„Wstyd nas spoli!”

"Bolesław Śmiały" - reż. Bartosz Zaczykiewicz - Teatr Polski w Warszawie

Dawno nie widziałam tak złego spektaklu. Niestety, współpraca Bartosza Zaczykiewicza z Andrzejem Sewerynem i stołecznym Teatrem Polskim nie powiodła się. Miałam wrażenie, że oglądam spektakl bardzo słabego teatru amatorskiego, okropnie wyreżyserowany, a właściwie prawie wcale niewyreżyserowany. Poprzednia premiera, „Odprawa posłów greckich”, nie wprawiła mnie w zachwyt, ale w porównaniu z tym spektaklem była zdecydowanie lepsza.

W roli Króla Bolesława Śmiałego wystąpił Piotr Cyrwus. Bardzo wątpliwy wybór, zwłaszcza, że jest to aktor grający przez większość kariery role drugo-, trzecioplanowe. Czyli śmiało można było sądzić, że ów aktor nie podoła roli, na której budowany jest spektakl. Od pierwszego aktu wiadomo, kiedy aktor skończy wypowiadać kwestię, by "spontanicznie" mu przerywając, odezwała się partnerująca mu postać. Trudno było podążać za dramatem Wyspiańskiego, gdyż w kwestiach Króla Piotr Cyrwus mylił się. Mylił się okrutnie, chociaż... tekst posiadał rymy.

Spektakl trwa 130 minut, a po pół godzinie miałam ochotę wyjść. Zostałam z czystej ciekawości, zadawałam sobie pytania: co jeszcze się wydarzy, czym mnie zaskoczą aktorzy, jakie jeszcze środki zostaną użyte? Z każdą kolejną minutą otwierałam szerzej oczy ze zdziwienia.

„Bolesław Śmiały" to nie płynnie opowiedziana historia, a raczej sekwencja dialogów i scen. Między postaciami nie ma komunikacji, relacji.Wykorzystano wszelkie możliwe efekty, aby zainteresować widza i nieco odwrócić uwagę od fatalnej gry aktorskiej. Świeczki, nagość, rozpędzone dymiarki, aktorzy rzucający w Króla grudkami ziemi, deszcz padający na Bolesława w ostatnim monologu oraz ogromna belka wisząca nad aktorami, imitująca w jednej ze scen stół, podest. W kolejnej scenie belka wisi krzywo, mając zgnieść postaci na scenie?

Ruch sceniczny zaciekawia, aktorzy sporo biegają, często stają w rzędzie. Najciekawsze rzeczy dzieją się jednak na drugim, trzecim planie, w głębi sceny. Aktorzy, nie można powiedzieć, że tańczą, raczej odtwarzają taneczne figury. Kroczą ze świecami wokół wielkiego betonowego obelisku w głębi sceny. Warto zaznaczyć, że to wszystko dzieje się podczas monologów Piotra Cyrwusa.

Na stronie internetowej Teatru Polskiego, w opisie spektaklu czytamy: „Tragiczny w skutkach konflikt króla Bolesława Śmiałego i biskupa Stanisława, a kształtowanie się państwowości polskiej w pierwszych wiekach chrystianizacji. Historia Polaków zmitologizowana przez wizjonera polskiego teatru – Stanisława Wyspiańskiego." Wątek tworzenia się państwowości polskiej został sprowadzony do podboju przez Bolesława Śmiałego Rusi. Zwłaszcza do zdobywania tamtejszych kobiet. W spektaklu Król jawi się jako zdradzający, rozbuhany ogier, jeżdżący na Wschód tylko w jednym celu. W opozycji do niego została nakreślona sylwetka biskupa Stanisława, postać niemal pomnikowa. Może Król okazywał zainteresowanie wieloma kobietami, jednakże jego wkład w kształtowanie się państwa polskiego był nieoceniony. Bardzo żałuję, że spektakl nie został osadzony wokół problemu rozdziału państwa i kościoła. Dzięki temu tekst Wyspiańskiego zyskałby na aktualności.

Kalina Filip
miernik Teatru
3 lutego 2014

Książka tygodnia

Ale musicale! Złote stulecie 1918-2018
Wydawnictwo Marginesy
Daniel Wyszogrodzki

Trailer tygodnia