Więcej serca w sercu

"More Heart Core" - Teatr Porywacze Ciał na Malcie

W każdym z nas drzemie wściekły kundel, chcemy mu wyrwać kły, ale to nic nie da. Trzeba go szczerze pokochać - przekonują w premierowym spektaklu aktorzy z Teatru Porywacze Ciał. Ich "More Heart Core", jedna z tegorocznych produkcji festiwalu Malta, to autorska literatura na scenie. I lektura obowiązkowa.

- Miejmy więcej serca w sercu, drodzy państwo - apelują przez mikrofony Katarzyna Pawłowska i Maciej Adamczyk. Przemawiają stonowanymi głosami, jak w religijnym transie. A potem wychodzą zza drewnianych pulpitów i rozsypują psią karmę do plastikowych miseczek, rozstawionych w zgrabnym rządku przed widownią. 

Rzecz rozgrywa się w zdewastowanym budynku Starej Drukarni. Scenę zamyka z jednej strony panorama z rondem Kaponiera, z drugiej - widok na neon akumulatorów. Z trzeciej flanki dumnie pręży się hotel Sheraton - symbol galopującego dobrobytu. 

Że to wbrew pozorom samo serce piekła - wiemy już po kilku minutach. Tyle że to piekło rozgrywa się codziennie wokół i w nas samych. Choć u Porywaczy przybiera momentami formę skeczów rodem z Latającego Cyrku Monty Pythona czy urywków serialu "Happy Tree Friends", niejednemu widzowi jeży pewnie włos na głowie. Artyści stawiają nam przed oczyma metaforyczne lustro, a my śmiejemy się w głos, do bólu trzewi. 

- Ci z państwa, którzy siedzą na podłodze, nie powinni czuć się gorsi, bo tym, którzy siedzą wyżej, na krzesłach pod oknami, będzie podczas spektaklu wiało po nerach - wtrąca przytomnie Adamczyk. A my już wiemy, że aktorskich wcieleń i nagłych zwrotów akcji, budujących estetykę misternego absurdu, będzie tutaj więcej. 

Oto kobieta i mężczyzna. Popychają przed sobą metalowe balkoniki i wyrzucają z plastikowych koszyków ulotki. - Pieprzone zawiadomienie o wygranej. Pieprzony woreczek - utyskują. Oto pacjent zwierza się lekarce ze swoich najskrytszych pragnień, niemożliwych do zrealizowania. Ta - w ramach terapii - zaleca mu wyładowanie agresji na jakimś meblu. Do oczyszczającego aktu wandalizmu niezbędny jest trashmetalowy podkład zespołu Slayer. 

Adamczyk strzela swoimi monologami niczym z karabinu maszynowego: - Wszystko mnie wbija w depresję, kształt Polski, Węgrzy, a nawet Czesi, chociaż robią dobre filmy i dostają za nie nagrody w Warszawie - stwierdza. - Ale to też mnie wbija w depresję, bo jak Warszawa w czterdziestym czwartym leżała zburzona, to Czesi nawet tyłka nie ruszyli - zauważa, nie bez racji. 

Katarzyna Pawłowska ze swoim słowotokiem nie pozostaje w tyle za scenicznym partnerem: rozdaje widzom kolorową plastelinę, która ma wszystkich zjednoczyć, jak na zbiorowym mityngu w gabinecie psychologa. I tutaj pozorowany spokój wymyka się jednak spod kontroli, gdy aktorzy wdają się w sceniczny pojedynek... na żyrafy. 

Szkoda zdradzać dalsze puenty, choć ci z państwa, którzy wybierają się jeszcze dziś do Starej Drukarni, zobaczą pewnie nieco inny spektakl niż uczestnicy środowej premiery. Na szczerej interakcji z widzami Porywacze Ciał budują prawdziwą teatralną perełkę. Nie wolno jej przegapić.

Marta Kaźmierska
Gazeta Wyborcza Poznan
27 czerwca 2009

Książka tygodnia

Rzecz w teatrze Jana Klaty
Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego
Michalina Lubaszewska

Trailer tygodnia