Wieczny wuj Sabała

"Nowonarodzony" - reż. Łukasz Wylężałka - Teatr Bagatela w Krakowie

Zobaczywszy Krzysztofa Bochenka w wyreżyserowanym przez Łukasza Wylężałka "Nowonarodzonym" tegoż Wylężałka, podjąłem, nerwem patriotycznym wiedziony, decyzję, że gdy o "Nowonarodzonym" pisał będę, to opowieść spatynowanym słowem "zobaczywszy" otworzę z przytupem odświętnym, czcigodnym. Bo nie uchodzi inaczej.

Oto łysiejący mężczyzna w średnim wieku i okularach, okutany czarnym płaszczem, zrobiwszy sobie przerwę w poszukiwaniu choinki bożonarodzeniowej, przystanął przy śpiących na rusztowaniu robotnikach (Marek Bogucki i Adam Szarek) i o powikłanych, trudnych losach swej rodziny na tle powikłanych, trudnych losów Polski w ubiegłym stuleciu opowiadać zaczął, zawczasu solidną garść powietrza w płuca nabrawszy. Nie znalazłszy odpowiedzi na pytanie, co też w wigilię robotnicy na budowie robią, na mężczyźnie w czarnym płaszczu się skupiłem i zobaczywszy, jak godnie mówi, usłyszawszy ból jego cichej pieśni o powikłanych losach polskiej rodziny w ubiegłym wieku - naraz zobaczyłem, usłyszałem wigilijne rytuały narracyjne dziesięciu, może nawet stu tysięcy domostw polskich.

Jeśli nie w stu, to w ilu chałupach zawisają nad odświętnymi stołami opowieści o losach rodziny nicowanych losem ojczyzny? I żebyż tylko w wigilię! Niedziela w niedzielę, święto w święto, na Wielkanoc, 1 maja, 3 maja, 4 czerwca, 1 września, 17 września, 11 listopada - zawsze podnosi się z krzesła mityczny wuj Sabała i - jak Bochenek w płaszczu na "Scenie w podziemiach", tyle że bez płaszcza - pieśń nuci ku pokrzepieniu bratanków, bratanic, siostrzeńców, siostrzenic, dłubiących w sernikach po drugiej stronie blatu. Nuci, gromi, szemrze - i oto idą piękne duchy nad pokarmami...

Pradziadek u boku ukochanego marszałka wprost ku cudowi nad Wisłą tysięczny raz kroczy dzielnie między kieliszkami. Czujnie omijając pierogi i sałatkę z porów, dziadek imperium ciemności opuszcza, idąc tropem białego konia Andersa. Drugi dziadek na piekielne wzgórze Monte Cassino tysięczny raz się wczołguje w oparach nad wazą z żurem pachnącym nie czerwonym makiem, lecz wędzonką... Muszę mówić dalej?

Babcia, co w Powstaniu Warszawskim sanitariuszką była, zaś za komuny siedziała za bibułę, teraz nad galaretką z nóżek cielęcych się pochyla i łzę roni. Dalej jest ojciec przed flaszką - i ojciec w stoczni. Dalej są koreczki z żółtego sera - i matka ongiś w napięciu wgapiona w okrągły stół na ekranie telewizora. Wreszcie - wytęskniona wolność! A jeszcze dalej, czyli dziś, tu, przy tym, drogie dzieci, stole, przy kompocie z rabarbaru - gorycz... Tak, wprawdzie pieśń mitycznego Sabały pachnie frazą "wybili, panie, za wolność wybili", wprawdzie wujenka ku dziobiącym sernik dzieciom wyszeptuje refren "mego ojca piłą rżnęli - więc słuchajcie pilnie, byście nie zapomnieli" - ale finał mszy rodzinnej jest tylko goryczą. Bo losy ojczyzny i rodziny tak pięknie bolesne były - a dziś co? Życie nie na poziomie tamtego bólu. Ot co. Amen.

To wszystko. "Nowonarodzony" - seans wyłącznie gadany - to seans opowieści martwej, która nic o martwocie swej wiedzieć nie chce i mami czcigodnością - martwej z powodu maniakalnego powtarzania. Zwyczajnie, gdy się dokonany los regularnie obraca w uporczywą mantrę - słowa przeźroczyścieją dokumentnie. Nic nie ważą, nie pachną. Dlatego - jeśli o litery idzie - maleńko pamiętam z fabuły, przez robotników i Sabałę w płaszczu snutej. Ot, enta kalka pierwotnej polskiej opowieści-matki. Seans Wylężałka jest z ducha obrazka rodzinnego, com go wyżej z palca i słyszenia wyssał.

Żal? Tak. Rzecz o znużeniu słowami, co nam w gardłach przez międlenie zdechły - to byłoby coś! Jawny seans trupich fabuł - to byłoby życie! A tak? Zobaczywszy, co zobaczywszy, napisałem "zobaczywszy". I pojąwszy prawdę ponurą, że jutro teatr znów zmusi mnie do koturnu "zobaczywszy" - dziś, skończywszy pisanie, na mecz idę.
(mi)

Paweł Głowacki
Dziennik Polski
13 maja 2009

Książka tygodnia

Teatr lalek w dawnej Polsce
Fundacja Akademii Teatralnej i Akademia Teatralna
Marek Waszkiel

Trailer tygodnia