Wojna osobowości

"Bóg mordu" - reż: Henryk Adamek - Teatr Śląski w Katowicach

Wśród czerwonych ścian, na czerwonym dywanie, stoi stolik i cztery krzesła, na bocznej półce przez pełną złowieszczej namiętności czerwień przebija się żółty odcień tulipanów. Pstryk - gaśnie światło. Pstryk - światło się zapala. Karuzela zdarzeń ruszyła...

Niczym podglądacz obserwuję sytuację w pokoju. Nakrywam dwa małżeństwa podczas rozmowy. Na pozór spokojni, lecz pod maską opanowania czai się zakuty w łańcuchy demon gniewu. Państwo Veronique i Michel Houllie uprzejmie informują państwa Annette i Alain Reille, że podczas niefortunnego zdarzenia, jakim była „sprzeczka” ich synów, Frederic Reille przy pomocy kija wybił zęby Danielowi Houllie. Wystarczy podpis rodziców i przeprosiny syna, aby sprawa została zamknięta. W pokoju rośnie napięcie, mimo iż gospodarze – Veronique i Michel Houllie starają się jak najgrzeczniej wytłumaczyć zaproszonym gościom, po czyjej stronie tkwi wina… Czy konflikt jedenastolatków może przerodzić się w wojnę dorosłych? Czy ludzie cywilizowani muszą uciekać się do podstępnych sztuczek i siły, aby postawić na swoim? Czy wreszcie alkohol (nawet najwyższej klasy) jest dobrym doradcą? 

„Bóg mordu” to sztuka, z której aż kipi ironia. Na scenie zaś dostrzec ją trudno, bowiem ukryta jest pod maską farsy. Publiczność opanowuje niepohamowany śmiech, kiedy Michel wyznaje, iż myślał, że chomiki lubią rynsztoki. Uśmiech nie znika z twarzy widzów, kiedy Annette wyrywa telefon męża i wrzuca go do wazonu tulipanów. Śmiechy słychać nawet w momencie, kiedy Alain wyznaje, że mąż nie jest żonie do niczego potrzebny. Jednak, czy śmiech jest najlepszą reakcją w powyższych sytuacjach? Chyba tylko śmiech przez łzy, bowiem farsa, która rozgrywa się na scenie, odsłania najgłębiej chowane tajemnice bohaterów.

Tak naprawdę w pokoju spotykają się cztery różne osobowości, z których każda ma inny pogląd na świat. Veronique – kobieta zaangażowana, która nie może osiągnąć spełnienia w rodzinie, więc szuka go w sztuce. Michel – człowiek twardo stąpający po ziemi i prostolinijny, w niektórych momentach swą prozaiczną postawą budzący wręcz obrzydzenie. Annette – na pozór opanowana i uległa, jednak w głębi serca prowokacyjna i pełna napięć. Alain – mężczyzna, który poza pracą nie widzi nawet czubka własnego nosa, osoba zupełnie obojętna na świat, wreszcie wyznawca „boga mordu”… Z początku oficjalne spotkanie przeradza się w prawdziwą wojnę osobowości – każdy chce postawić na swoim. 

W rolach głównych wystąpili czołowi aktorzy Teatru Śląskiego: Barbara Lubos, Violetta Smolińska, Andrzej Warcaba i Grzegorz Przybył. Każde z nich stworzyło niezwykle autentyczną postać. Tak, jakby widz idąc ulicą, usłyszał kłótnię, więc schował się w krzakach, aby co nie co podsłuchać…

Yasmina Reza – autorka sztuki, umiejętnie operuje napięciem. Początkowo spokojnie, następnie coraz groźniej, aż w końcu wybuch, po którym cisza – zwiastun kolejnej burzy. Napięcie zmienia się jak w kalejdoskopie, graficznie można by to łatwo przedstawić na sinusoidzie. Widz katowickiego spektaklu czuje jednak pewien dystans do sytuacji rozgrywającej się na scenie – jest tylko podglądaczem, a nie uczestnikiem zdarzenia. Chyba, że spektakl jest prowokacją do tego, aby w domowym zaciszu zgłębić tajniki własnej duszy…?

Joanna Garbarczyk
Dziennik Teatralny Katowice
13 grudnia 2010

Książka tygodnia

Utalentowani jak Nardelli
Sekcja Krytyków Teatralnych ZASP
red.: Anita Nowak, Krystyna Piaseczna, Piotr Rudzki

Trailer tygodnia