Weselne demony

"We_selle" - reż. Wojciech Mochniej - Bytomski Teatr Tańca i Ruchu Rozbark

Teatr Rozbark zakończył artystyczny sezon wyjątkową premierą. „We_selle" w reżyserii Wojciecha Mochnieja to taneczna interpretacja tekstów okołoweselnych poruszająca temat samotności w tłumie. Wesele to sytuacja graniczna, a związane z uroczystością tą obrzędy stanowią część rytu przejścia, podczas którego w uczestnikach ujawniają się skrywane do tej pory emocje, zachowania, popędy.

Spektakl ten został zrealizowany we współpracy z Instytutem Muzyki i Tańca w ramach programu Zamówienia choreograficzne 2018. Dodatkowo, premiera została wpisana w projektu ROZ/BREAK Bytomskiego Teatru Tańca i Ruchu „Rozbark", wieńczącego i podsumowującego artystyczny sezon 2017/2018.

Choreografia Wojciecha Mochnieja pełna jest symbolicznych odniesień. W pamięci szczególnie zapada scena, w której tancerze tworzą łańcuch ze swoich ciał, taki łańcuch więzi, lecz szybko ulega on zerwaniu. Choreograf, były tancerz Śląskiego Teatru Tańca, dziś tanecznie i naukowo związany z Wydziałem Tańca w School of Creative and Performing Arts na kanadyjskim Uniwersytecie w Calgary, umiejętnie łączy elementy techniki tańca współczesnego, performensu, czy improwizacji z projekcjami video oraz tworzonymi na żywo sound scape'ami. Spektakl spina klamrą teksty kultury związane z obrzędem wesela. Muzyka Wojtka Frycza ilustruje sceniczną akcję i dynamizuje wydarzenia. W warstwie muzycznej wykorzystano również miłosne klasyki. Usłyszymy „Love me tender" Elvisa Presleya, czy zanuconą kołysankę „Na Wojtusia z popielnika". Scenografia jest oszczędna, niemalże ascetyczna. Ograniczono się do wykorzystania jedynie trzech stołów oraz białych krzeseł.

W centrum wydarzeń znajduje się młoda para, której towarzyszy tłum roześmianych gości. Biesiadnicy ubrani się odświętnie, adekwatnie do sytuacji. Jest i protagonistka – eteryczna tancerka w zwiewnej, pastelowej sukni. Tańczy z niezwykłą lekkością (jako jedyna nie ma butów). Akcja rozpoczyna się nieśmiało. Młoda para trzyma się za ręce, weselnicy zajmują swoje miejsca, a impreza powoli się rozkręca. Kiedy na stole pojawia się alkohol, minorowa atmosfera ociepla się. Pojawiają się pozytywne wibracje, aktorzy przerzucają się szklanymi butelkami, a akcja nabiera tempa. W miarę upływu czasu sceniczna akcja zagęszcza się, pojawiają się pierwsze spory, nieporozumienia, a w weselnikach budzą się skrywane dotąd żądze. Bohaterowie stłoczeni na niewielkiej przestrzeni pobudzani przez uderzające do głowy procenty puszczają wodze ułańskiej fantazji i zrywają krępujący ich do tej pory gorset konwenansów. Polskie wesele nie może się przecież odbyć bez hektolitrów alkoholu, którego nie brakuje także i w spektaklu. Następuje rozluźnienie obyczajowe intensyfikowane przez mocne trunki. A przecież picie to stały punkt imprezy, jeden z weselnych rytuałów, podobnie jak popularna gra w krzesełka, także obecna w spektaklu. Pomiędzy tancerzami narasta napięcie, rozpoczyna się psychologiczna wojna na spojrzenia, a zagrzewani do boju przez wewnętrzne demony inicjują taneczne starcie. Emocje buzują, sprawy komplikują się, ale komunikacja pomiędzy partnerami tanecznego dialogu zawodzi. Rutyna, maska, odgrywanie ról społecznie akceptowalnych – a gdzie budowanie własnej tożsamości, konstytuowanej w opozycji do stereotypów powielanych przez społeczeństwo? Biesiadnikom przygląda się nieustannie pewna obserwatorka, dobry duch, a może sumienie narodu?

W spektaklu wybrzmiewają echa dzieł należących do kanonu polskiej literatury. Znajdziemy tu odniesienia do „Wesela" Stanisława Wyspiańskiego, które można śmiało określić jako społeczną diagnozę, gdyż autor opisując ceremonię zaślubin sportretował narodowe przywary Polaków. Podobnie wygląda sprawa ze „Ślubem" Witolda Gombrowicza. Są tu próby walki z formą oraz problemem komunikacji. Nie inaczej jest w audiowizualnych realizacjach tematu wesela, zarówno w filmie Andrzeja Wajdy z 1972 r., jak i u Wojciecha Smarzowskiego z 2004, który budując audiowizualny portret Polaków nie tworzy laurki, a pamflet, gdy z premedytacją wytyka narodowe wady. Bohaterowie spektaklu gestykulują, wykonują przerysowane ruchy, próbując się skomunikować. Nadaremno. Okazuje się, że przynależenie do wspólnoty niejednoznaczne jest z „zanurzeniem" w niej. Brakuje pierwiastka „communio", prawdziwej wspólnoty, nie mówiąc już o „communio personarum" - ścisłej wspólnoty afirmujących się osób. Poruszono tu problem toksyczności ludzkich relacji interpersonalnych. Przy takiej konfiguracji literackich inspiracji w choreografii nie może zabraknąć kultowej walki z formą, gry z konwencjami oraz diagnozy społecznej wyłożonej za pomocą cielesnego alfabetu. Ideą nadrzędna jest ukazanie złożoności ludzkich zachowań. Już sam tytuł jest znaczący, a jego zapis zapowiada nowoczesne podejście do tanecznej interpretacji dzieł klasyków polskiej literatury, gdyż w „We_sellu" człon „we" (tłum. „my") został rozdzielony, sugerując rozpad wspólnoty.

„We_selle" można wpisać w nurt teatru zaangażowanego społecznie, zainteresowanego punktowaniem niuansów codziennej rzeczywistości. W dobie „thumb culture", w której scrollowanie ekranu zajmuje dominującą większość czasu, prawidłowa i w pełni zaangażowana komunikacja interpersonalna urosła do rangi złotego Graala społeczeństwa sieci. Jednym słowem to udana, ciekawa premiera.

Magdalena Mikrut-Majeranek
Dziennik Teatralny Katowice
28 czerwca 2018

Książka tygodnia

Ze szczytów Alp…Dramat i teatr szwajcarski w XX i XXI wieku
Wydawnictwo Uniwerystetu Łódzkiego
Karolina Sidowska, Monika Wąsik

Trailer tygodnia

Kto ukradł jutro?
Olga Ptak
Dlaczego wydałam tę książkę? Bo do ...