić i nie dać wykorzystać to współpracować na niwie kultury - podkreślał Vytautas Mikalauskas z Litwy.

Taneczny spektakl „Koniec, początek, soma" rzeszowskiego Teatru O.de.la był niezwykłą opowieścią ciałem tego, co artyści czują, czym jest wolność, rozumiana przeszłością i chwilą obecną. W filharmonii słuchano oratorium „Cud niedokonany, czyli Wielki Odpust w Kalwarii Pacławskiej'39" Sławomira Kupczaka z librettem Szymona Bogacza o wędrówce małej dziewczynki przed cudowny obraz Matki Bożej z prośbą o zapobieżenie złu ogarniającemu świat przed wybuchem pierwszej wojny światowej. A także oklaskiwano operę „Acis i Galatea" Haendla z Węgier, dzieło o niezwykle delikatnej strukturze muzycznej i popisowe wokalnie, co zawsze wymaga od śpiewaków nienagannej techniki i umiejętności frazowania.

W klubie festiwalowym „Browar Manufaktura Rzeszów" codziennie można słuchać jazzu, folku, hip-hopu, klasyki i standardów muzyki rozrywkowej. Odbywają się spotkania i rozmowy z pisarzami, artystami i dziennikarzami.

Jan Nowara, dyrektor Teatru im. Wandy Siemaszkowej i pomysłodawca TransMisji podkreśla, że idea festiwalu dojrzewała dwa lata. - A dziś się urzeczywistniła jako miejsce, które łączy artystów – mówi z satysfakcją. Peter Himič, dyrektor Narodnego Stanego Divadlo w Koszycach, tłumacz Mrożka i Różewicza, zauważa, że Polacy i Słowacy rozumieli się od zawsze dobrze w każdej dziedzinie, ale szczególnie na gruncie artystycznym. Andriy Matsyak, dyrektor Narodowego Ukraińskiego Teatru im. Marii Zańkowieckiej we Lwowie dodaje: - Mamy różne języki, ale łączy nas jeden najważniejszy - język sztuki.

Andrzej Piątek
Dziennik Teatralny Rzeszów
29 sierpnia 2018

Książka tygodnia

Aktorki. Odkrycia
Społeczny Instytut Wydawniczy Znak
Łukasz Maciejewski

Trailer tygodnia