Weterani regularnych luf

"Pijacy" - Stary Teatr w Krakowie - reż: Barbara Wysocka

Pragnienie to pragnienie, kojenie pragnienia to nic więcej niż kojenie pragnienia, tak jak przesada w kojeniu jest tylko przesadą w kojeniu, kac o świcie - kacem o świcie, zaś klin - początkiem zmartwychwstania, które, czego wytrwale uczą dzieje oraz weterani regularnych luf, w pełni udaje się przy klinie trzecim, warto więc być cierpliwym. Amen. Nie ma drugich den.

Oto stara litania, katalog niezmiennych wartości polskich. Tu wszystko jest sobą. Obojętne, w jak krzywym zwierciadle przegląda się Polak z flaszką w garści, zawsze, i Boga za to chwalić, widzi Polaka z flaszką w garści. I właśnie Polak z flaszką w garści, którego nie rozmydlą lustra, jest sednem wyreżyserowanych przez Barbarę Wysocką "Pijaków" Franciszka Bohomolca. I to jest dobre. 

Tak, dobrze jest, choć mogło skończyć się fatalnie. Rzecz w tym, iż przed premierą Wysocka zdradziła prasie swe zamysły. Nie ma co kryć - po lekturze włos się jeżył. Wysocka Bohomolca zrecenzowała. Że dziełko jego naszpikowane stereotypami, że płaskie, że - co najgroźniej zabrzmiało - pokazując głupkowatych pijaków, Bohomolec "robi to w sposób karykaturalny i powierzchowny, nie zajmuje się ani pijącymi, ani rzeczywistością, w której piją". Zatem - co? Teatr zaserwuje głębie studzienne? Godne Freuda i Junga sceniczne analizy dusz spitych jednostek i społeczeństwa całego przedstawi? Da traktat o robaku odwiecznie gryzącym naród? A gdy dodać do tego, iż "Pijacy" Wysockiej to kolejny trybik festiwalu re-wizje/sarmatyzm... Lęk nasz czerniał. 

Ale cóż, bywają fiaska ocalające. Fiasko Wysockiej, która w cywilu jest zdaje się częścią żenującego krajobrazu: góra jedno małe martini bianco z zieloną oliwką na tydzień, porażka jej lekko nabzdyczonej troski w boju z prostym jak drut Bohomolcem - ocaliła teatr. Ambitnie krzywe lustro rewizyjne - wygładziło się dokumentnie. Polak z flaszką w garści był Polakiem z flaszką w garści, a nie boleśnie zanalizowanym robakiem duszy Polaka. 

Po prostu - na scenie został Bohomolec, wyborny etnograf nadwiślańskiego ochlaju. Trochę przydługi skecz, bo przecież nie wielka literatura teatralna, skecz, kabaret niczym skansen pełen wszelkiej maści gestów i językowych tików weteranów regularnych luf. Wysocka wcisnęła to wszystko w szaty epoki gierkowskiej. Cała Bohomolca ekipa weteranów regularnych luf popija więc, umiera i wedle cudu trzeciego klina zmartwychwstaje - na szarym podwórku, gdzieś między garażem, czerwonym małym fiatem, stalowym śmietnikiem i trzepakiem, w którego górnej rurze jeden z weteranów literatkę o idealnie stugramowym rozmiarze ukrywa troskliwie. 

Jeden weteran, trzeci, piąty, a obok białogłowy - weteranki tego samego, choć nie wszystkie. Przez godzinę z lekkim okładem odegrają, raczej "oddygocą" banalną historyjkę o ślubnej pomyłce, której prawie nikt nie zauważył, bo prawie wszystkim popękały w łbach filmy. Komu - jak? Otóż, nie od dziś wiadomo, że by wiarygodnie zagrać ochlaj - trzeba wiedzieć skądinąd, o co chodzi. Różnie z tym w dziele Wysockiej bywa. Całkiem jak w życiu. 

Na przykład - Błażej Peszek i Jerzy Święch. Oni muszą jeszcze długo, intensywnie trenować, choć na ich miejscu - dałbym sobie spokój. Z drugiej strony - Krzysztof Zawadzki. Porządny zawodnik. Drzemią w nim spore możliwości. Nade wszystko zaś - Juliusz Chrząstowski! Pląs jego dłoni, próbujących z powietrza ulepić pierwszą flaszkę dnia, jego wiecznie falujące ciało i oczy jak londyńskie mgły... Mistrzu, mam nieśmiałą pewność, że nasze spotkanie w realności byłoby owocne. Mocno owocne. 

I tyle. Trochę śmiechu, kilka malowniczych portretów, czasem nuda scenicznego bałaganu. Nic wielkiego, ale też nic małego. Po prostu - Bohomolec na scenie. I właśnie tym mocniej jest na niej też Wysocka. A co z nabzdyczoną troską? Trzeba sparafrazować finał felietonu Pilcha, drukowanego w programie. Trzeba rzec: po ukazaniu się na rynku teatralnym "Pijaków" Wysockiej poziom refleksji nad robakiem w Polsce nie wzrośnie. Kac - nie zmaleje.

Paweł Głowacki
Dziennik Polski
30 kwietnia 2009

Książka tygodnia

Pomarli
Wydawnictwo Czarne
Waldemar Bawołek

Trailer tygodnia