Winny czy niewinny? Oto jest pytanie.

„Proces" - reż. Krystian Lupa - Nowy Teatr w Warszawie

Rozmawiając o Józefie K. z „Procesu" Franza Kafki, trudno o jednoznaczne wnioski na temat jego osoby. To bohater jednej z tych historii, które stawiają więcej frapujących pytań niż podają odpowiedzi. Wina głównej postaci od lat bywa różnie interpretowana zarówno w teatrach zagranicznych, jak również tych rodzimych. Czy „Proces" w ujęciu reżysera Krystiana Lupy to zaledwie kolejna adaptacja? Niekoniecznie. Wiele czynników dotyczących właśnie tego dzieła, skłania do przyjęcia owej inscenizacji jako dzieła wielkiego, a na pewno wyjątkowego.

„Proces" stał się niecodzienny jeszcze przed oficjalną premierą, ponieważ reżyser spektaklu, słynący z dość skrajnie lewicowych przekonań, musiał zrezygnować z wystawienia sztuki w Teatrze Polskim we Wrocławiu, gdyż nie otrzymał zgody nowej dyrekcji. Skorzystał zatem z zaproszenia Nowego Teatru i to właśnie na warszawskich deskach doprowadził próby do obiecanego końca. Jednakże ci, którzy z góry uznali „Proces" za kolejną polityczną prowokację, musieli doznać niemałego zaskoczenia podczas spektaklu, bowiem Krystian Lupa wykorzystał pełnię możliwości nie tylko samego tekstu, ale także biografię Franza Kafki.

Józef K. został oskarżony. W trzydzieste urodziny przyszli do niego dwaj strażnicy, wytaczając mu proces. Jednakże nikt nie chce mu powiedzieć, o co został oskarżony ani jak miałby się uchronić przed wymierzeniem kary. Bohater czuje się pokrzywdzony, choć stara się wyśmiać obowiązujące prawo. Ktoś chce go upokorzyć, skompromitować w oczach rodziny, sąsiadów i kolegów z pracy. Innymi słowy - to musi być spisek. Co ciekawe, Józef K. ma rację. Urzędnicy sądu są skorumpowani, a same akta śledcze, świadczące przeciwko niemu, wydają się zwykłymi zeszytami, w których ktoś dla żartu nakreślił nic nieznaczące gryzmoły. Sędziowie są przekupni, a adwokaci nieskuteczni. Tradycja prawna jest w upadku, a prawdziwe są tylko wyroki.

Przez lata w „Procesie" napisanym przez Franza Kafkę widziano alegorię totalitaryzmu, zdegenerowanej rodziny albo zbiurokratyzowanego społeczeństwa, osaczonego przez niezrozumiałe lub skorumpowane prawo. Jest to na pewno jedno z możliwych odczytów tej historii, jednakże na pewno nie jedyne. Szczególnie po podobnej adaptacji w reżyserii Krystiana Lupy. Swą najnowszą sztukę osadził on w obecnych nam czasach poprzez tak oczywiste nawiązania jak politycy z partii Prawo i Sprawiedliwość czy pracownicy banku Alior Bank, po bardziej dyskretne zdania typu: „to straszne, gdy mali ludzie dorwą się do władzy". To wszystko każe przypuszczać, że demokracja XXI wieku niewiele się różni od totalitaryzmu. Problem z nieprzestrzeganiem prawa jest wciąż tak samo aktualny teraz, jak i dawniej, bowiem z łatwością można kogoś osądzić bez podania przyczyny, a sam proces wydaje się żartem społeczeństwa.

Pod wieloma względami spojrzenie Krystiana Lupy na „Proces" Franza Kafki jest nietypowe, co może utrudnić zrozumienie w pełni całości spektaklu. Największym zaskoczeniem może okazać się rozszczepienie Józefa na jego sobowtóra, narratora oraz samego Franza Kafkę. Zabieg ten odegrali dwaj aktorzy: Marcin Pempuś oraz Andrzej Kłak. Przed tymi artystami stanęło niebagatelne zadanie, ponieważ niemal przez całe pięć godzin musieli zmierzyć się ze skomplikowanym charakterem nieprzeciętnych osobowości. Z jednej strony wykreowali postacie, których przez wzgląd na nierzadko wulgarne zachowanie trudno polubić, z drugiej jednak strony wykrzesali z K. ten pokład smutku i zagubienia w świecie, przez który nie sposób nie współczuć głównemu bohaterowi. Ich postacie stają się bliższe odbiorcy, który może utożsamić się nie tylko z K., ale także z całą zastałą sytuacją.

„Czuje się pan chory?" - zapytuje jedna z postaci. Franz odpowiada: „Nie, dziwnie". I podobnie dziwnie czuje się widz podczas tego pięciogodzinnego spektaklu, który nierzadko wychodzi poza ramy kafkowskiego „Procesu". W drugim akcie akcja oddala się od podjętej tematyki, na rzecz życiowych, teatralnych, czy w końcu politycznych rozważań. W tym samym momencie historia zagubionego Józefa K. wychodzi poza scenę (co już w pierwszym akcie czyniła komentarzami typu: „Kto by tak długo siedział w teatrze?"), pozwalając spojrzeć na samego autora powieści pod innym kątem. To moment nieszablonowych rozważań, które niekoniecznie spodobają się każdemu widzowi, jednakże na pewno wywołają poruszenie, skłaniając do refleksji na temat obecnej sytuacji przeciętnego obywatela.

„Nie mam przyjaciół, więc nie mam obrońców. Jak nie mam obrońców, to znaczy, że jestem winny" – mówi w pewnym momencie Kafka. Pytanie tylko, czy mówi prawdę i czy widz zgodzi się z podobnym stwierdzeniem, ponieważ „Proces" w reżyserii Krystiana Lupy odbiega od jednoznacznych wypowiedzi. W spektaklu wiele postaci wypowiada swe myśli na głos, a do widza należeć będzie przesiew informacji. Dlatego też z jednej strony „Proces" męczy zarówno psychicznie, jak również fizycznie widza, z drugiej jednak strony – publiczność wyczuwa niepowtarzalny charakter wydarzenia, którego staje się zarówno świadkiem, jak również integralnym uczestnikiem.

Bowiem forma sztuki zachęca widza do bycia członkiem spektaklu. Bohaterowie nierzadko zwracają się bezpośrednio do publiczności, którzy rozumieją nie więcej, niż oni sami. Na dodatek na dość surowej, metalowej widowni Teatru Nowego w Warszawie widz czuje się nie inaczej, jak aktorzy na niemal pustej scenie. Krystian Lupa zadbał o scenografię „Procesu", budując na niej istny kafkowski labirynt. Nie zabraknie wielu drzwi prowadzących donikąd, natomiast z pozoru pusta ściana staje się przejściem do kolejnego pomieszczenia.

„Proces" zaczyna się nagle i podobnie niespodziewanie się kończy, pozostawiając jeszcze więcej pytań, aniżeli podając odpowiedzi. Podstawowe pytanie, jakie zapewne każdy widz postawi sobie na początku spektaklu: „Czy Józef K. był winny czy niewinny?", pozostaje w zawieszeniu. Uczestnik tego wyjątkowego, prawie sześciogodzinnego spektaklu musi odpowiedzieć sobie sam na podobne wątpliwości.

Zadanie to niełatwe, ale godne uwagi, podobnie jak warto poświęcić cały wieczór na rzecz podobnej sztuki.

Marta Cecelska
Dziennik Teatralny Trójmiasto
5 marca 2018
Portrety
Krystian Lupa

Książka tygodnia

Macbeth
Wydawnictwo Dolnośląskie
Jo Nesbø

Trailer tygodnia