Wokalno-aktorska doskonałość

"Moulin Noir. Antyrewia" - 27. Festiwal Szkół Teatralnych

Nieubłaganie nadchodzi finał XXVII Festiwalu Szkół Teatralnych. Studenci zakończyli już swoje aktorskie prezentacje. Jako ostatnia zaprezentowała się Akademia Teatralna z Warszawy. Ich antyrewia okazała się festiwalowym sukcesem.

Na warsztat wzięte zostały utwory Nicka Cave’a, Martyna Jacquesa i Toma Waitsa. Zainspirowany ich twórczością Marcin Przybylski stworzył scenariusz dla dyplomantów IV roku warszawskiej AT i w kooperacji z Teatrem Współczesnym z Warszawy pozwolił zabłysnąć swojej sztuce „Moulin Noir. Antyrewia” pełnym blaskiem.

W powietrzu unosi się dym, kurtyna ciągle jeszcze jest zasłonięta, słychać głosy ulicy - jeżdżące samochody, padający deszcz, trąbiących kierowców. Na scenie pojawia się Grzegorz Kwiecień i bardzo spokojnie zaczyna śpiewać pierwszy przebój. A kiedy już skończy, dołącza do niego piękna Anna Czartoryska i porywa publikę kolejnym utworem. Następne wydarzenia już nie są tak spokojne - taksówkarz bowiem zawozi napotkana kobietę do „Moulin Noir”, miejsca wywołującego bardzo skrajne emocje. To mała spelunka, w której poznajemy dziwki, zbrodniarzy, narkomanów porywających swoim śpiewem i tańcem.

Tworzą oni wielkie show, wchodzą kolejno na małe podwyższenie i wyśpiewują swoje przeboje - pełne grozy i niepokojów, nasiąknięte dużą dawką zła, jednak ubrane w poetycki język. Nie ma tutaj miejsca na słodką zabawę, wszystko, czego możemy się spodziewać, to szyderstwo, zepsucie i strach. A jednak godzimy się na to i z zafascynowaniem oglądamy poczynania aktorów. 

Na chwilę scena zostaje zdominowana przez facetów, dziwki siedzą w kątach - piją drinki, śmieją się, krzyczą. Jedna z nich (cudowna Olga Omeljaniec) w pełnym pasji tańcu zostaje uduszona - w powietrzu unoszą się kłęby dymu, robi się coraz duszniej i bardziej emocjonująco, jednak przeżycia artystyczne, jakich dostarczają nam aktorzy sprawiają, że mamy ochotę wchodzić coraz głębiej w ten mroczny świat, chcemy więcej brutalności, tańca i muzyki.

I dostajemy. Kiedy na scenę wychodzi Monika Węgiel aby uraczyć nas swoim solowym popisem nikt nie ma wątpliwości, że obcuje ze sztuką na najwyższym poziomie. Kilkuminutowy występ śledzimy z zapartym tchem, nie odrywając oczu od kobiety, na której twarzy malują się wszystkie emocje. Warto wspomnieć o długim, ale nawet w najmniejszym stopniu nie nużącym wystąpieniu Jacka Belera. Przygotowany bardzo dobrze nie tylko wokalnie, ale i aktorko, potrafił doskonale utrzymać na sobie uwagę widzów. Wszystkim artystom pomagał grający na żywo zespół, który świetnie dopełniał nastrój trwającego show.

Sukcesy można by mnożyć w nieskończoność, bo w tym spektaklu trudno odnaleźć jakieś niedociągnięcia, potknięcia. Doskonałe aktorstwo, w połączeniu ze świetnym przygotowaniem wokalnym, dały dwie godziny niezapomnianych wrażeń.

Kamila Golik
Dziennik Teatralny Łódź
23 kwietnia 2009

Książka tygodnia

Wpadnij, to pogadamy...
Wydawnictwo Universitas
Krzysztof Orzechowski, Łukasz Maciejewski

Trailer tygodnia