Wiem, kogo gram i kim jestem

rozmowa z Grzegorzem Daukszewiczem

"Dzisiaj mogę z pełnym przekonaniem powiedzieć, że w Teatrze Współczesnym czuję się fantastycznie. Jestem już częścią teatralnej rodziny, bo tutaj jest niezwykle kameralnie" - o swojej pracy, spektaklu "Sztuka bez tytułu" i roli Sergiusza mówi Grzegorz Daukszewicz

„Pierwszy kontakt” w Toruniu to drugi festiwal po Łodzi, gdzie jury podda ocenie Pana rolę, tym razem w „Sztuce bez tytułu” Czechowa. Czy lubi Pan stawać w takie konkursowe szranki? Czy to Pana jakoś szczególnie ekscytuje?

Raczej staram się o tym w tych kategoriach nie myśleć.  Nie chcę się jakoś szczególnie tym faktem nakręcać i z tego powodu napinać .  Poczucie rywalizacji nie jest dla mnie  najważniejsze. Dużo bardziej interesujące jest to, że mogliśmy tutaj do Torunia przyjechać i poczuć atmosferę tego festiwalu. Zresztą planuję zostać tutaj dłużej i obejrzeć jeszcze kilka innych spektakli.

Rolą Sergiusza zadebiutował Pan na profesjonalnej scenie. Wcześniej były postaci  zagrane w Teatrze Collegium Nobilium w Akademii Teatralnej u Jana Englerta, Andrzeja Strzeleckiego i Agnieszki Glińskiej. Podejrzewam, że  to pewnie z racji tego szkolnego poznania  Agnieszka Glińska zaproponowała Panu rolę w przedstawieniu przygotowywanym w Teatrze Współczesnym?


Z Agnieszką Glińską jako pedagogiem pracowałem od I roku AT. Wydaje mi się, że od początku udało nam się nawiązać bardzo dobry kontakt. Rozumieliśmy się. Dlatego uwielbiam – i zapewne nie będę w tej opinii odosobniony – pracować z Agnieszką. Propozycję zagrania Sergiusza otrzymałem jeszcze przed  przystąpieniem do  prób  w „Opowieściach Lasku Wiedeńskiego”,  tuż po wakacjach, kiedy rozpoczęliśmy w szkole przygotowywanie pierwszego dyplomu.

Jak Pan jako student przyjął  propozycję zagrania tak odpowiedzialnej roli w teatrze, w którym od lat sztuka aktorska stoi na najwyższym poziomie? Bo nie był Pan jeszcze wtedy etatowym aktorem teatru przy Mokotowskiej?

Nie, etat otrzymałem dopiero w czerwcu zeszłego roku, zaraz po dyplomie. Ale sama propozycja bardzo mnie ucieszyła. Nie trudno było mi się w tym zespole odnaleźć, ponieważ panuje w nim  bardzo życzliwa i przyjazna atmosfera. Dzisiaj mogę z pełnym przekonaniem powiedzieć, że w Teatrze Współczesnym czuję się fantastycznie.  Jestem już częścią teatralnej rodziny, bo tutaj jest niezwykle kameralnie. Większy problem wynikał z tego, że próbując Sergiusza, musiałem jednocześnie odbywać próby do spektakli dyplomowych. Dlatego był to czas w moim życiu dość zwariowany, bo jednak czułem na sobie dużą odpowiedzialność.  Próbowałem przecież z  wybitnymi aktorami i miałem świadomość, jak niewiele jeszcze posiadam doświadczeń i umiejętności zawodowych oraz jak ciężka praca mnie czeka.

To było Pana pierwsze spotkanie z Czechowem?

Nie. Na drugim roku w AT z Agnieszką Glińską odbywaliśmy zajęcia warsztatowe, pracując na tekstach autora „Wiśniowego sadu”. Ale to było moje pierwsze zetknięcie z „Płatonowem”.

Proszę zatem powiedzieć jak Pan dochodził  do postaci Sergiusza?

Praca z Agnieszką polega między innymi na tym, że prowadzi się bardzo wiele rozmów. I to nie tylko o postaciach dramatu, ale również o naszych wspólnych doświadczeniach i emocjach.  To pomaga aktorowi wejść na  właściwe tory w poszukiwaniu swojego bohatera. Agnieszka nie stara się niczego narzucać.  Sprawdza to, do czego dochodzimy podczas rozmów na kolejnych próbach  sytuacyjnych. W przypadku pracy nad Sergiuszem – muszę przyznać – że bardzo dużo korzystałem z siebie. Czasami – przynajmniej na początku – wydawało mi się, że trochę zbyt prywatnie do tej roli podchodzę. Za mało było w tym formy, a za dużo mnie samego.

To była tylko Pana refleksja, czy też reżysera spektaklu?

Agnieszka poniekąd też się z tym zgadzała. Zresztą propozycja zagrania tej roli zrodziła się również z jej przekonania, że prywatnie trochę jestem właśnie takim Sergiuszem, trochę lekkomyślnym, trochę hipochondrykiem. .. Dlatego  korzystając z tego fundamentalnego założenia później próbowałem jednak nieco odejść od moje prywatności w tej postaci. Znaleźć coś poza moim charakterem i poza moją osobowością.

Gdyby Pan miał nazwać, czy też scharakteryzować tę postać, to co by Pan o niej powiedział? Kim ona dla Pana jest?

Sergiusz, w moim mniemaniu, jest postacią w dramacie Czechowa nie do końca docenianą. Wynika to pewnie z faktu swego rodzaju niepozorności bohatera, z tego, że na pierwszy rzut oka może wydawać się człowiekiem lekkomyślnym i rozpieszczonym, przez życie jeszcze wciąż niedoświadczonym. A przecież to nieprawda. Jako dziecko przeżył  śmierć ojca, całe życie wychowywała go  macocha…  Dlatego to jest chłopak , który pod maską takiego niepozornego nieogarnięcia, roztrzepania, chowa bardzo potężny ładunek emocji. Bo jest przecież bardzo inteligentny i dobrze wykształcony. Porównując go z Płatonowem czy z Mikołajem, Sergiusz wydaje się być tym najmniej poważnym, stąd traktowany jest z lekkim przymrużeniem oka. Ale sam jakby na to pozwala. Jemu się taka rola podoba. On tę grę podejmuje. I to było dla mnie w tej postaci bardzo ciekawe i interesujące.

Spektakl grany jest już półtora roku. Czy ta postać wciąż jeszcze ewoluuje? Czy się rozwija?

Oczywiście. Tutaj nic nie jest stałe i zamknięte. I dzięki Bogu. Tym bardziej, że rola Sergiusza jeszcze po premierze wciąż sprawiała mi wiele trudności. Nie mogłem się w niej tak do końca odnaleźć. Bywały takie momenty, że coś chwytałem, czegoś w niej dotykałem, by za chwilę to zgubić. Dzisiaj wiem, że granie spektaklu doprowadziło do tego, że postać jest już dużo bardziej dojrzała. Ja też już czuję się pewniej, kiedy wychodzę na scenę.  Wiem już kogo gram i kim jestem. Wiem też kim są ludzie wokół mnie. Co też jest bardzo istotne.

Dziękuję za rozmowę.

Wiesław Kowalski
Teatr dla Was
24 maja 2011

Książka tygodnia

Wpadnij, to pogadamy...
Wydawnictwo Universitas
Krzysztof Orzechowski, Łukasz Maciejewski

Trailer tygodnia