Witkacy wielkim fotografikiem był

wystawa "Witkacy: Psychoholizm" w Centrum Sztuki WRO

Szok. Na wystawie fotografii "Witkacy: Psychoholizm" w Centrum Sztuki WRO są tłumy ludzi. Co więcej, tłumy ludzi młodych, których nie posądzałbym o znajomość twórczości skandalizującego artysty czasów II RP..

W Centrum Sztuki WRO oglądać można świetną wystawę "Witkacy: Psychoholizm". 

Szok. Na wystawie fotografii "Witkacy: Psychoholizm" w Centrum Sztuki WRO są tłumy ludzi. Co więcej, tłumy ludzi młodych, których nie posądzałbym o znajomość twórczości skandalizującego artysty czasów II RP... 

Wśród gości dostrzegam znanego na całym świecie witkacologa, prof. Janusza Deglera. Świetnie, "wynajmę" go do roli cicerone po wrocławskiej ekspozycji.

Kontrolnie tylko pytam: Czy jest jakieś zdjęcie na tej wystawie, którego Pan nie widział? Profesor patrzy na mnie z politowaniem. 

- Pan raczy żartować, Witkacy już zdjęć nie robi. A te, które zrobił, są znane wszystkim interesującym się twórczością autora "Szewców" i "Nienasycenia" - słyszę.

Pewnie, że głupio zabrzmiało, bo prof. Degler zna najmniejszy strzęp papieru, który Stanisław Ignacy Witkiewicz, zwany Witkacym, musnął nawet przelotnie. 

Wracając na wystawę - autor większości prezentowanych na niej zdjęć miałby dziś 125 lat. Kiedy zaczął się zajmować fotografią, miał o sto mniej. Jak większość geniuszy parał się najróżniejszymi dziedzinami twórczości i życia. Pisał prace filozoficzne, powieści, dramaty, rysował, malował i fotografował właśnie. Ciekawe, że za życia nie chwalił się swoimi zdjęciami. Pokazywał je tylko najbliższym. 

Nasz przewodnik-profesor zatrzymuje się przy zdjęciu ojca z synem z roku 1913. 

- To jedno z moich ulubionych - deklaruje. - Wydaje mi się, że jest dobrym kluczem do zrozumienia ich wzajemnych relacji. Ojciec, jak wiemy, był zakochany we własnym synu. I wszystko mu wybaczał. Wychowywał go na geniusza.

A na tym zdjęciu panowie na siebie nie patrzą - wtrącam, pokazując inną z fotografii. 

- To zdjęcie zrobione zostało, kiedy ojciec zrozumiał, że poniósł klęskę. Że syn wymknął mu się spod kontroli.

Stanisław Ignacy ma wtedy romans z Ireną Solską, aktorką starszą od niego o dziesięć lat. Nie jest też taki, jak chciałby ojciec: z jednej strony wielkim artystą, a z drugiej strony porządny człowiek, normalnie funkcjonujący w społeczeństwie.

- Na zdjęciu widać też, że ojca drąży choroba, a wyraz jego twarzy wygląda na zadumę. Jakby pytał: co z ciebie będzie? Z zadumy wypływa rezygnacja. A Witkacy ma skierowany wzrok gdzieś za głowę swojego ojca. Jest bardzo spięty. Dla niego ta sytuacja też jest trudna. Ma pełną świadomość, że nie spełnił oczekiwań chorującego ojca - wyjaśnia profesor Degler. 

Podchodzimy do następnej fotografii. Matka Witkacego siedzi przy stole z Jadwigą Janczewską, która była wtedy narzeczoną autora zdjęcia. Obie panie też na siebie nie patrzą.

Witkacy wiedział, że nie spełnił oczekiwań chorującego ojca- To jest kolejna kobieta, która pojawia się w życiu Witkacego, ostatecznie zaaprobowana przez ojca. Czy matka też ją zaakceptowała? Tego nie wiemy. Wiemy natomiast, że przeważnie matka jedynaka kieruje się zazdrością o inną kobietę w jego życiu i z drugiej strony, że chciałaby mieć idealną synową, która by spełniała jej nadzieje. Jadwiga Janczewska nie była posażną panną. Matka chciała, żeby syn się dobrze ożenił, by ich kłopoty materialne się skończyły. Popatrzmy też na gest Jadwigi. Siedzi podparta, a wtedy nikt tak nie siedział przy stole - takiej pozy nie dopuszczała obowiązująca etykieta. Tym bardziej trudno, żeby sobie pozwoliła na to kandydatka na żonę, siedząc obok przyszłej teściowej - tłumaczy cierpliwie nasz przewodnik.

Takie komentarze towarzyszą niemal każdej fotografii. Awantura się zaczyna, kiedy pan profesor, patrząc na zdjęcie kobiet, oznajmia, że wszystkie w rodzinie Witkiewiczów nie grzeszą urodą. Na szczęście razem ze mną protestuje żona profesora, pani Ewa, chociaż rzeczywiście na pokazanych w dużym zbliżeniu twarzach widać nie tylko dziesiątki piegów, ale też inne mankamenty urody pań Witkiewiczowych.

Nasz protest nie wypada przekonywająco. Idziemy do autoportretów Witkacego, które przeważają na wystawie.

- Te autoportrety wyraźnie wskazują, że Witkacy miał niezwykły talent aktorski. Nie tylko miał zdolności mimiczne, co doskonale widać na zdjęciach, ale też znakomicie operował głosem, m.in. znakomicie naśladował Hitlera niczym Charlie Chaplin. W czasach, gdy Witkacy zaczął robić zdjęcia, obowiązywały zupełnie inne kanony fotografii. Nie byłby sobą, gdyby nie próbował ich burzyć i przełamywać - podkreśla w finale naszej wycieczki prof. Janusz Degler.

Każdy, kto chciałby się załapać na podobne historie, może przyjść dziś do WRO (ul. Widok 7). O godz. 18 prof. Degler opowie m.in. o pracy nad wydaną niedawno książką "Witkacego portret wielokrotny". 

Wystawa czynna jest do 16 maja.

Krzysztof Kucharski
POLSKA Gazeta Wrocławska
29 kwietnia 2010

Książka tygodnia

Krew z mojej krwi. Wiosna komisarza Ricciardiego
Oficyna Literacka Noir Sur Blanc
Maurizio de Giovanni

Trailer tygodnia