Wiśniowa stagnacja

,,Wiśniowy Sad" – reż. Izabella Cywińska – Teatr Nowy w Poznaniu

,,Wiśniowy Sad" w adaptacji Izabelli Cywińskiej to przejmująca i uniwersalna opowieść o nieradzeniu sobie z przemijaniem i niezdrowym, kurczowym trzymaniem się przeszłości. Opowiada o arystokratycznym rodzeństwie, zmuszonym do sprzedaży rodzinnego majątku.

Towarzyszymy bohaterom w nieudolnych (a być może nawet niepodejmowanych) próbach ocalenia domu lat dziecinnych. Rodzeństwo jest jest całkowicie pogrążone w smutku, żyje w wyparciu – siostra nierozsądnie szasta ostatnimi pieniędzmi, oboje nie potrafią zmierzyć się z rzeczywistością i nie słuchają nikogo, kto proponuje im jakieś wyjście z sytuacji.

,,Wiśniowy Sad" jest pełen wyrazistych, określonych postaci. Na ich kreację składa się kilka czynników – od odpowiedniego dobrania aktora do bohatera, przez grę aktorską, po kostiumy i charakteryzację. Kostiumy już na początku mówią nam o postaciach więcej, niż jesteśmy w stanie wywnioskować z pierwszych, wypowiadanych przez nie kwestii. Żadna z postaci nie została tutaj potraktowana przez Katarzynę Adamczyk po macoszemu – każda ma swój unikalny styl, podkreślający najważniejsze dla fabuły cechy. Widać to wyraźnie w scenach z Anią (Anna Mierzwa) i Warią (Gabriela Frycz). Młodość i frywolność Ani zostaje uwydatniona poprzez rozkloszowane, dziewczęce sukienki oraz luźny warkocz – w jednej z pierwszych scen dziecięcość jest również podkreślona bosymi stopami. W późniejszych scenach możemy ją zobaczyć w jasnoniebieskiej sukience, która zestawiona z jej blond włosami przywodzi na myśl Alicję z Krainy Czarów – jest również w tych scenach jedynym kolorem na tle innych postaci ubranych w odcienie szarości. Ale postać Ani nie została przecież zbudowana wyłącznie przez kostium i charakteryzację – każdy ruch Anny Mierzwy epatuje młodzieńczą, a nawet jeszcze dziecięcą energią, a jej twarz z okrągłymi policzkami idealnie pasuje do całości.

Ania w jednej z pierwszych scen zostaje zestawiona z Warią, której powściągliwość i opanowanie pokazane są poprzez skromną, szarą i prostą sukienkę do kolan, spięte w koka włosy oraz okulary. Jedyną ozdobą jej stroju, jest zawieszony na szyi krzyż. Całość nadaje jej wygląd stereotypowej bibliotekarki. Tutaj dobór aktorki również podkreśla charakter postaci – szczupła Gabriela Frycz, o raczej ostrych rysach twarzy, jej zwieszanie głowy oraz wyważone, opanowane ruchy dopełniają wyobrażenie o jej osobie.

Tak jak wspominałam, kostium każdej z postaci zasługuje na uwagę. Dziedziczka Lubow ubrana w kobiece, długie suknie, bogato zdobione koronkami, nadają jej wygląd romantyczki, co pasuje do jej nieustannej tęsknoty za minionym i rozpamiętywaniem przeszłości. Gra aktorska Antoniny Choroszej, jej powolne ruchy, rozglądanie się dookoła z zadumą i sugestywna mimika perfekcyjnie kreują postać nieco oderwaną od rzeczywistości. Leonid (Ildefons Stachowiak), brat Lubow ubrany w bogaty, wykwintny ale też mocno już znoszony szlafrok, co pokazuje przywiązanie do minionej epoki bogactwa i świetności rodziny, oraz tworzy wyobrażenie zdziwaczałego, starszego pana. Ubiór mniej ważnych postaci również podkreśla ich charakter – poczciwy, nieuwikłany w żądzę pieniędzy, Piotr ma na sobie luźne niemodne ubrania, stare kalosze, momentami jest boso. Elegancki i nowoczesny garnitur Jermołaja, perfekcyjnie współgra z jego poglądami, kiedy mówi o burzeniu starych budynków i budowaniu w ich miejsce letnisk.

Zdziwaczenie oraz oderwanie od rzeczywistości zaobserwować możemy zarówno u brata, jak i u siostry. W niektórych momentach zdają się wręcz infantylni i w pewien sposób bezrefleksyjni. Leonid wygłasza mowę skierowaną do stuletniej szafy, którą Lubow potem otwiera i wyciąga z niej pamiątki z ich dzieciństwa. Oboje wtedy na moment całkowicie zatracają się we wspomnieniach, Lubow ubiera dziecięcy koronkowy czepek (który razem z już i tak licznymi koronkami w jej ubiorze, dokłada się do infantylizacji tej postaci w scenie), Leonid zakłada kolorowy (być może piracki) kapelusz, który jeszcze bardziej uwydatnia śmieszność jego stroju. Oboje też bawią się zabawkami, Lubow lalkami, Leonid gra na trąbce. Zbliżenia na ich twarze, całkowicie pogrążone we wspomnieniach z dzieciństwa, z nieobecnym wzrokiem, muzyka, jakby z dziecięcej pozytywki – cała scena jest nieco niepokojąca. Dorośli, starsi już ludzie bawią się zabawkami, pozostałe postacie z zakłopotaniem przyglądające się im – wszystko to pokazuje rodzeństwo jako niezdolne do poradzenia sobie z nieuchronnym upływem czasu, dla których każdy przedmiot z przeszłości wywołuje nostalgię całkowicie wyrywającą ich z teraźniejszości. Scena ta wzbudza wręcz pewien dyskomfort, zakłopotanie – nam jako widzom robi się żal bohaterów, ale jednocześnie utożsamiamy się z nimi, bo przecież każdego z nas boli przemijanie. I ten dyskomfort bierze się właśnie stąd, że w tych zdziwaczałych staruszkach dostrzegamy siebie.

Na spektakl składają się obyczajowe sceny, w których jednak wyraźnie wyczuwalne jest napięcie, ten pozorny spokój przerywany jest momentami kulminacyjnymi, które nadają tempa wydarzeniom. Nieunikniona sprzedaż wiśniowego sadu niczym fatum ciąży nad bohaterami, co buduje wręcz przytłaczającą w niektórych momentach atmosferę.

Przedstawienie zaczyna się przybyciem bohaterów do Wiśniowego Sadu i kończy ich wyjazdem – tworzy to klamrę kompozycyjną, która umiejętnie scala i domyka historię, dając do zrozumienia, że już wszystko zostało powiedziane.

Weronika Kowcz
Dziennik Teatralny Poznań
3 stycznia 2022

Książka tygodnia

Carroll, Baum, Barrie. (Mito)biografie i (mikro)historie
Wydawnictwo Universitas
Maciej Skowera

Trailer tygodnia

14. Międzynarodowy Fes...
14 Międzynarodowy Festiwal Teatrów La...