Wraca pamięć tamtych dni

"Każdy przyniósł, co miał najlepszego" - reż. Marek Brand - Teatr Miniatura w Gdańsku

Adaptacje powieści czy opowiadań z reguły są brykami. Scenę karmiącą się nimi wielu uważa za chorą. Tymczasem w gdańskim teatrze Miniatura w sobotę odbyła się teatralna premiera znakomitej książki Mieczysława Abramowicza "Każdy przyniósł, co miał najlepszego".

Spektakl wyreżyserował Marek Brand. - Proponowałem Mietkowi, żeby zrobił adaptację, odmówił - powiedział reżyser przed premierą, a Mieczysław Abramowicz dodał, że gdyby miał pomysł na zrobienie przedstawienia na podstawie tej książki, to by już dawno to zrobił. I zapewne, jest bowiem nie tylko pisarzem, ale też reżyserem teatralnym.

Ale dobrze się stało, Marek Brand miał pomysł i choć pozostał wierny autorowi, stworzył spektakl bardzo osobisty, zbudowany na emocji, wzruszający, momentami zabawny, a momentami poruszający. Wybrał sześć opowiadań i zabrał widzów w podróż w czasie przez lata 1924-1945. Zanim rozpocznie się przedstawienie i zasiądziemy na widowni, mijamy aktorów, którzy pakują walizki - to zespół teatru żydowskiego. Segregują rzeczy, brązowy garnitur, sukienka z białym kołnierzem - ich ubrania, czy rzeczy z obozu Stutthof. Jest rok 1934, do Gdańska przybywa z Warszawy teatr żydowski, któremu przewodzi reżyser Rudolf Zasławski (w tej roli Jacek Majok). W mieście panują nastroje antysemickie - atmosfera wrogości i strachu, a jednocześnie jest to czas rodzącej się miłości, czas zaręczyn, zabawy.

Na scenie występuje zaledwie sześcioro aktorów, a wydaje się, jakby było ich wielu, grają bowiem po kilka ról i czynią to znakomicie. Zapamiętamy Jacka Gierczaka jako Żyda Riesenfelda, ojca zakochanej Chany, Doktora, czy Alfonsa Gutkowskiego, strażnika z obozu koncentracyjnego Stutthof (ukrywającego wraz z żoną żydowską dziewczynę Wandę). W każdej pokazuje inną twarz. Rewelacyjna jest Magdalena Żulińska - jako roześmiana Ruth, czy zakochana Chana wędrująca z kolędnikiem Ottonem (w tej roli znakomity jak zawsze Piotr Kłudka). Aktorka gra subtelnie i delikatnie, lecz wyraziście maluje każdą postać.

W kilka ról: żony Gutkowskiego, ciotki Ottona, Jadwigę, matkę Ruth, wcieliła się Agnieszka Grzegorzewska. Andrzej Żak stworzył wiele postaci drugoplanowych. - Zgodnie z rozkazem rozpocząłem obserwację podejrzanego Riesenfelda Adolfa, aptekarza z Gołubia - melduje. Przezabawny jest jako niemiecki agent w różowej sukni.

Są w tym spektaklu chwile zabawne i liryczne, rozładowujące rosnące napięcie, zagrożenie.

W tej sztuce tak jak w życiu, nic nie jest jednoznaczne ani proste. Piękny las w Stutthofie (dzisiaj Sztutowie) może być miejscem zarówno miłości dwojga kochanków, jak i zbrodni nie do opisania, miejscem śmierci wielu Żydów. - Gdyby moja mamusia wiedziała, jak w tym lesie z tobą w szabat świętowałam... Czy zrozumiałaby, że jej córka prawdziwie ślub brała, jak nasi prarodzice w Edenie? - pisze zakochana Ruth.

Istotnym elementem spektaklu są wizualizacje Andrzeja Dudzińskiego - migawki materiałów filmowych z Gdańska z tamtych czasów. Akcji dyskretnie towarzyszy muzyka Ignacego Jana Wiśniewskiego. Początkowo scenografia Anny Molgi irytowała mnie. Wydawała się zbyt siermiężna i te okropne kukły po bokach sceny. Tymczasem zbudowana na niewielkim podeście drewniana konstrukcja okazała się zadziwiająco funkcjonalna. Troje drzwi, otwierane okienko, rozkładany stół i drabina zależnie od sytuacji stają się wystawą sklepową, kamienicą czy wnętrzem mieszkania. Pod tą konstrukcją są też szuflady i one zagrają w spektaklu.

Po raz pierwszy w teatrze Miniatura jest spektakl dla dorosłych. Wiele scen pozostanie nam w pamięci, jak ta gdy w Chanukę aktorzy śpiewają "A świece w menorze się palą/Jedna w każdą noc, a światła taka moc/Że wraca pamięć dawnych dni".

Grażyna Antoniewicz
POLSKA Dziennik Bałtycki
18 marca 2014

Książka tygodnia

Carroll, Baum, Barrie. (Mito)biografie i (mikro)historie
Wydawnictwo Universitas
Maciej Skowera

Trailer tygodnia

14. Międzynarodowy Fes...
14 Międzynarodowy Festiwal Teatrów La...