Wrocławski dyrygent i opera noblisty

rozmowa z Bassemem Akiki

To trudna muzyka, sama opera ma też ogromny ciężar psychologiczny, który nikogo nie zostawia obojętnym. Ale muszę powiedzieć, że i cała orkiestra, i chór, i soliści naprawdę dają z siebie wszystko, a Nicolas Lens, który był na kilku próbach, jest jak na razie z efektów naszej pracy bardzo zadowolony. No i ogromna w tym zasługa Mai Kleczewskiej, która reżyseruje tę operę. Można powiedzieć, że właśnie tworzymy kanon tego dzieła. To wielkie wyzwanie i wielka odpowiedzialność.

Z Bassemem Akiki dyrygentem orkiestry Teatru Wielkiego w Poznaniu w światowej prapremierze opery "Slow Man" rozmawia Katarzyna Kaczorowska.

Katarzyna Kaczorowska: W czwartek poprowadzisz na festiwalu Malta w Poznaniu orkiestrę w światowej prapremierze opery "Slow Man" Nicolasa Lensa i Johna M. Coetzee. Boisz się? 

Bassem Akiki: - Już nie, ale rzeczywiście, jak zobaczyłem partyturę po raz pierwszy, byłem przerażony. To trudna muzyka, sama opera ma też ogromny ciężar psychologiczny, który nikogo nie zostawia obojętnym. Ale muszę powiedzieć, że i cała orkiestra, i chór, i soliści naprawdę dają z siebie wszystko, a Nicolas Lens, który był na kilku próbach, jest jak na razie z efektów naszej pracy bardzo zadowolony. No i ogromna w tym zasługa Mai Kleczewskiej, która reżyseruje tę operę. Można powiedzieć, że właśnie tworzymy kanon tego dzieła. To wielkie wyzwanie i wielka odpowiedzialność.

Coetzee, który w 2003 roku dostał Nobla, też czuwa nad Waszą pracą?

- Hm, będzie dzisiaj na próbie generalnej i dopiero wtedy zobaczy całość. Wiem jednak, że jest w stałym kontakcie z Lensem, zresztą od samego początku, jak pojawił się pomysł na tę operę, bardzo ściśle ze sobą współpracowali. To nie było tak, że napisał libretto i wysłał do Lensa z adnotacją "zrób z tym, co chcesz". Cały czas interesował się stroną muzyczną tego dzieła, bo naprawdę jest ona szalenie ważna.

Pierwotnie za pulpitem dyrygenckim miał stanąć Marek Moś,a nie Ty.

- To prawda, taka informacja poszła w świat po konferencji prasowej, na której ogłoszono, że na festiwalu Malta zostanie pokazana operowa adaptacja książki Coetzee. Ale plany uległy zmianie i kierownictwo muzyczne zaproponowano mnie. To było ogromne wyzwanie. Musiałem się przygotować w ekspresowym tempie, wgryźć w partyturę, oswoić te dźwięki, które łatwe nie są, często są też z pozoru przypadkowe czy brzydkie, ale mają głębokie uzasadnienie w psychologii bohaterów.

Książka Coetzee to opowieść o mężczyźnie, któremu po wypadku lekarze amputują nogi, uznając, że jest za stary na to, by je ratować. Koszmar.

- A muzyka Lensa ten koszmar oddaje wręcz idealnie. Wyraża ból, strach, cierpienie.

"Slow Man" to naprawdę będzie wydarzenie. Na premierze będą i Nicolas Lens, i John M. Coetzee. Myślę, że pojawi się też sporo fanów talentu samego Lensa, którzy na co dzień niekoniecznie chętnie i często chadzają do opery.

No właśnie, to kompozytor popularny wśród fanów tzw. awangardy muzycznej.

 - Cokolwiek ta awangarda znaczy (śmiech). Przede wszystkim jest wszechstronnie wykształcony, pochodzi z muzycznej rodziny. Pierwsze skrzypce dostał od dziadka, jak miał pięć lat. Potem uczył się grać na kontrabasie, trąbce i violi da gamba, a więc również uczył się muzyki dawnej. Ukończył Królewskie Konserwatorium Muzyczne w Brukseli i rzeczywiście po "Flamma, flamma" był popularny wśród tak zwanych poszukujących melomanów, ludzi otwartych na różnorodność w muzyce. Ale powtórzę, "Slow Man" jest inny i już choćby dlatego warto pojechać do Poznania, gdzie damy trzy przedstawienia. 

Wrocławscy melomani kojarzą Cię z Mozartem - dyrygujesz "Don Giovannim" czy Verdim.

- Ale prowadzę też orkiestrę w "Matce czarnoskrzydłych snów" Hanny Kulenty i "La liberta chiama la liberta" Eugeniusza Knapika, a jesienią na festiwalu opery współczesnej we Wrocławiu będę dyrygował "Aniołami w Ameryce" Petera Eótvosa. Nie jestem więc "przypisany" tylko do tej klasycznej opery, fascynuje mnie też jej współczesne oblicze.

Czym się różnią te oblicza?

 - Wbrew pozorom różnice są niewielkie. Opera współczesna to również melodia, harmonia nieco inna niż klasyczna czy romantyczna, ale przede wszystkim ważne w niej jest to, jak muzyka oddaje emocje, to, co dzieje się z człowiekiem, jego sytuację w świecie, który go otacza, i to, co kłębi się w jego głowie. To naprawdę fascynujące obszary.

Katarzyna Kaczorowska
POLSKA Gazeta Wrocławska
21 lipca 2004

Książka tygodnia

Stanisława Walasiewicz. Medaliści
Wydawnictwo Bosz
Redakcja: Marzena Jaworska

Trailer tygodnia