Wspaniały spektakl bez pretensji

"High School Musical" - reż: Tomasz Dutkiewicz - Gliwicki Teatr Muzyczny

Jest źle, gdy spektakl teatralny mający z założenia trafić do dużej widowni, okazuje się zbyt hermetyczny, przesączony przez filtr indywidualnej wrażliwości i noszący znamiona prawdziwej męki twórczej. "High School Musical" nie powtórzył błędów mającego być wielkim hitem "Ragtime\'u". Jest moim zdecydowanym kandydatem na hit dużego kalibru.

Tomasz Dutkiewicz i Sylwia Adamowicz okazali się znakomitymi profesjonalistami, doskonale czującymi jak należy poprowadzić młody zespół, będący konglomeratem różnych scenicznych doświadczeń jednych i naturalnego wdzięku innych, zawsze jednak prawdziwie żywiołowym i pełnym marzeń o scenie dawno już zapomnianych przez aktorskie wygi. Chwała więc twórcom spektaklu za to, że zdecydowali się pokazać to wszystko, co łatwo można było stracić plącząc się w niuansach, ustawiając sceny perfekcyjnie pod względem kompozycji, szlifując technikę aktorską. Nie znaczy to bynajmniej, że te elementy były szczególnie słabą stroną widowiska. Nie, młodzi aktorzy, których widzieliśmy nie mogą jedynie zapomnieć, że przed nimi jeszcze ogrom pracy. A potem... zapewne dla wielu światła dużych scen. 

Co takiego w HSM sprawiło, że będąc raczej ostrożnym w wyrażaniu zachwytów, poddałem się magicznej wymianie energii podczas owacji na stojąco? Pozytywne przesłanie! Pośród zalewających ekrany i sceny teatralne ponurych wizji na temat kondycji świata i człowieczeństwa, pośród ogólnego tumiwisizmu, marazmu i czego tylko, nagle pojawia się przekaz prosty jak młodzieżowy język, jasny jak dwa razy dwa i wypełniony energią, która momentami przypomina ADHD. Tak właśnie było z filmami spod znaku HSM, tak jest ze spektaklem. Młodzi odbiorcy być może poczują nawet, że przekaz jest dość banalny, fabuła przemielona przez dziesiątki scenicznych młynków, ale jednak, paradoks, tak to właśnie czasem w życiu jest! Szanowni Państwo, czyż nie są banalne, a jakże serio jednocześnie szkolne batalie o pozycję i prestiż? Czyż nie uśmiechamy się, wspominając nasze pierwsze miłości? Trochę naiwne, ale piękne. Nasza młodzież nie chce być dorosła wtedy, kiedy rodzicom to pasuje. Ona chce dorastać. I właśnie ten pęd dorastania, wibrujący rytm dojrzewania, temperatura emocji - to wszystko stało się tematem gliwickiej premiery HSM. 

Od strony teatralnej? Jest dobrze. Aktorzy nie są zmanierowani, reżyser nie pozwolił na gwiazdorstwo, atmosfera wspólnego wysiłku emanuje ze sceny. Świetna Agnieszka Mrozińska w roli Gabrieli, może troszeczkę sztywno rozpoczynająca spektakl, ale potem rozkwitająca delikatnie jak niezapominajka. Troy, Mateusz Cieślak dotrzymuje jej kroku. Naturalny, bez zadęcia, ma zadatki na świetnego aktora. I ich duety! Bardzo dobrze współbrzmiące głosy budują liryczny nastrój w najlepszym stylu i wzruszają prawdziwie. Marta Florek, Sharpay, Michał Korzeniowski, Ryan, Aleksandra Adamska, Taylor, Andrzej Skorupa, Chad - im również należą się wyrazy największego uznania. I słów kilka o pozostałych kreacjach. Moi Drodzy "nie z pierwszego planu", jesteście HSM w takim samym stopniu jak soliści. Bez Waszego wkładu i doskonałej pracy, stałby się on składanką piosenek i duetów na tle żywej scenografii. Dzięki Wam jest Spektaklem! 

Kilka słów do autora polskiego tekstu, Jacka Mikołajczyka. Jak zwykle kawał dobrej roboty. Jasny przekaz w warstwie słownej, to jego zasługa. Ale ja o czym innym. Autor zastanawiał się nad tym, że spektakl jest fenomenem dla młodej części publiczności. Pozwolę sobie na małą dygresję. Trafi tak samo do tej starszej części. Młodzi oglądają na scenie siebie. Starsi, zobaczą młodzież taką, jaką zawsze chcieliby ją widzieć. Może nawet uwierzą, że ona właśnie taka jest. Ot, magia teatru. 

I jeszcze jedno. Balet wykonał w spektaklu ogromną pracę. A uśmiech Sabiny Langner... Cóż, zapraszam wszystkich na HSM do GTM. Naprawdę warto!

Dariusz Jezierski
Gazeta Gliwicka
26 września 2009

Książka tygodnia

Banksy
Wydawnictwo ARKADY
Praca zbiorowa

Trailer tygodnia