Wszyscy macie słomę w butach

"W imię Jakuba S." - Teatr Dramatyczny w Warszawie i Łaźnia Nowa w Krakowie

"W imię Jakuba S." Moniki Strzępki i Pawła Demirskiego to historia przepisywana na potrzeby pokolenia Oburzonych: zamiast przywoływać młodopolską chłopomanię przypomina nam o rabacji galicyjskiej

Duet Demirski-Strzępka słynie z niepokorności i odwagi w operowaniu mocnym, dosadnym językiem. Powstały w koprodukcji krakowskiej Łaźni Nowej i warszawskiego Teatru Dramatycznego spektakl należący do cyklu „Pomniki polskie” także niewiele ma wspólnego ze wzniosłą, spiżową estetyką narodowych monumentów. Zamiast mierzyć się z narodowymi mitami romantyzmu, Strzępka i Demirski sięgają do anty-mitu – rabacji galicyjskiej, o której na lekcjach historii wspomina się wstydliwie i jakby mimochodem, zazwyczaj przypisując krwawe wydarzenia poduszczeniom zaborcy.

Spektakl Demirskiego i Strzępki stanowczo odcina się od prób upiększenia historii, ukazując bunt chłopski jako efekt długotrwałego kumulowania napięć wynikających z poczucia wykorzystania i krzywdy. Eskalacja przemocy, pokazana w przedstawieniu w groteskowy, przerysowany sposób (obficie płynąca sztuczna krew, postać z widłami w plecach, odkrawanie płatów półtuszy wieprzowej), to dla artystów element ludzkiej natury, dla którego katalizatorem mogą okazać się okoliczności społeczno-polityczne. Zestawiając bunt chłopski z pokoleniem dzisiejszych trzydziestolatków Demirski i Strzępka dowodzą, że w obu tych grupach buzuje ta sama negatywna energia, ostrzegając przed możliwością wybuchu „rabacji Oburzonych”.

Z szyderczym uśmiechem etatowych skandalistów artystyczny duet przypomina Polakom, że, wbrew narodowemu upodobaniu do kultywowania arystokratycznego etosu i „żałowania porcelany”, większość z nas ma korzenie chłopskie. Według Demirskiego i Strzępki historii Jakuba Szeli nie można przemilczeć, bo jego prostactwo i chamstwo, a także jego frustracja, tkwią głęboko w nas wszystkich. „Wszyscy macie słomę w butach”, zdają się krzyczeć w spektaklu. I nie wahają się również pokazać własnej.

W scenach nawiązujących do współczesności oglądamy parę trzydziestolatków (Klara Bielawka i Paweł Tomaszewski) będących alter ego twórców przedstawienia, na co wskazują ich kostiumy oraz szereg aluzji wplecionych w wypowiadane przez nich kwestie. Mimo wyrażanej potrzeby buntu („nienawidzę tych, co mają własne mieszkania i identyczne, tandetne meble z Ikei”) oni również dają sobie założyć na szyje pętlę kredytu. Przez zestawienie z rabacją przedstawienie zrównuje zależność kredytową z uciskiem pańszczyźnianym, a wplecenie w spektakl aluzji do „Śmierci komiwojażera” Arthura Millera, tradycyjnie odczytywanej jako krytyka kapitalizmu, dodatkowo wzmacnia siłę oskarżenia skierowanego pod adresem systemu.

„Co byś zrobił, gdybyś przez dwadzieścia cztery godziny miał władzę, by zrobić wszystko?”, pyta Oburzonych duch Jakuba Szeli (Krzysztof Dracz). Czy doświadczających społecznej niesprawiedliwości współczesnych trzydziestolatków stać na to, by chwycić za widły i kosy? Czy raczej rewolucyjny potencjał rozejdzie się w szwach pod wpływem mebli z Ikei, sztucznej choinki, sushi z supermarketu i wczasów w Egipcie? Demirski i Strzępka w tempie karabinu maszynowego trafiają w kolejne nadęte balony polskich póz i aspiracji, pokazując, że nawet marzenia i cele wytyczamy sobie na przaśną chłopską modłę i że nawet w pięciogwiazdkowym hotelu Polak będzie smażył schabowe na turystycznej kuchence.

Buzujące nastroje społeczne uda się ugasić namiastką luksusu na egipskiej plaży, na której plebs i elity egalitarnie wykopią sobie sąsiadujące ze sobą grajdoły. Kąpiel w Morzu Śródziemnym zahipnotyzuje niedoszłych rewolucjonistów niczym współczesna wersja chocholego tańca. I tylko złe oczy Jakuba Szeli nie pozwolą zapomnieć, że nawet na plaży opłaconej w supertaniej ofercie „last minute” pierwiastka rabacji nie da się zniszczyć do końca.

Spektakl Strzępki i Demirskiego posługuje się jaskrawą, dosadną estetyką. Grzęznąc w sztucznym śniegu, brocząc udawaną krwią, biegając i krzycząc, aktorzy wartko i brawurowo przechodzą do kolejnych scen. Mieszając epoki i kostiumy, twórcy nie dbają o subtelność aluzji, a raczej skandują swój manifest. Wobec widza nie mają skrupułów (nie wahają się ani wykrzyczeć mu przykrych prawd prosto w oczy, ani przetrzepać zawartości torby), ani oczekiwań – wszystkie nawiązania historyczne i literackie zostaną wyświetlone ponad sceną. Przedstawienie wprost odwołuje się do estetyki rabacji, sugerując, że subtelny teatr psychologiczny nie nadaje się na czasy kryzysu. I – sądząc po spadającym na artystów deszczu nagród oraz entuzjastycznym przyjęciu spektaklu (przez niektórych obwołanych wydarzeniem sezonu) – mają sporo racji.

Aleksandra Kamińska
Dziennik Teatralny Kraków
15 lutego 2012

Książka tygodnia

Ale musicale! Złote stulecie 1918-2018
Wydawnictwo Marginesy
Daniel Wyszogrodzki

Trailer tygodnia