Wolnoamerykanka

"Versus. W gęstwinie miast" - reż: R. Rychcik - Teatr Nowy w Krakowie

Czerwona kurtyna stanowi jedyne tło dla Versusa w reżyserii Radosława Rychcika w krakowskim Teatrze Nowym, skondensowanej adaptacji dramatu W gęstwinie miast Bertolda Brechta. Wolna przestrzeń przed nią to miejsce walki, ring, arena. Nikt nie będzie jednak udawał, że to, co teatralne jest prawdziwe, ani że na scenie kreowana jest jakaś realistyczna rzeczywistość. Brecht w grobie się nie przewróci. A może nawet wreszcie zaśnie spokojnie

Wczesny dramat Brechta to bezlitosne studium skonfliktowanej, konsumpcyjnej cywilizacji, która została pozbawiona jakichkolwiek prawdziwych uczuć. A jeżeli jeszcze jakimś cudem uchowała się tam swego rodzaju oaza niewinności, to wszyscy będą z niej pić tak długo, aż nie wysuszą jej do dna. Tutaj wszystko jest na sprzedaż. Nie znajdziemy tu żadnej świętości. Liczy się tylko zysk. Ludzkie relacje opierają się już wyłącznie na nieokiełznanej rywalizacji, która staje się jedyną dominantą tego świata. Radosław Rychcik właśnie tę walkę, w której wszystkie chwyty są dozwolone, umieścił w centrum swojego zainteresowania. 

Cztery postacie, dwie kobiety, dwóch mężczyzn. Ich ubrania więcej odsłaniają, niż zasłaniają, dzięki czemu akcja z pustej sceny przenosi się na ich ciała, stające się właściwą przestrzenią gry. Każdy monolog zostaje jakby wdrukowany w cielesność aktorów, którzy poniekąd mówią całymi sobą: możemy obserwować każdy skurcz mięśnia, pot występujący na czoło, grymas bólu czy łzę spływającą po policzku. Pozorna statyczność postaci, które większość swoich słów kierują przed siebie zamiast do interlokutora, czy raczej przeciwnika w tej dziwnej walce, zostaje skontrastowana z niezwykle precyzyjnie ograną fizycznością aktorów. Apogeum tego reżyserskiego zabiegu stanowi nagie wykonanie piosenki S.O.S. przez aktorkę, która ma na sobie tylko czarną opaskę na oczach i buty na wysokim obcasie. Stojąc przed mikrofonem woła o pomoc. Całą sobą. Bez afektacji, niczym skazaniec, który z zawiązanymi oczami próbuje odwlec egzekucję. Liryczność, a zarazem niezwykła ekspresja i dosadność tej sceny sprawia, że widz nie może oderwać oczu od czarnej opaski, jakby chciał tę postać jeszcze bardziej przejrzeć na wylot, jakby dopiero za nią skrywało się sedno.

Po odegranych kwestiach, gestach, układach aktorzy zatrzymują się w bezruchu, zdejmują mimiczne maski i najspokojniej w świecie schodzą ze sceny. Brechtowski dystans zyskał swoje nowe wcielenie, zyskał także nową scenę – ciało, przy którym nawet najlepsza scenografia, choćby nie wiem, jak teatralna, to tylko „stare dekoracje”.

Magdalena Talar
Dziennik Teatralny Kraków
4 kwietnia 2011

Książka tygodnia

Street Art. Wielcy artyści i ich wizje
Wydawnictwo ARKADY
Alessandra Mattanza

Trailer tygodnia