Wielka mistyfikacja

"Rewizor" - XII Ogólnopolski Festiwal Sztuki Reżyserskiej Interpretacje

"Rewizor" Mikołaja Gogola, w jakich realiach by go nie zrealizować, pozostanie precyzyjna analizą ludzkiej skłonności do dominacji i podłości. Różne bywają jednak finały inscenizacji. Czasem pycha Horodniczego zostaje ukarana zdemaskowaniem i ośmieszeniem jego tanich gierek, choć bywa i tak, że wpadka z Chlestakowem wzmacnia jego siłę i wzmaga chęć odwetu za doznane upokorzenia.

I taką właśnie, bezwzględnie wściekłą zapowiedzią represji Horodniczego, kończy się spektakl "Rewizora" w reżyserii Łukasza Czuja, zrealizowany w Teatrze Polskim, w Bielsku-Białej. Przedstawienie obejrzeliśmy w konkursie tegorocznego Ogólnopolskiego Festiwalu Sztuki Reżyserskiej "Interpretacje". 

Łukasz Czuj przenosi akcję komedii Gogola w pierwszą połowę XX wieku, w czasy rodzącego się reżymu stalinowskiego. W położonym gdzieś na prowincji Związku Radzieckiego przedsiębiorstwie produkcyjnym, władzę dzierży Dyrektor-Horodniczy, otoczony zgrają pochlebców, kantujących zresztą, i w jego imieniu, i na własną rękę. W centralistycznie zarządzanym państwie, w stosach papierów, tyleż symbolicznie, co automatycznie stemplowanych w pierwszej scenie spektaklu, gubi się wszystko, a już na pewno oszustwo i przekręt. Niespodziewana wizyta towarzysza z Moskwy uruchamia mechanizm wielkiej mistyfikacji. W bielskim przedstawieniu, trochę inaczej niż u Gogola, nie mamy jednak do czynienia z pojedynczymi urzędnikami, ale z kolektywem. Wspólne szwindle równają ich w panice, bo w tym surrealistycznym miejscu wszystko odbywa się na komendę, a decyzje podejmuje tylko Horodniczy. On działa i myśli za swoich urzędników i za rodzinę, on też daje sygnał do zmiękczania potencjalnego kontrolera. Pierwsze spotkanie głównych bohaterów, rozegrane jest w technice teatru cieni, dzięki czemu sylwetka Chlestakowa zostaje wyolbrzymiona i przypomina gigantycznego, jadowitego pająka.

Bo przedstawienie Łukasza Czuja zbudowane jest na kontraście pomiędzy zachowaniem Chlesatkowa a reakcjami kolektywu. On wije się (także dosłownie), pozorując chęć wyplątania się z ramion kolejnych "dobroczyńców", wciskających mu łapówki. Oni nacierają gromadą, wiedzeni przeczuciem, że wszystko i wszystkich można kupić. Z biegiem akcji przedstawienie oddala się od realizmu. Kolejne odsłony zdarzeń zmierzają ku poetyce absurdu, co nie zmniejsza ostrej satyry, wydobytej z tekstu Gigola. Satyry, podszytej jednak wyjątkową goryczą. Gdy Horodniczy bierze w ręce dwie harmoszki, pozostałe po Bobczyńskim i Dobczyńskim, zadeptanymi przez kolektyw w ramach ukarania za pomyłkę, trudno mieć nadzieje, że coś zmieni się w tej społeczności na lepsze.

Interpretację reżysera wspierają aktorzy ostrymi środkami wyrazu, choć w katowickiej prezentacji momentami stanowczo zbyt ekspresyjnej.

Henryka Wach-Malicka
Dziennik Zachodni
22 marca 2010

Książka tygodnia

Stanisława Walasiewicz. Medaliści
Wydawnictwo Bosz
Redakcja: Marzena Jaworska

Trailer tygodnia

Ballady i romanse
Gabriel Gietzky
Cóż może być bardziej romantycznego, ...