Włochate stado

"Między nami dobrze jest" - reż. Andrzej Majczak - Teatr Bagatela w Krakowie

Do Tesco łazimy tłumnie, bezmyślnie, maniakalnie? Specjalnie w soboty, co by wszystkiego na bity tydzień nakupić, do lodówy wcisnąć, do zamrażalnika, chleb też, żeby mieć, żeby było, a nie jak kiedyś, gdy wszędzie tylko jedno wielkie g...?

Specjalnie w soboty - z powodu żarcia, specjalnie też w dni promocji pantofli, podpasek, maści na odciski, telewizorów, basenów ogrodowych, desek klozetowych, myszy komputerowych, żywych kotów, karmy dla akwariowych rybek i samych akwariowych rybek, szkoda dalej gadać, nie wyrecytujesz świata całego, który nawet jeśli nie dziś, to kto wie, czy nie jutro będzie jak znalazł? Bierzemy, bo jak nie brać, skoro za pół darmo dają - tylko głupi by nie wziął, a my nie głupi? Czy tak? Taki jest nasz kapitalizm dnia codziennego? Naprawdę tak wygląda dziś wolny rynek nadwiślańskiego neandertalczyka?

W opowiastce Doroty Masłowskiej "Między nami dobrze jest" główna bohaterka, zwana Małą Metalową Dziewczynką (w przedstawieniu Andrzeja Majczaka Karolina Chapko i Magda Grąziowska grają tę rolę na zmianę), zapisując w kajecie tandetne refleksje o świecie, co krok wraca do nieszczęsnego słowa Tesco. W Tesco, o Tesco, z Tesco, to jest z Tesco, tamto też jest z Tesco, i tamto, i tamto, i jeszcze tamto - wszystko jest z Tesco. Wolna Polska to Tesco totalne? Gdyby Mała Metalowa Dziewczynka nie była aż tak nieodwracalnie głupawa i aż tak intensywnie dotknięta ADHD, z codziennego przeglądania swego pamiętniczka niechybnie wysnułaby właśnie to uogólnienie - i zawstydziłaby się jego litą jałowością.

Polska równa się dziś Tesco! Z tym i całą kupą porównywalnych rewelacji uogólniających, z wszelkiej maści koturnowymi Tezami, Przesłaniami, Podsumowaniami, Generalizacjami (pisane z największej litery) - w sztuce zawsze jest tak samo. Mami toto mądrością, głębinną refleksją, powagą socjologiczną, wielce troskliwą elegancją publicystyczną - a w istocie nie znaczy nic, kompletnie nic. Zawsze sypać zaczynają się z tego - i raczej wcześniej niż później - trociny obezwładniającego banału i zawstydzającej łatwizny, trociny potwornie przynudzające. Dokładnie tak, jak z kilkunastu napisanych przez Masłowską scenicznych obrazków rodzajowych, tych plakatowych makatek, płaskich etiud na temat: "Statystyczny Polak dziś".

Jaki jest wynik zabawy Masłowskiej w malowanie portretu naszego plemienia, zabawy oczywiście gorzkiej, a nawet, Matko Święta, godnej starych konstatacji samego Witolda Gombrowicza?! Dwa odcienie już znamy: statystyczny Polak to neandertalczyk buszujący w Tesco, zaś statystyczna dziewczynka to znerwicowany matoł, który ani dudu o historii swej ojczyzny. A oto reszta barw. Statystyczny Polak lubi telewizję, w której statystyczna, czyli tępawa Prezenterka (Magdalena Walach) pytluje o niczym z identycznie lotnym Aktorem (Adam Szarek) - lubi to zwłaszcza statystyczna Halina (Ewa Mitoń), gdyż ze statystyczną Bożeną (Ewelina Starejki) podobnymi bredniami wymieniają się w kuchni. Do tego mamy statystycznego Mężczyznę (Michał Jaros), co scenariusz filmowy kleci z grafomańskim uporem, a z drugiej strony - statystycznie rozerotyzowaną Edytę (Urszula Grabowska), którą ogarnia szał kluczowego dylematu życia: golić regularnie, czy nie golić regularnie swego bujnego "bobra"? Wreszcie barwa ostatnia - statystyczna Osowiała Staruszka (Maria Zającówna-Radwan) na inwalidzkim wózku, bez litości dla domowników i bez wytchnienia robiąca w dziurawej pamięci niepoczytalne wycieczki do swej młodości za czasów II wojny światowej. A wszystko to w klitce, oczywiście od lat nieremontowanej, w jakiejś kamienicy, oczywiście przeznaczonej do rozbiórki, gdzieś na peryferiach miasta, które oczywiście nie posiada żadnych interesujących cech. Amen.

Słowem - wedle Masłowskiej wszystko jest dziś w Polsce do d... absolutnej i raczej nic nie da się na to poradzić. Rzeczywiście. Nic nie poradzę na żal, iż osiem dobrych, często bardzo dobrych aktorskich etiud, musi przez prawie dwie godziny bez przerwy kolebać się w opowiastce tak trywialnej, tak papierowej, tak bladej.

Paweł Głowacki
Dziennik Polski
27 czerwca 2011

Książka tygodnia

Ksiuty z Melpomeną
vis-a-vis
Stefan Wiechecki

Trailer tygodnia

Maskarada – Międzynaro...