Wewnątrz cyklonu

Rozmowa z Barbarą Wysocką

To nie jest sztuka o rewolucji, to sztuka, w której rewolucja jest tłem dla rozważań o charakterze egzystencjalnym – mówi reżyserka. – Büchner swoich bohaterów lokuje w sytuacjach granicznych. Podążanie za nimi pozwala na ogląd sytuacji od środka wydarzeń, z wewnątrz cyklonu.

Z Barbarą Wysocką, reżyserką spektaklu "Śmierć Dantona" w Teatrze Narodowym, rozmawia Monika Mokrzycka-Pokora.

Monika Mokrzycka-Pokora: To nie pierwsze Pani spotkanie z Büchnerem. W 2011 roku w Teatrze Narodowym przygotowała Pani Lenza, rok później Woyzecka / Wozzecka na podstawie tekstu Büchnera i opery Albana Berga w monachijskim Kammerspiele. Co Panią pociąga w tej gorzkiej, drapieżnej, pełnej ekspresji dramaturgii?

Barbara Wysocka: - Właśnie to, że jest gorzka, drapieżna i pełna ekspresji. Śmierć Dantona to debiutancki dramat dwudziestolatka, napisany zaledwie w pięć tygodni, to literatura dzika, punkowa – dramaturgiczne Dead Kennedys. Ta punkowość łączy się z niezwykłą poetyką i formą: dzieło jest porwane, fragmentaryczne, wielowątkowe. W tekstach Büchnera nie ma cienia banału, wszystko jest nieoczywiste.
Büchner swoich bohaterów lokuje w sytuacjach granicznych. Tak jest w przypadku Lenza, Woyzecka, również Dantona. Podążanie za takim bohaterem pozwala na ogląd sytuacji od środka wydarzeń, z wewnątrz cyklonu.

Śmierć Dantona jest gęsta od znaczeń – mamy wstrząsający obraz rewolty, mechanizmy polityczne, ale także problemy moralne i filozoficzne. Na których tematach skupia się przedstawienie?

Tekst jest wielowarstwowy i warstwy te przenikają się wzajemnie. Główny bohater próbuje w warunkach rewolucji i sporu politycznego odnaleźć własną drogę. Jest wciągnięty w tryby mechanizmów politycznych, ścigany przez wrogów, dręczony pamięcią o własnych zbrodniach, zagrożony śmiercią.
Śmierć Dantona to nie jest sztuka o rewolucji, to sztuka, w której rewolucja jest tłem dla rozważań o charakterze egzystencjalnym. Danton zastanawia się, czy jego życie ma sens, czy jego działanie ma sens, i czy w związku z tym czyjekolwiek życie i działanie mają sens.
To są pytania Büchnera, zadawane przez Dantona. Büchner często każe bohaterom mówić w swoim imieniu, każdy z jego protagonistów ma w sobie coś z autora.

Danton zostaje skazany z wyroku Trybunału Rewolucyjnego, który został przez niego stworzony...

Wniosek, że rewolucja zjada własne dzieci jest mało odkrywczy. Taka jest kolej rzeczy. Natomiast wyjątkowe w dramacie Büchnera jest to, że Danton poddaje się temu kołu historii, właściwie daje mu się zmielić z własnego wyboru.
Na strach nie ma miejsca w tej rzeczywistości. Śmierć w czasach masakr jest bliska, oswojona, może się okazać wyzwoleniem od poczucia bezradności, od tortur i śmierci z rąk innych, od walki skazanej na porażkę. Może być ucieczką lub po prostu lepszym wyborem: wyborem własnym. Śmierć może też oznaczać narodziny bohatera, trzeba tylko umieć umrzeć ładnie. Efektownie.

Jaki obraz rewolucji zobaczymy na scenie?

Büchner nie przedstawia rewolucji w sposób oczywisty. Nie przedstawia nawet samej śmierci Dantona – moment egzekucji, opadnięcia ostrza gilotyny, nie jest opisany. Można powiedzieć, że śmierć Dantona to raczej umieranie Dantona: proces dłuższy, trwający przez całe jego życie. Ale tytułowy bohater pozostaje w naszej pamięci żywy, z głową wciąż zintegrowaną z ciałem. Nie zobaczymy martwego Dantona, ponieważ w momencie śmierci Danton tak naprawdę zostaje stworzony jako legenda.
U Büchnera przedstawione jest spotkanie ze śmiercią: gra toczy się o to, kto umrze pierwszy, a kto ostatni.
Jego bohaterowie są odizolowani od wydarzeń, które rozgrywają się na zewnątrz; niewiele jest scen, w których pokazany jest tłum – najważniejszy aktor rewolucji. Politycy są od tłumu odcięci, politykę uprawia się w zamkniętych gabinetach, a kiedy politycy wychodzą do tłumu, zaczyna się teatr.

Czy będzie Pani na scenie opowiadać także o drogach, które zapoczątkowała rewolucja francuska?

Na scenie będę realizować dramat Büchnera, ale skojarzenia towarzyszące nam podczas lektury i pracy nad scenami obejmują doświadczenia kolejnych stuleci.
Rewolucja francuska otworzyła z jednej strony drogę demokracji, a z drugiej strony furtkę totalitaryzmom. Była tym momentem, w którym okazało się, że króla można zabić. Monarcha przestał być pomazańcem bożym, a stał się figurą władzy. I w tym sensie opowiadamy o tym, jak trudne jest życie w świecie, w którym hierarchie nie są dane raz na zawsze, tylko stwarzane przez człowieka. Dramat stawia pytanie, jak żyć w świecie stworzonym przez człowieka, a nie przez Boga. A człowiek jest w stanie zbudować – z jednej strony powszechne systemy służby zdrowia, ogólnodostępną edukację, a z drugiej strony – gułagi i obozy zagłady.
Francuski wybuch przyniósł wiele dobrego współczesnemu światu, ale za straszną cenę. W inscenizacji dramatu nie ograniczamy się jedynie do tego, co działo się ponad dwieście lat temu w Paryżu, ale przywołujemy wydarzenia wieku XIX i XX, jak również XXI.

Już w pierwszej scenie dramatu Danton (w tej roli Oskar Hamerski) mówi: „jesteśmy bardzo samotni", Robespierre (gra po Przemysław Stippa) oznajmia: „głucho wszędzie i pusto – jestem sam". Jest się samotnym w tyglu rewolucji?

Jest się samotnym w ogóle. Jako człowiek, jako twórca, jako polityk, jako cząstka społeczeństwa. Za to doświadcza się prawdy o sobie i o świecie. U Büchnera ta samotność przekłada się na słowa, sceny, monologi i to samotność popycha ludzi do działania.
W każdej rewolucji ważnym aktorem jest lud, tłum. W Śmierci Dantona Büchner umieszcza lud w niektórych scenach zbiorowych, ale bardziej istnieje on jako karta przetargowa i argument w rozmowach polityków.

Jakich Dantona i Robespierre'a zobaczymy na scenie?

Na scenie będzie można zobaczyć rewolucjonistów wspaniałych, żałosnych, splamionych krwią, udających świętych, silnych i słabych, przerażonych, okrutnych i bezwzględnych, ale też ludzkich, pogubionych i sfrustrowanych. Zobaczymy ludzi nieszczęśliwych i takich, którzy nieszczęście na siebie sprowadzają.
Procesy dziejowe są nie do powstrzymania. Mamy na nie ograniczony wpływ. Ale walka toczy się nie o to, kto ocaleje, ale o to, kto zostanie zapamiętany i w jaki sposób. Bohaterowie działają na pograniczu tego, co publiczne i tego, co prywatne, ale ze świadomością budowania własnej legendy.
Na scenie zobaczymy też konstrukcję zaprojektowaną przez Barbarę Hanicką. Obiekt ten kształtem nawiązuje do spalonego, zniszczonego budynku, który przetrwał już niejedną rewoltę. W tym budynku przyszłości zamkniętych jest wiele miejsc i wiele zapamiętanych z przeszłości wydarzeń. Kostiumy, które projektuje Katarzyna Borkowska, to element odsyłający nas do czasów rewolucji francuskiej, ale równie dobrze moż pojawić się w modzie za 60 czy 70 lat.

Co jest dla Pani najważniejsze w pracy z aktorami przy tym przedstawieniu?

Cenię zaangażowanie i dobrą wolę aktorów w pracy nad spektaklem, ich cierpliwość w tym trudnym procesie i dociekliwość w badaniu mechanizmów historii, ale też mechanizmów sztuki. To ciekawa wspólna podróż.

Monika Mokrzycka-Pokora
Materiał Teatru
30 stycznia 2018
Portrety
Barbara Wysocka

Książka tygodnia

Kryptonim Dziady: Teatr Narodowy 1967-1968
Wydawnictwo Bellona
Janusz Majcherek, Tomasz Mościcki

Trailer tygodnia