Wielokulturowe demony Europy

"Sońka", "Guguły", "Antyhona" - reż. Agnieszka Korytkowska-Mazur - Teatr Dramatyczny im. Aleksandra Węgierki w Białymstoku

Trzy spektakle z Podlasia w ramach peregrynacji teatrów polskich do Gdańskiego Teatru Szekspirowskiego, to po raz kolejny doświadczenie co najmniej warte komentarza.

To nie był tydzień (jak sugerowała zapowiedź Gdańskiego Teatru Szekspirowskiego), ale trzy dni z Teatrem Dramatycznym w Bialymstoku i trzy spektakle wyreżyserowane przez Agnieszkę Korytkowską-Mazur, obecnie pełniącą jeszcze funkcję dyrektorki tej instytucji, choć konkurs na to stanowisko właśnie rozpisano, a sama reżyserka oburzona jest dziwnymi komunikatami wysyłanymi przez ministerstwo w sprawie jej dyrektorowania i do konkursu przystępować nie chce.

Trzy przedstawienia z udziałem aktorów gościnnych, w tym z Dorotą Białkowską z Teatru Muzycznego w Gdyni oraz dawnego artysty z Teatru Wybrzeże Grzegorzem Falkowskim. Trzy spektakle poruszające problemy małych społeczności, uwikłanych historycznie i geopolitycznie, poddawanych presji czasu i interesów. Przedstawione problemy wykraczały poza specyfikę danej grupy, rozszerzając pole widzenia teatralnego widza.

Dla większości widzów a może nawet teatralników, Teatr Dramatyczny w Białymstoku kojarzy się przede wszystkim z odległą lokalizacją (ponad 400 km z Trójmiasta). Bardziej popularny jest Teatr Wierszalin, znajdujący się w tym samym województwie, czyli również na "końcu świata", ale podróżujący stale i od wielu lat. Część zespołu z teatru dramatycznego, którego kontrowersyjnym patronem jest/był Aleksander Węgierko, swoją artystyczną przeszłość budowała właśnie w legendarnym zespole założonym przez Piotra Tomaszuka. Niewiele można dowiedzieć się o historii teatru ze strony tej instytucji, bo skupiono się na mało szczegółowych wydarzeniach w przedziale czasowym 1924-1949, choć samo założenie sceny datuje się na rok 1938, a pierwszego dyrektora, właśnie Aleksandra Węgierkę, odnotowuje się dopiero w 1940 roku. Najdłuższa kadencja dyrektorska to okres 11 lat, obecna dyrektor sprawuję tę funkcję od września 2012 roku. Zdążyła w tym czasie premierować "u siebie" sześć spektakli i dodatkowo opiekowała się reżysersko kilkoma innymi produkcjami. Trudno jasno stwierdzić, jakie obecnie teatr realizuje projekty. Wydaje się, że cyklicznie odbywają się improwizowane "Pojedynki" i działa Pracoffnia. Zespół aktorski składa się z 23 osób.

W Gdańsku można było zobaczyć kolejno przedstawienia: "Antyhona", "Sońka" i "Guguły". Największe wrażenie zrobiła na niemal wszystkich widzach "Sońka" autorstwa białostocczanina Ignacego Karpowicza, czterokrotnego finalisty Literackiej Nagrody Nike (w tym za "Sońkę" w 2015) oraz laureata Paszportów Polityki w 2010 roku. Niecodzienna, zjawiskowa i pyszna okazała się jedna z odtwórczyń tytułowej roli w tej sztuce Svietlana Anikiej, Białorusinka. Zaprezentowała ponadprzeciętne przygotowanie do roli, konsekwentnie budowała postać, wprowadzając widza w świat bohaterki mocującej się z losem o miłość do niemieckiego esesmana, który ją zaczarował na tyle, iż świat rzeczywisty przestał być przez nią rozczytywany. Losy tytułowej Sońki, niepiśmiennej chłopki, rozpisane zostały na dwie osoby, uwikłanego reżysera i szereg niezagojonych ran, jak: nietolerancja, ksenofobia, nieprzejednana mentalność wschodnia, partykularyzm religijny i społeczny. Wielkie hasła "propagandowe" Podlasia, typu: zapraszamy do naszej krainy, gdzie z szacunkiem odnosimy się do wielokulturowości czy wielowyznaniowości, poddane są co najmniej dyskusji.

Sceniczna adaptacja Karpowicza jego własnego tekstu, to przypowieść o małej społeczności, która, poddawana biegowi historii, rządzi się skostniałą filozofią, naznaczającą rzeczy i osoby ciążącym piętnem. To również opowieść o ludziach tego świata, przypisujących sobie miano kreatorów, toczących uparcie walkę o dominację poprzez konfabulowanie i nieproporcjonalne do stanu indywidualnych losów - tworzenie spektakli pod publiczkę. Przedstawicielem takich działań jest Igor (Rafał Maćkowiak), łatwo ulegający nawykom mody na ten typ narracji i wizualizacji, który uznawany jest jednocześnie za rewolucyjny i zakodowany łatwo rozpoznawalnym grepsem. Widz przygląda się prowadzonym równolegle trzem wątkom: z czasów okupacji - tragicznej historii osobistej Sońki oraz jej rodziny, "współczesnemu" - obrazowi starowinki-znachorki, która przeżyła okrutne czasy, żyjąc samotnie i nosząc w sobie obraz ukochanego. Trzecim wątkiem są działania sceniczne, czyli próba. Dekompozycja nie ogranicza się wyłącznie do offowych komentarzy, główna bohaterka "odczarowuje" postać, zmieniając kostium, upodabniając się do swego dawnego wizerunku. Mamy więc do czynienia ze złożoną strukturą kompozycyjną, jednak już na poziomie języka to skomplikowanie nie występuje. Szkoda, bo w scenicznym odbiorze właśnie poprzez język powinny się bronić racje nieprzepracowanych traum.

"Antyhona" mogłaby być spektaklem wielkim poprzez próbę uniwersalizacji zjawisk historii. Losy starożytnych bohaterów przeplatają się z losami mieszkańców wsi, która zostaje poddana granicznym przepychankom po II wojnie światowej na naszej wschodniej granicy. Wyjątkowość upatrywałabym jednak w podjęciu tematu, który do tej pory nie występował w teatrze, czyli politycznej pacyfikacji ziem, przebiegającej wbrew tradycji i zdrowemu rozsądkowi. I tak jak starożytni rozumieli tragizm sytuacji poprzez fatalizm dziejów, tak przedstawiona historia podziału granic już nie pasuje do porządku przekleństwa. Zbyt dużo przypadkowości w działaniach "współczesnych" postaci uwidacznia przede wszystkim chaos, podpierany ideologią, a odsłaniane racje nie są do końca czytelne. Powojenna trauma wiąże się przede wszystkim z utratą ziemi, kwestie starożytne zasadzają się na moralnych sprawdzianach. Szkoda, że kilkunastoobowy chór (zbyt "prywatny") nie wywarł piętna na kompozycji spektaklu, nie wpłynął również na dynamikę dzialań poszczególnych postaci.

Niewiele emocji u widzów z Trójmiasta wzbudziła ostatnia propozycja z Białegostoku, czyli "Guguły", które są adaptacją powieści Wioletty Grzegorzewskiej. Bohaterką jest Wiolka, zamieszkująca wieś Hektary w Jurze Krakowsko-Częstochowskiej. Spektakl powstał w ramach projektu "Przypisy teatralne: Oskar Kolberg 2014, a jego rola sprowadza się ogólnie do pochwały wsi, z której można wyjechać, ale zapomnieć o niej nigdy się nie da. Czas płynie tam inaczej, Eros i Tanatos wyznaczają rozumienie zdarzeń.

Bezapelacyjnie bohaterką białostockiej odsłony była Svietlana Anikiej, która przypomniała, że w teatrze zdarzyć się mogą wielkie kreacje. Agnieszka Korytkowska-Mazur jako reżyserka i adaptatorka sceniczna pokazała pomysł na doszacowanie artystyczne Podlasia. Korzystała zarówno z lokalnych tematów, autora, jak również zapraszała artystów z zewnątrz, aby urozmaicić i wzmocnić przekaz. Artyści z Teatru Dramatycznego wyraźnie ustępowali pola kolegom po fachu z Mińska, Warszawy i Gdyni. Widać było zgranie zespołu, ambicje realizatorów i ciepłe przyjęcie ze strony publiczności.

Katarzyna Wysocka
Gazeta Świętojańska
22 marca 2016

Książka tygodnia

Wybór poezji
Wydawnictwo Ossolineum
Zbigniew Herbert

Trailer tygodnia

5. Międzynarodowy Fest...
Adolf Weltschek
W tegorocznym programie znalazło się ...