Wstydliwa strona miłości

„Kłamstwo... o miłości" - reż. Henryk Jacek Schoen - Teatr Bagatela w Krakowie

W piątkowy popołudnie wybrałam się do Bagateli by zainaugurować weekend dobrym spektaklem. Okazało się, że „Kłamstwo... o miłości" Floriana Zellera, wyreżyserowane przez Henryka Jacka Schoena, które w styczniu miało swoją premierę, to wybór podwójnie trafiony. Dostarcza nie tylko sporej dawki wysublimowanego humoru, ale także sporą dozę refleksji na temat prawdy o miłości.

Jeszcze zanim rozpoczął się spektakl, moją uwagę zwróciło, że wśród widowni zdecydowanie dominują osoby starsze. Młodych płci obojga można było policzyć na palcach jednej ręki. Publiczność reagowała śmiechem rzadko i przeważnie była to reakcja na kunsztowne gry słowne mające często wydźwięk komiczny. Częściej jednak, co w tym teatrze jest rzadką reakcją, pozornie komiczne sceny i zabawa słowem zanurzone były w ciszy i refleksji widzów skupionych na rozgrywającym się na scenie spektaklu.

Spektakl zaś, to kontynuacja zrealizowanej kilka lat wcześniej „Prawdy" Zellera. Jej finałem jest związek Laurence z Paulem i towarzyszące mu przekonanie, że małżeństwo z Michelem raczej nie przetrwa próby czasu. „Kłamstwo", to opowieść o jej kolejnym małżeństwie i o zdradzie, w której spotykają się i krzyżują losy dwóch zaprzyjaźnionych małżeństw.

Jedno z ich spotykamy w gustownie urządzonym salonie, gdzie Paul i Laurence konwersują przygotowując się do spotkania z przyjaciółmi. Pozornie neutralna rozmowa szybko przeradza się w swoistą grę słowną, w której oboje usiłują uzyskać określony efekt, a jednocześnie przemilczeć treści, których nie chcą ujawniać. Równie szybko okazuje się, że głównym tematem dyskursu będzie zdrada, problem jej ujawnienia bądź przemilczenia i konsekwencje obu rozwiązań, narastająca frustracja wtajemniczonych, którzy nie potrafią poradzić sobie nie tylko z ciężarem posiadanej wiedzy, ale też nieuczciwością wobec zaprzyjaźnionej pary, a także wzajemnymi podejrzeniami o niewierność, narastającymi w ich własnym związku i tym silniej dającymi o sobie znać im bardziej cała sytuacja się rozwija i im więcej kart zostaje odkrytych.

Prezentowane pary to przedstawiciele współczesnej metropolii. Pełni energii, zapracowani, wiecznie w ruchu. Ludzie dobrze sytuowani, eleganccy, dbający o to, by dom chronił ich prywatność i dawał poczucie bezpieczeństwa. Ten schemat podkreślają zarówno kostiumy aktorów jak i scenografia salonu (Joanna Schoen) będąca przez cały spektakl niezmiennym wyposażeniem sceny. Szaro-oliwkowa kolorystyka salonu, gustowne, stylizowane meble, jednym słowem wnętrze oszczędne, ale z poczuciem smaku, zapraszające wręcz do odpoczynku, wyciszenia i refleksji, nie zaś do prowadzenia słownej szermierki. Na tle tego spokojnego wnętrza silnym kontrastem są obie panie ubrane w czerwienie. Reżyser wykorzystał grę kolorów. Czerwień pań wyraźnie podkreśla maskowaną dynamikę Laurence (Ewelina Starejki), która wie, a właściwie tylko jest głęboko przekonana, o zdradzie Jeana-Claude'a (Maurycy Popiel). Podminowana, najpierw w dyskusji z mężem sugeruje zupełnie absurdalny pomysł odwołania spotkania z przyjaciółmi na przysłowiowe dziesięć minut przed jego rozpoczęciem, co wyraźnie wybija Paula z jego spokoju i opanowania doprowadzając do zupełnego rozchwiania emocjonalnego wyrażającego się w sposobie prowadzenia rozmowy z żoną. Wtedy też okazuje się, że tematy takie jak zdrada czy posiadanie kochanki w małżeńskiej przestrzeni i w sferze osób najbliższych są swoistym tabu, nawet wówczas, gdy są tajemnicą Poliszynela. Podczas spotkania obu małżeństw sposób mówienia i prowadzenia konwersacji ujawnia głęboko skrywany niepokój całej czwórki, ukryte tajemnice, narastającą frustrację kontrastujące ze spokojnym wnętrzem i eleganckim dyskursem, wprowadzając nabierającą coraz większej mocy iskrę ożywienia. U Sophie (Anna Branny) toczona rozmowa i zawarte w niej sugestie wyraźnie przekraczają granice spokoju kobiety zaś czerwień jej stroju sugeruje zamknięte wewnątrz pobudzenie emocjonalne i narastający niepokój.

Zespół aktorski teatru wraz z reżyserem przygotowali spektakl w podwójnej obsadzie, co zawsze przynosi efekt grania co najmniej dwóch dramatów. Treść sztuki pozostaje wprawdzie ta sama, ale osobowości poszczególnych aktorów wcielających się w prezentowane postacie nadają zarówno im jak i całemu widowisku niepowtarzalny rys. W spektaklu, który miałam okazję obejrzeć specjalne wyrazy uznania należą się za fenomenalną kreację Paula Wojciechowi Leonowiczowi, pełną naturalności, umiejętnego operowania oszczędną, a zarazem ekspresyjną gestykulacją dla prezentacji zmian nastroju, a przy tym świetną pracę głosem. Dotrzymuje mu kroku Ewelina Starejki w roli Laurence. Niestety, na ich tle pozostała dwójka aktorów Anna Branny w roli Sophie i Maurycy Popiel jako Jean-Claude wypadają zupełnie nijako i mało przekonująco, a szkoda, bo sztuka należy wprawdzie do wymagających, ale też do tych, które pozwalają na rozwinięcie całej gamy aktorskich możliwości.

Schoen nie daje ani gotowych rozwiązań, ani odpowiedzi. Stawia widzów przed dobrze zrobionym spektaklem, w którym przedstawione zostaje zjawisko tak stare jak sama instytucja intymnych związków. Stawia pytanie o to, czy miłość między dwojgiem ludzi i wierność wybranej osobie to wartości tożsame, zawsze idące w parze, czy też zjawiska tylko pokrewne, które można od siebie oddzielić prowadząc podwójne życie, czy możliwe jest zachowanie przy tym poczucia uczciwości wobec drugiej strony i szacunek dla samego siebie. Prezentując zaś całe spectrum zachowań towarzyszących ukrywaniu czy pomijaniu wstydliwych zdarzeń czy związków przeczących bodaj najstarszemu mitowi o istnieniu wiecznej miłości i wierności kochanków reżyser nie tylko wizualizuje obawy i konsekwencje samych widzów obserwujących zdarzenia na scenie, ale pozwala im samym na nadanie przekazowi rysu groteski tym silniejszego im mocniej odnosi ona obserwowane absurdy sytuacyjne i językowe do pozascenicznej rzeczywistości i im silniejszą reakcję owo odniesienie wywołuje.

Iwona Pięta
Dziennik Teatralny Kraków
16 lutego 2018

Książka tygodnia

Aktorki. Odkrycia
Społeczny Instytut Wydawniczy Znak
Łukasz Maciejewski

Trailer tygodnia