Wizja totalna

10. Festiwal Polskich Sztuk Współczesnych R@port

«Jedną z nowości na gdyńskim R@Porcie, jakie zaproponował Jacek Sieradzki, po raz pierwszy sprawujący w tym roku funkcję dyrektora programowego festiwalu, było dopuszczenie do konkursu także adaptacji, a nie jedynie oryginalnych sztuk. Dzięki temu do Gdyni mogło zostać zaproszone także przedstawienie Pawła Demirskiego i Moniki Strzępki "nie-boska komedia. WSZYSTKO POWIEM BOGU!", które, formalnie rzecz biorąc, jest adaptacją "Nie-Boskiej komedii" Zygmunta Krasińskiego. Ale tylko formalnie, bo z dramatu została przeniesiona jedna jedynie scena - rozmowy Henryka z Pankracym. Reszta jest oryginalnym tekstem Demirskiego.

Ta właśnie inscenizacja została w minioną sobotę przez festiwalowe jury ogłoszona najlepszym spektaklem tegorocznego, jubileuszowego, bo już dziesiątego, R@Portu.

W Narodowym Starym Teatrze, gdzie spektakl Demirskiego i Strzępki powstał, miała wcześniej zostać wystawiona "Nie-Boska komedia" w reżyserii Olivera Frljicia, ale - jak wiemy - do premiery nie doszło, bo część aktorów zbuntowała się, nie chcąc brać udziału w przestawieniu, które tak eksponowało wątek polskiego antysemityzmu. Po klapie tego przedsięwzięcia Jan Klata, dyrektor teatru, zaproponował przeniesienie na scenę dramatu Krasińskiego duetowi Demirski - Strzępka. Zamówienie zostało przyjęte, co wymagało pewnej niezależności od środowiskowych opinii, ale nie znaczy to wcale, że "nie-boska komedia. WSZYSTKO POWIEM BOGU!" jest spłaceniem przez Polaków długu chorwackiemu reżyserowi.

Demirski ze Strzępką, owszem, o Żydach i antysemityzmie mówią sporo, ale po pierwsze - często pod prąd, wypominając np. obywatelom współczesnego państwa Izrael, że sami zdolni są do hołdowania nacjonalistycznej ideologii, po drugie i ważniejsze zaś - Demirskiego i Strzępkę interesuje całkiem inna sprawa. Ta, co zawsze: nierówności między ludźmi oraz rewolucji, która by te nierówności miała raz na zawsze zmieść z powierzchni ziemi.

Ich sztuka mieści się zresztą najdosłowniej gdzieś w podziemiach, pod korzeniami imponujących pni drzew. Jesteśmy w jakimś tellurycznym świecie, gdzie - jak się domyślamy - znalazło swoje miejsce wszystko to, co zostało zepchnięte w głąb, może w podświadomość, a może na jakąś podziemną hałdę historii. Czego tu nie ma: hrabia Zygmunt Krasiński ze swoimi rodzinnymi komplikacjami, opisywana przez niego rewolucja, ale także Barbara Niechcic jako symbol "pańskości", jest oczywiście holocaust symbolizowany przez gigantyczną budkę strażniczą i przez karuzelę, tę, stojącą pod murem warszawskiego getta. Ale jest też kryzys finansowy, jest Wall Street, jest proletariacka rewolucja w Polsce po 1945 roku i jest wreszcie współczesna polska prekariuszka, zarabiająca w punkcie ksero parę złotych na śmieciówce.

Paweł Demirski nie jest mistrzem dyscypliny słowa. Kiedy widz słucha jego rozwlekłych monologów, może zacząć w duchu jęczeć, by ktoś już zakręcił ten kran z cieknącymi bez żadnej uszczelki słowami.

Monika Strzępka przykrywa ten brak napięć w dialogach, namawiając aktorów, by niemal bez przerwy komunikowali się ze sobą krzycząc. To są stałe elementy uprawianego przez Demirskiego i Strzępkę teatru. Niemniej są też w ich "nie-boskiej" elementy nowe i godne uwagi.

Ich dotychczasowe sztuki brały pod lupę ten czy inny wycinek społecznej rzeczywistości, unaoczniały ukrytą w nich przemoc czy nierówność i podsuwały zawsze tę samą, buntowniczą czy rewolucyjną receptę, "nie-boska" jest wizją totalną. Świat w tym przedstawieniu nasączony jest nierównościami i przemocą, realną bądź symboliczną, a to, co opisał Krasiński, jest tylko skromnym rozdziałem wielkiej historii. Jest z tego jakieś wyjście? Jedno jak gdyby prześwieca, jeszcze wyraźniej niż w "W imię Jakuba S.", sztuce Demirskiego, w której Jakub Szela podsuwał myśl, że chłopskie "w pysk" ma czasem uzasadnienie. W "nie-boskiej" padają zdania, byśmy nie bali się zobaczyć, iż także demokracja opiera się na przemocy i że czasem należy "mordować ludzi". Jasne, nie wiadomo właściwie, jak to zdanie jest wypowiadane, wprost czy ironicznie, publiczność jest w każdym razie zachwycona i klaszcze. We mnie te coraz wyraźniejsze proklamacje Demirskiego, że przemoc wprowadziłaby w ten nasz nieuporządkowany świat jakiś porządek, powodują niesmak. Autor przestrzega czy przyzywa? Jaka jest intencja?

A jaki był cały tegoroczny R@Port? Festiwalowe jury słusznie podkreśliło w swoim werdykcie, że różnorodny. Taka była chyba intencja Jacka Sieradzkiego - pokazać, że polski teatr, sięgający po współczesne teksty rodzimych autorów, robi to rozmaicie. Na antypodach sztuki Demirskiego i Strzępki można by umieścić sztukę "Narodziny Fryderyka Demuth" Macieja Wojtyszki, wyreżyserowane przez niego w krakowskim Teatrze im. Słowackiego. W katastrofalnie tradycyjnej scenografii, ale z inteligentnym tekstem, udowadniającym na przykładzie Karola Marksa i Fryderyka Engelsa tezę Paula Johnsona z jego "Intelektualistów", że intelektualista to ktoś taki, kto, owszem, kocha ludzkość, ale nie potrafi kochać człowieka.

Sześć spektakli konkursowych i wiele wydarzeń towarzyszących dało nadzieję, że R@Port będzie odbudowywał swoją markę. Ale nie łudźmy się: póki będzie organizowany w dwuletnim cyklu, a nie co roku, póty słowo "raport" w nazwie festiwalu będzie cokolwiek na wyrost.»

Jarosław Zalesiński
POLSKA Dziennik Bałtycki
26 maja 2015

Książka tygodnia

Tajemnicze dziecko
Wydawnictwo Media Rodzina
E.T.A. Hoffmann (Ernst Theodor Amadeus Hoffmann)

Trailer tygodnia

Miłość do trzech pomar...
Zbigniew Głowacki