Wszyscy są zmęczeni

"Raj dla opornych" - reż. Krystyna Janda - Teatr Wybrzeże w Gdańsku

Krystyna Janda i Teatr Wybrzeże po bezprecedensowym sukcesie "Seksu dla opornych" postanowili przygotować jeszcze jedną potrawę według tego samego przepisu. Składniki: gwiazdy, życiowy temat podany przystępnie, bez przekroczeń, ale ze szczyptą serio i gwiazdy. "Seks" stał się przebojem kasowym, "Raj" też się będzie cieszyć popularnością ze względu na składniki, ale tym razem wyszedł zakalec, gorszy nawet niż pewien jabłecznik.

Średnio znana Kanadyjka Michele Riml (1967) po raz drugi zaprasza nas na wiwisekcję związku Barbary (Dorota Kolak) i Karola (Mirosław Baka). Sequel z 2012, podobnie jak część pierwsza ("Sex in Laundry" z 2002), rozgrywa się w jednym miejscu. Tym razem jest to pole campingowe nad jeziorem, na którym mocno przechodzeni kochankowie mają spędzić tydzień pod namiotem w celu kolejnego ratowania swego związku. Ciąg zdarzeń drobiazgowych (rozbijanie namiotu, przygotowanie ogniska i posiłku oraz tym podobne), niespodziewana spodziewana wizyta Diany (Aleksandra Konieczna), siostry Barbary, trochę gorzkiej, "wyrzyganej" prawdy i tzw. morał. "Seks dla opornych", mimo niewygórowanych lotów, można było śmiało uznać za dobry teatr rozrywkowy z maleńkimi ambicjami. "Raj dla opornych" to już niestety pełna klapa.

Główną przyczyną porażki jest tekst: banalny, przewidywalny, w przeważającej części pozbawiony wartości literackich. Tym razem Krystynę Jandę (reżyseria) zawiodły instynkt i smak. Mimo wysiłków najlepszych aktorów nie da się z takiego materiału zrobić teatru, tym bardziej, że nie zanotowałem w tym przedstawieniu reżyserii. Irytowały rzadko uzasadnione wyciemnienia, odrzucała samochodowa* scenografia (oprócz motoru, na którym aktorka nie mogłaby jeździć z powodu jego rozmiarów), dziwiły latarnie, które świeciły w dzień, a przecież akcja nie rozgrywała się w Polsce. Dwudziestominutowa przerwa ma uzasadnienie tylko i wyłącznie barowe, przedłuża męczarnie widzów spragnionych inteligentnej i pomysłowej rozrywki. Wszyscy sprawiają wrażenie bardzo zmęczonych i znudzonych, chwile życia to "Whole Lotta Love" puszczona przez Karola i wulgarna odzywka do sąsiada połączonej na tę chwilę wypalonej pary. Wyjątkowo bezbarwnie brzmi wymuszone "Imagine" (27 miejsce na Top 30 Funeral Songs). Jeśli już podawać tak słaby tekst tylko w oparciu o zaufanie do Kolak i Baki, należało nadrobić braki dramaturgiczne pomysłowością inscenizacyjną. Niestety, pani reżyser też była zmęczona.

Premierowa publiczność nagrodziła wykonawców i realizatorów owacją na stojąco. Spokojnie, będzie hit.

*samochodowa scenografia, czyli taka, która zmieści się w jednym samochodzie

Piotr Wyszomirski
Gazeta Świętojańska
0

Książka tygodnia

Wpadnij, to pogadamy...
Wydawnictwo Universitas
Krzysztof Orzechowski, Łukasz Maciejewski

Trailer tygodnia

Roxana Songs
Krystian Lada
Lada wybrał na miejsce nagrania „Roxa...