Wolność krwią na piasku malowana

"Spartacus" - 1. Międzynarodowy Festiwal Teatru Formy

Imię Spartakusa do dziś budzi szacunek. Ten charyzmatyczny gladiator pociągnął za sobą rzesze uciemiężonych, gladiatorów i niewolników. Współcześnie nie ma człowieka, który byłby gotów zmierzyć się z historią owego dzielnego przywódcy. Znaleźli się za to śmiałkowie, którzy postanowili przypomnieć dzieje wielkiego powstania. Francuski Théâtre La Licorne z Lille prezentuje swoje spojrzenie na postać Spartakusa podczas Międzynarodowego Festiwalu Teatru Formy w Krakowie.

Scena, na którą wchodzą widzowie, to Koloseum. Siedząc ma się świadomość wejścia w spektakl jako uczestnik. Widzimy przygotowanie areny do widowiska, zapewnionego przez cezara. W końcu rozpoczynają się walki gladiatorów. Na początek lalka-mężczyzna i lew. Zwierzę wygrywa. Moment rozstrzygnięcia losu wojownika – ratować czy dobić? Pytanie do publiczności – podnosi solidarnie kciuk do góry, ale zdanie władcy przeważa – w dół skierowany palec oznacza szybki kres męki nieszczęśnika. Tryska krew, po czym następuje zmiana walczących. Pojedynek dwóch stworów, przypominający potyczkę bazyliszka ze skorpionem. Pokaz brzydoty i okrucieństwa. Gdy naprzeciwko sobie stanęło dwoje ludzi, walka stała się wreszcie wyrównana. Ale oto zwycięzca – Spartakus – zostaje niesprawiedliwie potraktowany przez władcę… Pora na bunt. 

To będzie długa i zaciekła kampania, nieopanowana w porę przez Rzymian, którzy miewają niekiedy ciekawsze zajęcia, niż troskę o dobro imperium – np. wizyty w łaźni, gdzie oddają się cielesno-estetycznym rozkoszom. Tymczasem buntownicy podróżują, znosząc z pokorą trudy ucieczki. W końcu docierają do stóp Wezuwiusza (instalacja z drabin, krater „grała” żelazna misa), gdzie odpierają ataki rzymskiego wojska. Spartakus przewodzi swojej armii, szczególnie heroiczna jest scena, w której prowadzi włócznie na wroga (umieszczone przezeń na małej platformie). Steruje ciosami, odpiera je, upada wraz z żołnierzami. W końcu przegrywa – cena klęski jest wysoka i niezwykle okrutna. Pokolenia na wieki zapamiętają krzyżową drogę do Via Appia, udekorowaną skazańcami spod znaku Spartakusa. Jego ciało znika.

Teatr lalkowy to bardzo wymagający rodzaj sztuki widowiskowej. Aktor na scenie odpowiada nie tylko za siebie, ale również za kukłę, której ruchami steruje. Rozpieściliśmy się – oglądamy ładnie wykonane, klasyczne marionety, które zadowalają nasze gusta estetyczne. Zespół z Lille pod tym względem szokuje: wprowadza bardzo zróżnicowane rozmiarem „lalki”: od malutkich żołnierzyków, o sylwetkach idealnych gladiatorów, małych koników, wyglądających jak rumaki Nazgulów z „Władcy Pierścieni”, po ogromne, prawie naturalnej wielkości figury: głowę słonia i rannego wierzchowca. Sprawiają wrażenie surowych, ciężkich, zresztą w dużej części wykonane są z metalu. Bardzo precyzyjne machiny… Doznanie to nieco niweluje świetnie dobrana muzyka, przypominająca ścieżkę dźwiękową z gry komputerowej – ma się odczucie, jak gdyby wkroczono do misji strategicznej. W przedstawieniu ogromną rolę odgrywają światła, dostosowane do sytuacji i pory dnia w sztuce. Aktorzy, prowadzący lalki, są naznaczeni bólem, jawiącym się jako kreski-„rany” na ciele, ich głowy spowite są splątanymi drutami. Jako krwi, gdy tylko tego potrzeba, używają farby. Świetnie podają rytm przedstawienia. Wtrącają co jakiś czas, ku uciesze widzów, polskie słowa, co trochę wybija widza z zamyślenia.

W opozycji do postaci gladiatorów mamy dwóch śpiewaków, wykonujących role Rzymian – zestawienie przepychu patrycjuszy i dzikości buntowników przypomina sytuację sprzed dwóch tysiącleci. Najbardziej zaskakujące wydało mi się przełamanie obrazu – wezwanie przez Rzymianina techników, którzy mieli zdemontować ozdoby rzymskiego domu – zespół mówi: „my się tu tylko bawimy w Spartakusa”. Zresztą jest to podkreślane czasami, przez operowanie groteską, np. przy „montażu” Wezuwiusza. „Bawimy się, ale Spartakus przez nas mówi”, można byłoby skomentować tymi słowami pojawiające się stopy. Mnóstwo stóp, symbolizujących buntowników. Najgłośniej „mówią” w czasie przemarszu przez scenę oraz gdy zostają usypane, jako szlak Via Appia.

Spektakl jest zamknięciem monumentalnego dzieła w małej przestrzeni sceny. Przekraczanie przez aktorów przestrzeni „bezpiecznej” dla widza wzmagało odczucie uczestnictwa, potęgowało przeżycie sztuki. Bez wątpienia, dzieło godne koloseum.

Théâtre La Licorne, Lille (Francja)
„Spartacus”
Reżyseria, scenariusz, scenografia: Claire Dancoisne
Myzyka: Pierre Vasseur
Reżyseria światła: Hervé Gary
Scenografia: Bertrand Boulanger, Grégoire Chombart, Jean-Baptiste Gaudin, Fred Parison, Olivier Sion, z pomocą Jean-Marc Delannoy, Coline Lequenne, Sylvain Liagre, Amaury Roussel
Kostiumy: Claire Dancoisne i Francis Debeyre
Występują: aktorzy lalkarze: Gaëlle Fraysse, Gwenaël Przydatek i MaxenceVandevelde
Soliści operowi: Jean-Michel Ankaoua (baryton) i Julien Veronese (bas baryton)

Maria Piękoś
Dziennik Teatralny Kraków
18 listopada 2010

Książka tygodnia

Biała jak mleko, czerwona jak krew
Społeczny Instytut Wydawniczy Znak
Alessandro D'Avenia

Trailer tygodnia

Romans wschodni
Victoria Vatutina i Olga Bilas
Koncert spina w harmonijną całość kla...