Wesele w krzywym zwierciadle

"Wstyd" - reż. Wojciech Malajkat - Teatr Współczesny w Warszawie

Wystawiona na scenie warszawskiego Teatru Współczesnego kameralna sztuka Marka Modzelewskiego "Wstyd" właściwie jest komedią.

Znajdujemy się na zapleczu domu wynajmowanego na uroczystości weselne. Przestrzeń wypełniają skrzynki, wędliny, kanapki, owoce itp. Zza drzwi słychać gwar i od czasu do czasu dźwięki popularnych melodii do tańca. Trwa wesele, są zaproszeni goście, zamówiona specjalnie orkiestra, jadło. Są rodzice pana młodego, za chwilę pojawią się rodzice panny młodej. A więc wszystko przygotowane. Brakuje "tylko" młodej pary. A brakuje dlatego, że nie było ślubu, bo pan młody odszedł od ołtarza. Dlaczego? Wokół tego pytania zbudowane jest przedstawienie.

Mimo owego gwaru, jaki słyszymy, na scenie pojawiają się jedynie cztery osoby. To rodzice narzeczonego i narzeczonej. W tym kameralnym przedstawieniu dokonuje się konfrontacja obu małżeństw, które wzajemnie obwiniają się o zaistniałą sytuację. Rodzice niedoszłego pana młodego, Małgorzata i Andrzej, są ludźmi wykształconymi, majętnymi, ona jest lekarzem, pełni funkcję ordynatora w szpitalu, jej mąż jest biznesmenem, prowadzi dochodową firmę. Należą do tzw. elity inteligenckiej. Natomiast rodzice niedoszłej panny młodej, Wanda i Tadeusz, to ludzie prości, niewykształceni, prymitywni w swoich zachowaniach. Koniecznie katolicy, no bo jakżeby inaczej. Granicę między jedną i drugą parą małżeńską stanowią różnice dotyczące pozycji społecznej i mentalności. Natomiast łączy ich język, jakim się posługują, silnie "upstrzony wulgaryzmami", a także interesy, które przy okazji małżeństwa ich dzieci starają się załatwić, nie licząc się zupełnie z dobrem młodych i ich wzajemnymi uczuciami.

Kulisy rezygnacji narzeczonego ze ślubu z dziewczyną, którą kochał, ukazują szersze tło zdarzeń i wpisują się w pseudosocjologiczny obraz polskiego społeczeństwa w obecnej dobie. Jak widać, intencją autora tekstu, Marka Modzelewskiego, i reżysera spektaklu, Wojciecha Malajkata, było ukazanie w osobach jednych i drugich rodziców czegoś w rodzaju paraboli o podziale w polskim społeczeństwie. Jest to jednak dość prymitywnie ujęta parabola.

Od strony aktorskiej spektakl poprowadzony jest bez zarzutu. Każda rola wyraziście narysowana i ekspresyjnie zagrana. Już sam dobór obsady jest celny: Iza Kuna jako Małgorzata, Jacek Braciak jako Andrzej, jej sceniczny mąż, Agnieszka Suchora w roli Wandy i Mariusz Jakus w roli jej scenicznego męża Tadeusza. Każdy z wykonawców prezentuje diametralnie różny od pozostałych image, sposób bycia, poruszania się, wysławiania. To zderzenie różnych ekspresji ożywia i wspomaga dramaturgię spektaklu, powodując, iż akcja przedstawienia toczy się wartko. Tyle tylko, że zabrakło tu wglądu do wnętrza postaci. Ów rysunek jest czysto zewnętrzny. Zresztą, jak widać, materiał literacki nie daje aktorom szansy na wewnętrzne pogłębienie granych przez nich postaci.

Przy okazji jawi się ogólniejsza refleksja dotycząca kondycji polskiej dramaturgii współczesnej. Otóż myślę, że gdyby ktoś za jakieś 50 lat zechciał na podstawie obecnie pisanych sztuk teatralnych przedstawić obraz naszej dzisiejszej rzeczywistości, miałby duży kłopot. I to nie z tego powodu, że współczesnych sztuk nie ma, bo są. Raz po raz pojawiają się jakieś teksty z przeznaczeniem na scenę, których autorzy (a jest ich niemało, wyrastają jak grzyby po deszczu, czasem na jeden sezon, dla jednej sztuki) aspirują niby to do opisu naszej rzeczywistości, czy to w sposób quasi-reportażowy, czy w przetworzeniu artystycznym (a najczęściej pseudoartystycznym). Tyle że z reguły jest to opis z punktu widzenia jednej opcji światopoglądowo-politycznej. Lewicowo-liberalnej. Takiej, gdzie koniecznie rodzina musi być pokazana w destrukcji, Kościół katolicki zaatakowany, a patriotyzm ośmieszony. Na takim fundamencie budowana jest obecna dramaturgia, teatr (w tematyce, treści i postmodernistycznej formie) i cała kultura współczesna. Owszem, szlachetne wyjątki się zdarzają, ale niestety, nie mają wpływu na formowanie, kształtowanie życia teatralnego, tym samym kulturalnego.

Temida Stankiewicz-Podhorecka
Nasz Dziennik
28 października 2019

Książka tygodnia

Wpadnij, to pogadamy...
Wydawnictwo Universitas
Krzysztof Orzechowski, Łukasz Maciejewski

Trailer tygodnia