Wspomnienie Andrzeja Lipskiego

Był osobowością, skupiał wzrok i uwagę widza

Andrzej Lipski był z tych aktorów, których na scenie zauważało się od razu. Może sprawiał to jego głos, o pięknej, dźwięcznej barwie, może doskonała dykcja, a może sceniczny instynkt, z którym jedni się rodzą, a inni nie. On go miał. Był osobowością, skupiał wzrok i uwagę widza w każdej minucie.

W Wielki Piątek zmarł Andrzej Lipski. Znakomity aktor... Tylko bardzo młodym miłośnikom teatru, jego nazwisko mówić może mniej, niż powinno. Dla pozostałych, Andrzej Lipski zawsze kojarzyć się będzie z pięknymi, zróżnicowanymi rolami i z Teatrem Nowym w Zabrzu, który nigdy nie był dla niego miejscem pracy, lecz miejscem, o którym mówił "mój teatr". Na tej scenie debiutował, na niej tworzył aktorskie kreacje, a w końcu został jej dyrektorem. Dopiero ciężka choroba, a wcześniej splot nieprzyjaznych okoliczności, sprawiły, że opuścił Zabrze i związał się z Teatrem Zagłębia i Teatrem Śląskim.

Trudno i bardzo smutno jest pisać wspomnienie o kimś, kogo się ceniło, szanowało, ale też szczerze lubiło.

Tym trudniej, że z zagranych przez Andrzeja ponad stu ról, nie widziałam najwyżej dziesięciu... Po latach sama jestem zaskoczona, jak wiele z nich, i jak dokładnie, pamiętam. Trudno, żeby było inaczej, skoro Andrzej Lipski był z tych aktorów, których na scenie zauważało się od razu. Może sprawiał to jego głos, o pięknej, dźwięcznej barwie, może doskonała dykcja, a może sceniczny instynkt, z którym jedni się rodzą, a inni nie. On go miał.

Był osobowością, skupiał wzrok i uwagę widza w każdej minucie.

Już w rok po skończeniu krakowskiej PWST stał się ulubieńcem publiczności. A na scenę Teatru Nowego dosłownie wtargnął, bo jego Janosik w śpiewogrze Ernesta Brylla i Katarzyny Gaertner "Na szkle malowane" to było uosobienie żywiołu, swobody, no i - urody, co dodatkowo przysparzało mu popularności wśród damskiej części widowni. Andrzej zawsze świetnie śpiewał, dokładając do tekstu własną interpretację, dzięki czemu nawet znane piosenki nabierały w jego wykonaniu nowego charakteru. W tamtych latach powstawało w Teatrze Nowym sporo przedstawień muzycznych, on był w nich gwiazdą. Ale jednocześnie z sukcesem mierzył się zawsze z wielką klasyką, by wspomnieć choćby Trieplewa w "Mewie", i dramaturgią współczesną, z utworami Sławomira Mrożka na czele - był m. in. Arturem w "Tangu" i AA w "Emigrantach. Tekst sztuki był dla niego ważnym, jeśli nie najważniejszym elementem, każdego spektaklu...

Przylgnął do zabrzańskiej sceny na kilka dziesiątków lat, nie tylko dlatego, że obsadzany był w czołowych rolach i w wielkim repertuarze. Mówił, że nie szukał zawodowego szczęścia poza Zabrzem, bo w Zabrzu był Mieczysław Daszewski.

Ten długoletni dyrektor Teatru Nowego, tworzył wraz ze swoimi aktorami głośne przedstawienia, ale też prawdziwie rodzinną atmosferę, w której Andrzej Lipski po prostu dobrze się czuł.

Prywatnie był człowiekiem uczuciowym, nawet sentymentalnym, wiernym w przyjaźni, i bardzo, bardzo ciepłym w sposobie bycia.

W tamtej teatralnej wspólnocie odnalazł więc swoje miejsce, nie tylko w artystycznym wymiarze

W jego bogatym dorobku wiele było ról kostiumowych, w sztukach polskiej i obcej klasyki. Lubił je grać i umiał je grać, miał bowiem szeroką wiedzę z historii kultury i teatru, literatury, a nawet geografii, której uczył się zresztą "z autopsji", pasjami podróżując wraz z żoną Hanną Boratyńską po świecie.

Do każdej podróży, obojętne: do Chin, do Skandynawii, czy w ukochane Tatry, lubił się starannie przygotować. Zabierał w drogę notatniki, w których spisywał wcześniej zabytki i cuda przyrody, jakie oboje chcieli zobaczyć. Obserwacje i rozmowy z ludźmi różnych krajów, a błyskawicznie uczył się języków obcych, wykorzystywał potem w przygotowywaniu kolejnych spektakli. Czasem opowiadał też o podróżniczych przygodach przyjaciołom, a duszą towarzystwa i przykuwającym uwagę gawędziarzem, był bez dwóch zdań

Rolą przełomową w dorobku Andrzeja Lipskiego był Superiusz w "Pieszo" Sławomira Mrożka, za którą otrzymał Złotą Maskę (w sumie trzy razy wyróżniano go tą nagrodą). To jeden z pierwszych w jego repertuarze portretów mężczyzn pokiereszowanych przez życie i stojących na emocjonalnym rozdrożu. Stworzył ich potem wielu, odkrywając przed widzem skomplikowane charaktery bohaterów.

Grał, reżyserował, dyrektorował, animował życie kulturalne, ale był zbyt skromny, by zabiegać o większe spożytkowanie różnych swoich talentów. Na przykład literackiego. Szuflady jego znajomych pełne są wierszy, jakie pisywał im na rozmaite okazje, on sam nigdy nie pokusił się jednak o napisanie sztuki, choć miał ku temu wszystkie dane.

Nie walczył też o role w filmach czy spektaklach, wykorzystujących gwarę śląską, choć urodzony w Tarnowskich Górach, fantastyczne gwarą się posługiwał. Jedynie Antoni Halor powierzał mu takie zadania, m.in. główną rolę w filmie "Siedem zegarków Gustawa albo eremita skoczowski Morcinek", którą Lipski zagrał koncertowo.

Śmierć Andrzeja Lipskiego zabolała i poruszyła wszystkich, dla których przez całe życie, z pasją i wnikliwością, tworzył kolejne role. Umarł szlachetny człowiek. Umarł aktor, który bardzo kochał teatr

Pogrzeb Andrzeja Lipskiego odbędzie się 4 kwietnia o godz. 10.20 na Cmentarzu Rakowickim w Krakowie.

Henryka Wach-Malicka
Polska Dziennik Zachodni
3 kwietnia 2013
Portrety
Andrzej Lipski

Książka tygodnia

Paragon
Wydawnictwo Mamiko
Justyna Nawrocka

Trailer tygodnia